Radnym PiS nie podoba się, że władze Zielonej Góry chcą zezwolić ma budowę kolejnych wieżowców w centrum miasta. – Będziemy mieli tu Manhattan. Już mamy takie dzielnice, gdzie kupuje się za ciężkie pieniądze mieszkanie i z balkonu można zobaczyć, z czego sąsiad robi zupę – mówi Jacek Budziński, radny PiS.
Władze Zielonej Góry przystąpiły do pracy nad zamianami w planie zagospodarowania przestrzennego. Chodzi o teren przy ul. Herberta i ul. Węglowej, na którym kiedyś były hale i sklep meblowy. W obowiązującym planie teren przeznaczono pod zieleń i usługi. Inwestor zawnioskował do miasta, żeby zezwoliło na zabudowę mieszkaniową. Prezydent przychylił się do wniosku i we wtorek (26.11.) przedstawił radzie uchwałę o zamiarze przystąpienia do zmian w planie.
Radnym PiS od razu zapaliła się czerwona lampka. Bożena Ronowicz zwróciła uwagę, że jest to dzielnica przemysłowa i tych planów nie powinno się zmieniać. Urzędnicy tłumaczyli, że w pobliżu są tylko mało uciążliwe usługi, jak wulkanizacja przy ul. Zjednoczenia, a tereny wokół powoli przekształcają się w osiedla i parki.
Grzegorz Maćkowiak dopytywał o wysokość zabudowy o jaką wnioskuje inwestor. Okazało się, że planuje postawić 7-10 kondygnacyjny budynek.
Filip Gryko, radny z komitetu Janusza Kubickiego, zauważył, że aż tak wysokiego bloku nie będzie można tam postawić.
– Ulica Węglowa ma tę nazwę nie przez przypadek. Tam kiedyś wydobywano węgiel i jego składy są płytko pod ziemią. To trzeba wziąć pod uwagę przy planie – powiedział.
G. Maćkowiak prosił, aby przy zmianach w planie wziąć także pod uwagę możliwości komunikacyjne tego obszaru.
– Wraz z mieszkaniami przybędzie samochodów, a wiadomo, że brakuje nam parkingów – mówił.
Paweł Tonder, wiceprezydent, uspokoił go, że zostanie zrobiona analiza ruchu i jeśli będzie taka potrzeba, to inwestor przebuduje drogi na swój koszt.
Z balkonu widać gacie sąsiada
Postępowanie prezydenta nie spodobało się Jackowi Budzińskiemu, wiceprzewodniczącemu Rady Miasta z PiS.
– Deweloperka to dzisiaj złoty interes i widać, w jakim kierunku idzie właściciel. Ale zobaczcie co my robimy ze starą Zieloną Górą. Następuje maksymalne zagęszczenie zabudowy. Już mieliśmy z tym problemy. Przypomnę blok obok LO nr 7, kiedy okazało się podłączenie go do kanalizy skończyło się wylaniem nie powiem czego w hali garażowej – powiedział. – Może już pora wyjść z kontraktu zielonogórskiego z 2015 roku i powoli przyduszać inwestorów, aby budowali bloki i mieszkania wielorodzinne również na terenie gminy, którą przyłączyliśmy do miasta. Bo to się skończy w ten sposób, że my tutaj będziemy mieli Manhattan. Po co przyłączaliśmy te 16 sołectw, także po to, żeby wejść tam z budownictwem. Już mamy takie dzielnice, że kupujesz za ciężkie pieniądze mieszkanie, wychodzisz na balkon i widzisz z czego sąsiad zupę robi, czy jakiego koloru ma gacie, bo balkon wchodzi na balkon. Mamy taką zabudowę w wielu miejscach Zielonej Góry. Dogęszczajcie bardziej to się pewnego dnia skończy smutno – ostrzegał.
Mamy płacić 15 mln zł odszkodowania?
– Przypomnę w jakiej atmosferze ustalano tam plan poprzednio – powiedział Marcin Pabierowski, prezydent Zielonej Góry. – Wepchnięto inwestorowi założenia inwestycyjne niezgodne z przeznaczeniem i potencjałem tego terenu. Inwestor, który był pokrzywdzony chce odszkodowania od miasta w wysokości 15 mln zł, to chyba nie jest w interesie żebyśmy płacili – powiedział. Dodał, że od ul. Jana Z Kolna idzie już zabudowa jednorodzinna, a w pobliskiej ul. Lisiej nie będzie przemysłu, co najwyżej rekreacja i usługi. – W tym miejscu możemy zaprojektować przemyślane osiedle – zapewniał. Dodał też, że w gminach powstaje zabudowa wielorodzinna, jak choćby w Łężycy.