Strona główna » Nie będę już miał tatusia?

Nie będę już miał tatusia?

przez imperia

Łukasz Kitowski (†30 l.) zostawił dwoje dzieci i żonę. Zginął w zderzeniu cysterny z żarskim autobusem PKS-u. Siedział tuż za kierowcą.
Olek, w swoje drugie urodziny, dzień przed pogrzebem ojca, podchodzi do mamy, pociąga ją za bluzkę i pyta: – Mamusiu, gdzie jest tatuś? To ja już nie będę mieć tatusia?
Niestety, ojca będzie znał już tylko ze zdjęć.
 
Odwiozła go na przystanek
Gdy w czwartek rano, 5 stycznia, na drodze między podzielonogórską Świdnicą a Piaskami, autobus żarskiego PKS-u został staranowany przez cysternę, Marzena Kitowska (30 l.), żona Łukasza, robiła zakupy. Wracając ze sklepu, usłyszała w radiu o tragicznym wypadku. Skojarzyła, że jej mąż jechał tym autobusem.
– Sama go odwiozłam na przystanek w Żaganiu. Będę długo to pamiętać – zwierza się M. Kitowska. Spokoju nie daje jej jedno wspomnienie – mąż usiadł z tyłu autobusu, ale poprosiła go, aby się przesiadł do przodu. Posłuchał.
– Dzwoniłam po szpitalach, ale wśród pacjentów nie było nikogo o takim nazwisku. Łukasz nie odbierał telefonu. Włączała się poczta głosowa. W końcu komórka całkiem zamilkła – wspomina wdowa.
Po godzinie 17, do mieszkania państwa Kitowskich, w Trzebowie koło Żagania, przyjechała policja. Przekazali pani Marzenie tragiczną wiadomość.
 
Przeżył Irak i Afganistan, zginął pod Świdnicą
Łukasz skończyłby w czerwcu tego roku 30 lat. Od 11 służył jako zawodowy żołnierz w Świętoszowie. Był na misjach w Iraku i Afganistanie. Zawsze wracał szczęśliwie do domu. Za wzorową służbę został odznaczony przez prezydenta RP.

– Łukasz był moim pierwszym dzieckiem. Jaka to sprawiedliwość na tym świecie? Przecież on miał całe życie przed sobą. Zostawił dwójkę małych dzieci i żonę. Tak bardzo ich kochał. Nigdzie nie chodził z kolegami. Liczyła się przede wszystkim rodzina. Nie mogę się z tym pogodzić – rozpacza pani Jadwiga, matka Łukasza. O śmierci syna dowiedziała się od synowej. – Zadzwoniła do mnie Marzenka. Powiedziała: „Usiądź, mamo”. Miała taki straszny żal w głosie. Powiedziała mi, że Łukasz miał wypadek i nie żyje. Boże! Jak ja wtedy krzyczałam. To był taki dobry chłopiec. Zawsze do wszystkiego dochodził sam. Przecież on przeżył dwie wojny, a zginął w taki sposób – lamentuje kobieta.
– Zdjęcia Łukasza zobaczyliśmy w internecie. Jego ciało leżało bezwładnie na środku drogi, przykryte workiem. To było straszne przeżycie – zwierza się brat Łukasza, Piotr.
Pani Marzena opowiada, że przed wyjazdem do Zielonej Góry Łukasz zrobił porządki w piwnicy i komórkach. Ułożył dokumenty i papiery.
 
Mówił, że nie może mi niczego brakować
Nazajutrz panią Marzenę odwiedzili kapelan, dowódca jednostki oraz psycholog.
– Pani psycholog bardzo mi pomogła. Najbardziej jednak córce – mówi M. Kitowska. Dominika ma 8 lat. Choć sama płacze za tatą, dzięki wsparciu psychologa, teraz pociesza mamę. Mówi jej, że będzie pomagać, a tatuś na pewno patrzy na nich z góry.
– Z dwójką dzieci będzie Marzence ciężko, ale wszyscy będziemy jej pomagać. Z całych sił – deklaruje szwagierka Katarzyna.
– Dobrze, że Łukasz był zawodowym wojskowym. Dostaną zapomogę. A dzieci dostaną rentę. Może i pieniądze się teraz nie liczą, ale Marzenka nie pracuje, więc każdy grosz się przyda – dodaje mama pani Marzeny, Maria.
Marzena i Łukasz mieli mnóstwo planów. Bardzo się kochali. Wdowa wspomina, że ostatnie 10 lat to był najpiękniejszy okres w jej życiu. Bo była z Łukaszem.
– On tak się cieszył, że wszystko idzie po jego myśli. Kochał dzieci, był szczęśliwy. Za pieniądze zarobione w Iraku kupiliśmy mieszkanie. Ja zrobiłam wcześniej prawo jazdy, więc Łukasz kupił mi auto. Mówił, że nie może mi niczego brakować. A brakuje najważniejszego. Jego – kończy z łamiącym się głosem pani Marzena.
 
 
 

 

 

 

 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz