Prezydent zdał raport z sytuacji na Odrze. Mówił o śniętych rybach, mieleniu bobra, tworzeniu atmosfery grozy i zdrowym rozsądku, którym powinni się kierować samorządowcy.
Jacek Milewski o sytuacji na Odrze opowiadał niedawno na komisji. Stwierdził, że działania służb są adekwatne do sytuacji. Na nowosolskim odcinku rzeki wyłowiono tylko 55 kg śniętych ryb. – I nic więcej nie trzeba mówić w tej sprawie. Na 33 km, mieliśmy 55 kg śniętych ryb. Nie chciałbym uchodzić za kogoś, kto lekceważy temat, ale na odcinku nowosolskim nie dzieje się nic, co mogłoby wymuszać na nas jakieś nadzwyczajne działanie – powiedział.
Śniętych ryb nie widzieli także strażacy, którzy wspólnie z policją pływali po Odrze już w lipcu. Policjanci zajmowali się wtedy prewencją i sprawdzali, czy nikt nie kąpie się w rzece. Nie mieli łódki, więc o pomoc poprosili PSP. Strażacy opowiadają, że podczas patrolowania rzeki nie rzuciły im się w oczy żadne śnięte ryby.
Nikt nie przyszedł
J. Milewski streścił także, co działo się na spotkaniu sztabów kryzysowych. Pierwszą naradę zwołano na sugestię „środowisk wodniackich”. Ustalono tam, że trzeba kupić rękawice i worki na wypadek, gdyby śniętych ryb nagle przybyło. Była też kwestia zakupu paliwa. Umowa była taka, że wszystko sfinansuje miasto ze środków z zarządzania kryzysowego. Wyszło ok. 5 tys. zł.
Na drugie spotkanie zaproszono nadodrzańskie gminy. Pojawił się tylko Dariusz Straus, wójt Siedliska. – To pokazuje, że te głosy, które się pojawiały po pierwszym spotkaniu, były raczej głosami wpisującymi się w ogólny klimat tworzony wokół Odry – skomentował J. Milewski. Po pierwszym sztabie kryzysowym niektórzy włodarze krytykowali, że nie zostali zaproszeni.
– Na kolejnym spotkaniu 22 sierpnia już się nikt z włodarzy nie pojawił – dodał prezydent.
Powiatowy Inspektorat Weterynarii przebadał ryby, a także małże, które są miernikiem czystości wody. Sprawdzono obecność pestycydów i metali ciężkich i wyszło, że wszystko jest w normie.
Została wywołana panika
– Można mówić, że Odra jest zatruta i rtęć płynie po powierzchni, ale po co? Nie ma potrzeby, żeby budować wokół tego niepotrzebnej atmosfery. Nie ma jednoznacznego stwierdzenia, co jest przyczyną. Coraz więcej osób znających się na sprawie mówi o dominującej przyczynie naturalnej – stwierdził J. Milewski.
Dodał, że na terenie powiatu nie znaleziono żadnego martwego zwierzęcia.
– Na wszystkich forach i we wszystkich telewizjach był pokazywany jeden bóbr. Ciągle ten sam. Nieustająco mielono jednego bobra. Nie znam przypadku bobra, który padłby tutaj – powiedział.
– Skoro tworzy się atmosferę grozy, to poprosiliśmy, żeby na spotkanie przyszli przedstawiciele nadleśnictwa. Potwierdzili, że na naszym odcinku nie ma żadnego przypadku martwego zwierzęcia – dodał.
– Wiem, że jak się tak mówi to pojawia się zarzut, że ktoś bagatelizuje temat. Samorządowcy powinni do tematu podchodzić zdroworozsądkowo, a nie straszyć mieszkańców. Wystarczy popatrzeć na to, co dzieje się z podmiotami gospodarczymi wzdłuż Odry. Została wywołana panika. Spowodowało to określone konsekwencje dla ludzi i państwa. Teraz państwo zastanawia się, w jakiej formule pomóc poszkodowanym. Nie wiem, jak jest na odcinku krośnieńskim czy szczecińskim, ale można powiedzieć, że na naszym odcinku tak drastycznych skutków nie było – stwierdził.
Odszkodowanie za Lagunę?
Radni pytali, czy prezydent będzie chciał odszkodowania za to, że nie pływa Laguna. Odpowiedział, że trzeba poczekać na to jakie będą rządowe programy. Od kilku tygodni statek stoi w porcie w Głogowie. Jego pobyt w tamtym miejscu nie ma jednak nic wspólnego z tym, że w rzece znaleziono śnięte ryby. Do Nowej Sol nie może dopłynąć, bo poziom Odry jest zbyt niski.
22
Poprzedni artykuł