Tomasz Możejko, który przed laty dzielił i rządził lubuską PO, został usunięty z partii. Podobno szkodził jej wizerunkowi!
Możejko wyleciał w towarzystwie m.in. Michała Kamińskiego i Jacka Protasiewicza.
Zdaniem radnego Zbigniewa Kościka (PiS) ostatnie wydarzenia w Platformie Obywatelskiej wpisują się w tezę, że ta partia nie odnalazła się w opozycji, bo nie umie żyć bez władzy.
– Platforma nigdy nie była ideowa, jej spoiwem nie był program, a stanowiska i apanaże. Dlaczego jednak wyrzucili Tomka Możejko? – zastanawia się. – Taki los spotkał tylko cztery osoby w partii. Można powiedzieć, że Tomek ma swoje pięć minut w polityce, choć nie wydaje mi się, że zależy mu na takiej sławie.
Kościk określa Możejkę jako zwierzę polityczne i nie wierzy w to, że zniknie z życia publicznego. Dobrze wspomina współpracę z nim. Nie miałby nic przeciwko jego działalności w Prawie i Sprawiedliwości.
– Decyzja należy do władz krajowych naszej partii, szczerze też wątpię, aby Tomek wybrał akurat nasz kierunek polityczny. A i my nie będziemy przyjmować kogoś, tylko dlatego, aby zagrać na nosie PO – podkreśla.
Waldemar Sługocki, komisarz, który zarządza lubuską Platformą mówi, że zarząd podjął jednomyślną decyzję w sprawie wyrzucenia Możejki.
– Biorę za to pełną odpowiedzialność, złożyłem wniosek o wykluczenie z PO. Jeżeli ktoś działa w jakiejś partii, to nie może podważać wartości, na jakich jest zbudowana – przekonuje.
Przewodniczący sejmiku Czesław Fiedorowicz tłumaczy, że koalicja PO-PSL od dawna nie mogła liczyć na Możejkę.
– Kiedy w 2006 r. odchodziłem z Platformy wskazałem na jego nieeleganckie zachowania – wspomina. – PO traci wizerunkowo, bo Możejko w swoim czasie był prawą ręką poseł Bukiewicz. Koalicja ma wciąż większość – kwituje.
Wielokrotnie próbowaliśmy skontaktować się z Tomaszem Możejką. Niestety nie odbierał telefonu.
22
Poprzedni artykuł