Związek Nauczycielstwa Polskiego nie dogadał się z Ministerstwem Edukacji i Nauki w sprawie podwyżek wynagrodzeń. Czy tym razem to nie pandemia zawiesi naukę w szkołach, tylko sami nauczyciele?
ZNP ogłosiło pogotowie strajkowa, a na czwartek, 1 września, czyli początek roku szkolnego, przewidywane jest akcja protestacyjna. Jaka? To ZNP ogłosi w przyszłym tygodniu.
Póki co, pogotowie strajkowe polega na wywieszeniu flag związkowych w każdym ognisku ZNP i rozwieszeniu plakatów.
ZNP domagało się w rozmowach z ministerstwem 20-procentowej podwyżki pensji już od jesieni. MEiN zaproponował 9 procent od 1 stycznia.
– Młodzi ludzie nie chcą pracować w szkołach. Początkowe wynagrodzenie wynosi 2 tys. 600 zł netto. Na co to ma starczyć? Przy dobrych wiatrach na opłacenie mieszkania. A co z życiem? Za co ci ludzie mają się utrzymać? – mówi „Regionalnej” Sławomir Broniarz, prezes ZNP w kraju. I dodaje: – Chcielibyśmy uzyskać 20% wzrostu pensji. Uważam, że wtedy zyskalibyśmy nową kadrę, a praca obecnych nauczycieli byłaby dużo efektywniejsza.
Skoro mówi się o akcji protestacyjnej, trzeba liczyć się z tym, że zajęć w szkole nie będzie tak jak w 2019 roku? Nauczyciele nie wywalczyli wtedy swoich postulatów, za każdy dzień protestu mieli potrącaną pensję, więc teraz takiej formy protestu już raczej nie będzie.
– Nie ma powodu do niepokoju, 1 września rok szkolny rozpocznie się zgodnie z planem. Przypominam, że nasz protest ma charakter informacyjny, nie poruszamy tematu strajku, nie ma powodu do niepokoju. Zajęcia będą odbywały się bez zmian – przekonuje S. Broniarz. – Powołanie pogotowia protestacyjnego jest początkiem szeregu działań, jakie mamy zaplanowane w tej kwestii – dodaje.
Prezes ZNP przyznaje, że związek zdaje sobie sprawę z tego, że drobne akcje protestacyjne mogą nie przynieść zamierzonych efektów i że ZNP przygotowuje się do ewentualnych działań radykalnych, w razie fiasku rozmów z ministerstwem, ale nie chce zdradzić, jaki miałyby one przyjąć charakter.
Nie chcą zawieszać lekcji
Wcześniej ZNP rozesłał ankiety do swoich oddziałów z zapytaniem, jaką formę protestu uważają teraz za właściwą.
– Z mojego okręgu nauczyciele zdecydowali, że najchętniej wzięliby udział w manifestacji w Warszawie, ale nie wiemy, jak wypowiedzieli się inni – mówi Romana Błahuta, szefowa ZNP w Żaganiu.
– Społeczeństwo zarzuca, że mamy wieczne wakacje. Kto chce, niech uczy, mogę dać mu pasek wypłaty – mówi Lucyna Grzybowicz, szefowa ZNP w Żarach. – Koleżanki się pozwalniały i poszły pracować do Biedronki, bo tam zarabia się więcej. Rząd przedstawia nieprawdziwe informacje, nikt z nauczycieli nie zarabia średniej krajowej, to są dane wyssane z palca. Dodatkowo regularnie dorzucają nam coraz więcej papierologii. Ciągle jesteśmy w pracy, ponieważ po powrocie do domu wypełniamy dokumentację, sprawdzamy prace uczniów czy przygotowujemy się do zajęć na kolejny dzień – wylicza L.Grzybowicz. – Wszystko poszło w górę, tylko pensja nauczyciela jest stała. A co z inflacją? Za co mamy żyć? – pyta. I dodaje: – Ta pensja nie starcza nawet na opłaty. Rodzice zarzucają nam, że strajkujemy kosztem uczniów, a my to wszystko robimy dla nich. Jak sfrustrowany człowiek ma dobrze wykonywać swoją pracę, kiedy zastanawia się, czy będzie miał za co zjeść w tym miesiącu? Poza tym, co dałyby strajki w wakacje? Nic. Odbiłoby się to tylko na naszych wypłatach.
– Nauczyciele są rozżaleni. Minister ciągle podaje jakieś śmieszne kwoty zarobków, wyciąga średnie, które mają się nijak do rzeczywistości. Może powinni zobaczyć odcinki płacowe? Że często nauczyciel dyplomowany, czyli z najwyższym stopniem awansu zawodowego, nie dostaje do ręki nawet 4 tys. zł – dodaje R. Błahuta.
Za mało nauczycieli, przeładowany program
Prezes ZNP zwraca uwagę też na inne problemy.
– Naszym celem jest uświadomienie społeczeństwu, że polski system szkolnictwa to nie tylko problem ministerstwa i nauczycieli, ale przede wszystkim uczniów i rodziców. Zacznijmy od tego, że mamy ogromne braki w kadrach, czego skutkiem są, kolokwialnie mówiąc, niedouczone dzieci. Ciągłe zastępstwa nauczycieli nie wnoszą nic dobrego. Na dziś, średnia wieku nauczycieli wynosi 45 lat, a to oznacza, że brakuje jednego pokolenia, które było chętne pracować w tym zawodzie – tłumaczy S. Broniarz.
– Już jest problem z nauczycielami chemii, fizyki, zawodów. Jak za 2-3 lata w liceach nie będzie nauczycieli chemii, to jak maturzyści przygotują się do zdawania na medycynę? To wtedy rodzice tych uczniów wyjdą strajkować. Pan minister nie widzi tego problemu. Mówi, że zawsze w wakacje jest sporo wakatów, a to się będzie nasilało, bo coraz więcej nauczycieli już jest w wieku emerytalnym i mogłoby odejść z pracy – dodaje R. Błahuta.
ZNP mówi także o samych treściach edukacyjnych.
– Uczniowie są przeładowani materiałem, który narzuca im ministerstwo, a nauczyciele nie są w stanie przerabiać wszystkiego, co jest w programie, w ciągu jednej lekcji. Skutek jest taki, że młodzież musi połowę treści przerabiać sama. Taki uczeń zamiast przyswoić na całe życie naprawdę potrzebną wiedzę, zostaje ze strzępkami informacji. Ten system się nie sprawdza w życiu dorosłym tych ludzi. Dzieci nie mają szansy rozwijać swoich pasji i przygotowywać się do dorosłego życia – przekonuje S. Broniarz.
17
Poprzedni artykuł