Strona główna » Nie damy się zastraszyć

Nie damy się zastraszyć

przez PS

Barbara Szyszko dostała wezwanie na policję. Jej mąż podczas sesji grzmiał do prezydent Beaty Kulczyckiej, że nie zastraszy jego i jego rodziny. Czemu prezydent miałaby ciągać żonę radnego na policję?

Radni Jacka Milewskiego w październiku ujawnili w mediach społecznościowych, że na policję trafiło zawiadomienie ze strony prezydent na radnego Piotra Szyszko i jego żonę Barbarę. 

Pod wpisem B. Szyszko umieściła komentarz, w którym opisała sytuację przed blokiem. Tak się akurat składa, że P. Szyszko i prezydent Beata Kulczycka mieszkają w jednej klatce. 

– Teraz wszczyna postępowania na policji, a chwilę wcześniej, kiedy była awaria w bloku i zaczęła przedostawać się do mieszkań woda, wtedy potrafiła zejść i zapukać do naszych drzwi i prosić męża o pomoc… dlaczego teraz nie potrafiła zapukać do naszych drzwi i próbować wyjaśnić zaistniałą sytuację, tylko zaczepia mnie i krzyczy na mnie, kiedy jestem z dzieckiem na ulicy? Potem dziecko mnie pyta: Mamo, dlaczego ta pani na ciebie krzyczała? – napisała żona radnego. 

O zawiadomienie dopytywaliśmy B. Kulczycką, ale nie chciała zdradzać szczegółów. Odesłała nas do radnego i jego żony. Zadzwoniliśmy też do radnego Marka Szymendera, szefa klubu FNW Wadima Tyszkiewicza i pełnomocnika komitetu. 

– Nie chcę komentować tej sprawy, dopóki policja prowadzi postępowanie – odpowiedział. 

Tymczasem sprawa stała się już publiczna po tym, jak w czwartek, 30.10., na sesji P. Szyszko podniesionym głosem powiedział do B. Kulczyckiej: – Nie dam się zastraszyć, ani moja rodzina, ani moi koledzy, którzy mają sprawy w prokuraturze i na policji – powiedział. 

Trzy literki przed Tyszkiewiczem 

B. Szyszko potwierdza, że w październiku dostała wezwanie na policję i została już przesłuchana. Co takiego zrobiła? Opowiada, że rok wcześniej na adres jej zamieszkania przyszedł list z sądu. Zaadresowany był na komitet KWW FNW Wadima Tyszkiewicza. Jej mąż P. Szyszko przez lata był pełnomocnikiem wyborczym komitetu KWW Wadima Tyszkiewicza. 

– Z racji iż przez 10 lat odbierałam listy męża adresowane na KWW Wadim Tyszkiewicz, po prostu odbierając list myślałam, że to do męża. Nie zauważyłam tych trzech literek FNW – tłumaczy pani Barbara. Dodaje, że listu nie otworzyła i nikt nie poznał treści, ale podpisała się jako odbierający. – Pani prezydent widocznie myśli, że zrobiłam to celowo. Powiadomiłam sąd o pomyłce i powiedziano mi, że takie rzeczy się zdarzają – wyjaśnia żona radnego. Nie uważa, że zrobiła coś złego, co zasługuje na ciąganie jej po komendzie, a całą sprawę można było wyjaśnić jak sąsiad z sąsiadem. 

– Można było to wyjaśnić jak ludzie. Nie na policji. Nie zrobiłam niczego celowo. Przez pomyłkę odebrałam list, mając pod nogami trójkę małych dzieci. Kiedy spostrzegłam co się stało  niezwłocznie powiadomiliśmy z mężem sąd o zaistniałej sytuacji – mówi pani Barbara i uważa, że zawiadomienie na policję jest formą zastraszania. Jej mąż reprezentuje opozycyjny komitet w mieście, który jest solą w oku B. Kulczyckiej i jej komitetu. Prezydent już wielokrotnie żaliła się na ilość interpelacji składanych przez klub, a między nią a P. Szyszko niemal na każdej sesji dochodzi do różnicy zdań, a często do ostrego zwarcia. 

List nadal jest w posiadaniu P. Szyszko i jego żony. Czekają na dyspozycję z sądu, który narobił całego bigosu, co z nim teraz zrobić.   

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz