Składy świecą pustkami. A jeśli znajdziemy taki, gdzie węgiel można kupić, to ceny powalają. Stanisław Sawicz, właściciel składu, napisał list do prezydenta RP, do Sejmu, do Senatu. – Ludzie pozamarzają! – alarmuje.
Po doniesieniach, że jesienią może zabraknąć węgla, Polacy masowo rzucili się do skupów. Kolejki rosły. Cena węgla też rosła. Dziś składy świecą pustkami. Owszem, Polska Grupa Górnicza zaproponowała sprzedaż przez internet, teoretycznie bez pośredników, więc bez dodatkowej marży, zaczęły jednak tworzyć się „internetowe” kolejki. A strona internetowa PGG, z powodu liczby wejść, zaczęła się wieszać.
Co to będzie?
– Co to będzie? – martwi się Stanisław Sawicz, właściciel składu w Siedlisku. – 65 procent importowanego węgla nasze państwo sprowadzało z Rosji. Na Rosję, z powodu wojny, nałożono jednak embargo.
Sawicz od dwudziestu lat prowadzi skład opału.
– W węgiel zaopatruję mieszkańców, szkoły, przedszkola, zakłady pracy, osiedla popegeerowskie… – wylicza. – Są to miejscowości, w których [paywall] często nie ma gazu ziemnego, nie ma innej alternatywy dla ogrzania domów i mieszkań niż węgiel – wzdycha.
Sawicz sprowadzał wyłącznie polski węgiel, z kopalni Bobrek, Wesoła, Stasic, Wujek, Marcel.
– Jak mam teraz zaopatrzyć klientów, skoro zadecydowano o sprzedaży węgla internetowo? – pyta właściciel skupu. Podobne pytanie zadał w liście otwartym, który kilka dni temu wysłał do rządu, do Sejmu, do Senatu, do PGG i jeszcze kilku instytucji. Wysłał też maila do prezydenta RP. Owszem, dostał odpowiedź z prezydenckiej kancelarii, też mailem, że jego pytania przekierowano do Ministerstwa Aktywów Państwowych. Musi czekać.
Tak ciężkich czasów sobie nie przypomina
Sawicz zaopatruje miejscowości w promieniu 30 kilometrów. W miniony wtorek ostatnie resztki węgla zawiózł do Kożuchowa. W środę po trochę węgla przyszła mieszkanka, która sama wychowuje niepełnosprawnego syna.
– Oddałem dosłownie resztkę, bo żal kobiety – wzdycha Sawicz. – Więcej węgla nie mam – rozkłada ręce. I wieszczy ciężkie czasy.
Przyszłość w ciemnych barwach widzi też Zygmunt Sawicki z Żukowa, który w branży węglowej działa od 40 lat.
– Tak ciężkich czasów sobie nie przypominam – komentuje. – Składy świecą pustkami i nie zanosi się na to, żeby było lepiej. Przecież prognozy są takie, że węgla z polskich kopalń nie starczy nawet dla elektrociepłowni i elektrowni. A co z innymi instytucjami? Co z ludźmi? – martwi się Z. Sawicki.
– Drewna też brakuje, a jeśli jest, to coraz droższe. Ludzie, żeby nie pozamarzać, zaczną palić śmieciami, plastikiem, oponami. Powietrze nas zadusi – przestrzega S. Sawicz.
Czy będą masowe wycinki?
– Co roku, jako nadleśnictwo, zabezpieczamy pulę drewna opałowego do sprzedaży – komentuje Artur Tararuj, nadleśniczy z Nowej Soli. – To mniej więcej taka ilość, jaka zawsze się sprzedawała. Na 2022 rok zabezpieczyliśmy 12 tys. 351 metrów. W pięć miesięcy sprzedało się 45 procent. Ale od dwóch miesięcy widzimy szybko rosnące zainteresowanie. I na pewno nadal będzie rosło, nie tylko z powodu braku węgla, ale też z powodu coraz droższego gazu i prądu.
Nadleśniczy Tararuj zaznacza, że przyszły wytyczne, żeby nadleśnictwo nie podnosiło cen drewna opałowego. Zapowiada, że uruchomione zostaną rezerwy. Nie oznacza to jednak, że pula drewna opałowego przeznaczonego do sprzedaży nagle bardzo się zwiększy. Jest to niewykonalne. – Musimy prowadzić wycinki zgodnie z planem 10-letnim – tłumaczy Tararuj.
Czy w takiej sytuacji rząd zarządzi masowe wycinki lasów?
Pellet coraz droższy
Owszem, węgiel można zastąpić mniej wydajnym pelletem.
– Tylko za co ludzie mają go kupić z tych swoich mizernych wypłat, rent i emerytur? – pyta Sawicz, któremu ciężko odmówić racji, skoro cena pelletu podwoiła się i cały czas rośnie, a dochody mieszkańców stoją w miejscu. – Ludzie zaczną wychodzić na ulice, z biedy i bezradności – zapowiada Sawicki.
Rośnie też cena ekogroszku, czyli drobnego węgla. Tona kosztuje 3 tys. zł, a w zeszłym roku był po niecałe 2 tys. zł.
Po prostu klęska
Sytuację podobno ma uratować import węgla z Kazachstanu.
– To będzie jednak węgiel o niskiej kaloryczności – obawia się Sawicz. – Będzie też drogi. Szacuję, że cena sięgnie ponad 4 tys. zł za tonę.
Do niedawna sprzedawał u siebie polski węgiel za 2,4 tys. zł za tonę. Owszem, chciałby dostać możliwość, żeby jeździć do kopalni osobiście i kupować tam węgiel, przywozić na skład i sprzedawać ludziom.
– Ale przecież kopalnie są niewydolne, trzeba czekać w długich kolejkach – Sawicz wzdycha coraz głębiej. – Teraz mam pusty plac, a próba skontaktowania się z dilerami, którzy dostarczali węgiel do skupów, jest niemożliwa. Nikt nie odbiera telefonów. A jak już ktoś odbierze, to nie ma nic do zaoferowania. To niebezpieczne. Nie będzie czym ogrzać domów, mieszkań, szkół, przedszkoli… Dramat! To jest po prostu klęska – S. Sawicz martwi się o mieszkańców, zwłaszcza tych starszych, chorych i najbiedniejszych.
25
Poprzedni artykuł