Polska reprezentacja tchoukballa zdobyła Mistrzostwo Europy. Kadrę narodową w tej dyscyplinie tworzą młodzi mieszkańcy powiatu nowosolskiego.
Stolicą tchoukballa w powiecie nowosolskim jest Borów Wielki. To tam kilka lat temu Leszek Przybylski, nauczyciel wychowania fizycznego, zaproponował dyrektorowi, żeby kupić bramki, piłkę i nauczyć dzieci grać. Zbigniew Ogrodniczuk dał się namówić.
– Kto by się wtedy spodziewał, że będziemy mieli w szkole medalistów Mistrzostw Europy w tę grę – uśmiecha się dziś dyrektor.
Tchoukball zna cała szkoła. Potrafią w to grać także mieszkańcy Borowa Wielkiego, bo na piknikach często organizowane są mecze.
– W tej grze nie ma agresji, bo ona jest bezkontaktowa – mówi Dorota Szymańska, wychowawczyni z Borowa Wielkiego, a także trenerka tchoukballa.
– Gra przypomina trochę piłkę ręczną, ale piłka nie może dotknąć parkietu i nie można jej przechwytywać – tłumaczy D. Szymańska. Zawodnicy mogą wymienić ze sobą trzy podania, a następnie muszą oddać rzut. Nie ma bramkarza, ale mimo to trafienie w małą bramkę nie jest łatwe. Żeby zdobyć punkt, trzeba tak rzucić, żeby piłka odbiła się od bramki i wróciła na boisko. – Zadaniem drużyny broniącej jest złapanie piłki, zanim ona dotknie parkietu. To najtrudniejsza cześć gry, bo trudno przewidzieć, jak odbije się piłka, ale jak się uda, to nie traci się punktu – tłumaczy D. Szymańska. 
Najlepsi zawodnicy to wcale nie ci, którzy mają najwięcej pary w ręce. [paywall]
– Tu raczej liczy się spryt, przebiegłość, technika, zwinność. Na początku faktycznie może się wydawać, że siłą można załatwić wszystko, ale po jakimś czasie okazuje się, że czasem skuteczniejszy jest lekki techniczny rzut, który tylko muska bramkę – wyjaśnia Dorota. – Mecz może się też odbyć na plaży, na trawie, a jak by była możliwość zamontowana bramek, to nawet w wodzie – dodaje trenerka.
Mistrzowie z Borowa
Za sprawą nauczycieli z Borowa Wielkiego, tchoukball szybko wyszedł poza zwykłe lekcje wuefu. L. Przybylski i D. Szymańska założyli stowarzyszenie „Tchoukball Lubuskie”. Piszą projekty, promują grę, organizują turnieje i ze swoimi podopiecznymi biorą udział w różnych rozgrywkach. Ich drużyna liczy 11 osób. Grają w niej zarówno chłopcy, jak i dziewczynki. Trzon (7 osób) stanową uczniowie z Borowa Wielkiego, dwie osoby są z Nowego Miasteczka, dwie – z Lubieszowa. Na początku trenowali w małej salce szkolnej, później z treningami przenieśli się do większej sali w szkole w Nowym Miasteczku, po międzynarodowym sukcesie liczą, że burmistrz Paweł Kozłowski udostępni im teraz nową halę sportowo-widowiskową. 
Idzie im tak dobrze, że cała ekipa (łącznie z trenerami) dostała w kwietniu powołanie do kadry narodowej do lat 12. Znaleźli się w niej: Nina Przybylska, Klaudia Oszmaniec, Blanka Brzuzka, Lena Kosidło, Pola Kosidło, Tomasz Hajduk, Marek Cichecki, Marcel Olejniczak oraz Kacper Kornobis.
Powołanie przysłało stowarzyszenie tchoukball.pl z Warszawy, bo ta dyscyplina nie doczekała się jeszcze profesjonalnego związku w naszym kraju. Drużynę z powiatu nowosolskiego połączono z zawodnikami z Różanki (województwo podkarpackie).
– Połączyliśmy siły i wystawiliśmy dwa zespoły – opowiada Dorota.
Na zawodach we włoskim mieście Lendinara obie ekipy rywalizowały z reprezentacją Wielkiej Brytanii i z gospodarzami. Poland B nie dała nikomu szans. Poland A, drużyna złożona z samych dziewczynek, była blisko brązowego medalu.
– Dziewczynki grały przeciwko chłopcom i niewiele brakowało, żeby wygrały. Niestety, Włochy i Wielka Brytania miały wysokich chłopców, którzy górowali nad resztą, ale po meczu trener z Wielkiej Brytanii powiedział mi, że te dziewczyny zawojują świat – opowiada Dorota. Dodaje, że jest dumna ze swoich podopiecznych.
Po sukcesie będzie łatwiej?
Reprezentacja tchoukballa nie miała rządowego finansowania. Żeby pojechać do Włoch, stowarzyszenie z Borowa musiało szukać środków u sponsorów.
– Wyjazd kosztował nas 40 tys. zł. Na zarzutce zebraliśmy 1.900 zł, trochę wsparła nas gmina i jedna firma z Polkowic, ale główne wyjazd pokryli rodzice – mówi Dorota.
Stowarzyszenie z Warszawy, które robiło powołania, też jest bez grosza.
– Po mistrzostwach we Włoszech doszliśmy do wniosku, że największy potencjał do rozwoju tchoukballa mamy my, w Borowie Wielkim, bo jako jedyni aktywnie działamy – mówi trenerka.
Żeby zrobić kolejny krok, potrzeba teraz nowych zawodników i finansowania.
– Bardzo trudno znaleźć sponsorów. W tym roku napisałam chyba 15 projektów. Zgłaszałam się do różnych instytucji i fundacji, Orlen, Lotto, KHGM i było zero odzewu – mówi D. Szymańska. Ma jednak nadzieję, że po sukcesie będzie łatwiej.
Dzięki L. Przybylskiemu i D. Szymańskiej w naszym regionie będzie jeszcze głośno o tej dyscyplinie. Planują powołać polski związek tchoukballa. Chcą też zorganizować kolejną imprezę w Nowej Soli i turniej w Nowym Miasteczku. D. Szymańska zdradza, że odezwał się do nich Chris Huang, który jest prezydentem światowej federacji tchoukballa i chce przyjechać do Nowego Miasteczka. Tymczasem medaliści nie odpoczywają. W pierwszy weekend września jadą do Niemiec na dwudniowy turniej tchoukballa na plaży i już szykują formę na międzynarodowe zawody w Genewie.
16
Poprzedni artykuł