– Doprowadzili do bankructwa większość handlujących na ryneczku i teraz chcą jeszcze wykończyć tych, co zostali – grzmią sprzedający na żarskim targowisku przy ul. Kąpielowej.
Handlujący na żarskim ryneczku przy ul. Kąpielowej narzekają na brak wsparcia ze strony Urzędu Miasta i Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej.
– Miały być targi staroci, miała być promocja ryneczku, targi śniadaniowe. I co? I nic. Nic do tej pory nie zrobili. Chodzili, mówili, że tak zrobią i nic nie zrobili – mówi Artur Jaworski, handlujący na ryneczku.
– Tam jest tylko 8 osób handlujących. Jedna z nich wynajmuje 9 boksów i zalega nam z opłatami kilkanaście tysięcy złotych. Na 32 pawilony, 9 stoi pustych. Poza tym to targowisko nie spełnia norm sanitarnych – przekonywała na kwietniowej komisji radnych Dorota Kasprzyszak, prezes ZGM i sugerowała, że radni powinni się zastanowić nad przyszłością tego miejsca.
Tak jak wylicytował
Oburzony publicznymi oskarżeniami jest Seweryn Szkolnik, o którym na komisji mówiła prezes ZGM.
– Wystosowałem pismo do pani prezes, żeby zaprzestała rozpowszechniać nieprawdziwe informacje na mój temat. Płacę za wynajęte boksy zgodnie z tym, jaką cenę wylicytowałem podczas przetargu. To, że ZGM jednostronnie zmienia warunki umowy, to mnie nie interesuje – mówi sprzedający i podkreśla, że nie boi się eksmisji. – Ona mi zarzuca, że jestem winny ileś tam tysięcy, ale ja wszystko płacę tak, jak mam w umowie. Płacę nawet więcej, niż to, za ile oni teraz wystawiają te budki w przetargu. Jaki jest sens pozbywać się mnie, który od ponad 20 lat wynajmuje to miejsce, gdy tu są puste budki? – dodaje S. Szkolnik, który wynajmuje 9 boksów na ryneczku.
Ktoś czyha. Liczy na kamienicę?
Halina Banaszkiewicz, która również handluje na ryneczku, ma podejrzenia, jaki może być cel takich działań.
– Tutaj trzeba otwarcie mówić. Ktoś czyha na ten teren. Ja się pytam, czy pani prezes lub pani burmistrz mają już kogoś i za ile? – mówi H. Banaszkiewicz.
– Widać, że chcą ten teren przeznaczyć na coś innego. Może ktoś chce tutaj wybudować kamienicę. Najwięcej pieniędzy w remont tego miejsca poszło na infrastrukturę podziemną. Rozebranie i wywiezienie tych kilku budek to będzie chwila – dodaje A. Jaworski.
– W planie jest informacja, że ten teren jest przygotowany pod budowę kamienicy – mówi Seweryn Szkolnik.
Stali klienci
Handlujący uważają, że ryneczek jest potrzebny.
– Tu przychodzi dużo osób starszych, które nie chcą chodzić na duży rynek, bo to dla nich jest za daleko. Mamy stałych klientów – mówi Małgorzata Romaniuk, sprzedająca na ryneczku. – To są nasze miejsca pracy. Niektórzy z nas handlują tutaj już ponad 20 lat. Jeżeli cały czas tutaj jesteśmy, to znaczy, że nam się opłaca – dodaje.
Incognito
Sprzedający mają żal do D. Kasprzyszak, że do tej pory nawet nie spotkała się z nimi, żeby porozmawiać o ich potrzebach.
– Dwa razy pokazała się tutaj incognito, dopiero za trzecim razem przedstawiła się, kim jest. Ale pytała tylko, które pawilony są puste. Do tej pory nie zorganizowała żadnego spotkania z nami – mówi M. Romaniuk.
– Ta pani jest z Zielonej Góry i nie ma pojęcia, co tu się dzieje. Nie zna miasta i nie zna tutejszych realiów. Niech wraca do Zielonej Góry i niech tam robi rewolucję – dodają sprzedający.
– Fakty są takie, że pani prezes palcem nie kiwnęła, żeby coś tu zrobić – mówi H. Banaszkiewicz.
Problem z parkingiem
Sprzedający uważają, że przyczyną słabszego ruchu na ryneczku jest brak rotacji samochodów na parkingu przylegającym do targowiska.
– Parking dla klientów jest wiecznie zapełniony. Prosiliśmy o jeden mały znak, żeby parkujący wiedzieli, że na całym terenie obowiązuje maksymalny czas parkowania do 30 min., ale nie dostaliśmy zgody. Już nawet chcieliśmy sami go zakupić, ale też nie. A klienci nie mają gdzie zaparkować. Jeżdżą w koło i rezygnują – mówi A. Jaworski.
Zwracają też uwagę na bałagan po nocnych balangach na terenie ryneczku.
– Mamy też problem z chuliganami, którzy tu przesiadują. Zostawiają po sobie bałagan, a my sami musimy to sprzątać. Wczoraj wszystko było wysprzątane, a dzisiaj znowu stoły poplamione – zwracają uwagę sprzedający.
Chcą pracować
Mimo tych trudności chcą dalej prowadzić tu swoje małe biznesy.
– Oni już od 20 lat mówią, że bankrutujemy, że plajtujemy, że trzeba ryneczek zamknąć. Każdy następny straszy, a my dajemy sobie radę – zauważa M. Romaniuk
– Tych prezesów to już przeżyłem 5 czy 6 i tę panią też przeżyję – dodaje S. Szkolnik.
– Niech zrobią jakąś promocję. Niech przez jakiś czas pozwolą handlować za darmo. Jak ktoś się przyjmie, to będzie płacić, gdy będzie zarabiał – proponuje A. Jaworski i dodaje, że ryneczek stanowi ciąg z butikami, które znajdują się przy ul. Kąpielowej.
– Jak ryneczek zamkną, to butiki też padną. To nie jest tak, że na ryneczku jest 8 osób, ale z butikami to co najmniej kilkanaście osób, które mają tutaj pracę – mówi sprzedający.
Handlujący przekonują, że nie pozwolą na szkalowanie swojego dobrego imienia i łatwo nie zrezygnują z działalności, której poświęcili dużą część swojego życia.
20
Poprzedni artykuł