Sądowy finał procesu byłego burmistrza Lubska, Lecha J. (55 l.) Jest winny. Dostał rok w zawiasach, choć groziła mu nawet 10-letnia odsiadka.
Wyrokiem skazującym na 1 rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok oraz grzywną w wysokości 6 tys. zł. zakończyła się sprawa Lecha J. (55 l.), byłego burmistrza Lubska, oskarżonego o przestępstwo urzędnicze.
Wyrok został ogłoszony w środę, 12.03., podczas posiedzenie w Sądzie Rejonowym w Żaganiu.
Akt zaraz po wyborach
Przypomnijmy. To kolejna odsłona ciągnącego się od lat procesu. Sprawa dotyczy czasów, w których aktualnie radny powiatu żarskiego, a nawet przewodniczący komisji rewizyjnej, Lech J. był burmistrzem Lubska. W dwa miesiące po wygranych wyborach podpisał akt notarialny, tym samym sprzedając gminną działkę rodzonej ciotce, czyli jedynej siostrze swojego ojca. Z jednej strony parcela w formie klina przylega do terenu pod garaże, z drugiej – do posesji bliskiej krewnej Lecha J.
Nowa właścicielka
Część terenu pod garaż od Urzędu Miasta w czerwcu 2011r. kupił Franciszek Makarewicz. Gdy zaczął budować garaż, zaprotestowała owa ciotka. Bo zrobiła sobie ogród. Pod koniec lat 90. próbowała kupić nawet działkę, ale temat ucichł. Do tematu wróciła właśnie w 2011 r. Kobieta próbowała kupić teren, ale Bogdan Bakalarz, ówczesny burmistrz, postawił warunek, że najpierw podpisze oświadczenie, iż nie będzie podważała praw właścicieli sąsiadującej działki. Tego zrobić nie chciała, akt nie został podpisany. Nie była też zainteresowana ewentualną dzierżawą działki, na której byłaby ustanowiona służebność na rzecz właścicieli garaży. Po wygranych wyborach Lech J. w te pędy ruszył do notariusza. Jego ciotka stała się właścicielką działki i wystąpiła o unieważnienie prawomocnej decyzji zezwalającej F. Makarewiczowi na budowę garażu. Jego najbliżsi zaalarmowali prokuraturę.
Przestępstwo urzędnicze
Prokurator zarzucił ex-burmistrzowi zarzut przestępstwa urzędniczego. Sprawą zajął się sąd w Żaganiu, bo żarscy sędziowie się wyłączyli z uwagi na to, że obsługa prawną zajmowała się żona jednego z sędziów. Proces toczył się w Sądzie Rejonowym w Żaganiu i 4 lata temu zapadł wyrok uniewinniający. Po apelacji prokuratury i F. Makarewicza Sąd Okręgowy zwrócił sprawę do ponownego rozstrzygnięcia. Proces ruszył, zeznawali świadkowie, opinię wydała biegła.
Podczas procesu zarówno sam oskarżony, jak i jego prawnicy zapewniali, że sporna działka miała poprawić zagospodarowanie tej, którą ciotka już ma. I że starsza pani przez lata ciężko pracowała i dbała o ogródek. Sam Lech j. miał nie wiedzieć, że gmina za czasów B. Bakalarza zmieniła zdanie i odstąpiła od pomysłu sprzedaży działki.
To nieprawda!
– W postępowaniach administracyjnych ciotkę oskarżonego reprezentował jego ojciec. Urząd Miasta wielokrotnie o sprawie informował w pismach. Sąd dostrzegł, że jedno z pism odebrał sam oskarżony. W tym piśmie urząd zawiadamiał, że nie przewiduje sprzedaży bez przetargu na rzecz ciotki oskarżonego. Lech J. przekonywał, iż tematu nie zna. Gdy został burmistrzem, usłyszał od urzędników, że trzeba ponowić procedurę, zrobić wycenę, bo poprzednia miała już 4 lata – relacjonowała Monika Ochocka-Łydka, przewodnicząca składu sędziowskiego.
Dodawała, że zgodnie z prawem bez przetargu można było sprzedać tylko wówczas, gdy działka poprawiałaby zagospodarowania tylko jednej działki. – Skoro było co najmniej dwóch chętnych, to powinien być przetarg. To jest także korzystne dla gminy, gdy właściciele przebijaliby cenę. Oskarżony nie ustalił, czy można sprzedać bez przetargu. Po prostu stwierdził, że chce działkę sprzedać – tłumaczyła M. Ochocka-Łydka.
Wytaczała kolejny argument. – Było spotkanie z radczynią prawną, ale tak naprawdę oskarżony chciał wówczas wymusić na niej opinię, że może on sprzedać tę działkę bez przetargu. Pani radca nie miała nawet możliwości zapoznania się z aktami tej sprawy…-mówiła M. Ochocka-Łydka.
– Nieprawda! – próbował przerywać jej Lech J.
– Oskarżony nie uzyskał pisemnej opinii prawnej. Wycena nieruchomości, którą dysponował była z 2011r. Nikomu, kto działa w interesie gminy, nie przyszłoby do głowy żeby na tej podstawie sprzedawać działkę. – podkreślała.
Sąd wykluczył, że oskarżony nie wiedział, że ciotka się starała o kupno, a urząd odmawiał.
– Sąd nie jest naiwny, gdy słyszał, że pan się tym nie interesował i nie wiedział, że poprzedni burmistrz odstąpił od pomysłu sprzedaży bez przetargu. Ojciec pana jest jedynym bratem, a pan jego jedynym synem. Ewidentnie zmierzał pan do tego, by sprzedać działkę na rzecz swojej ciotki – argumentowała M. Ochocka-Łydka.
– Nieprawda! – po raz kolejny przerwał jej Lech J.
Samo się komentuje
Sędzia po raz kolejny to zignorowała, choć raz już prosiła, by nie przerywał. – Załatwił pan ciągnącą się od lat, skomplikowaną, wielowątkową sprawę w dwa miesiące. To samo się komentuje-dodawała M. Ochocka-Łydka.
Efekt? – Gmina nie może sprzedać dalszych części działki pod garaże, czyli ponosi straty. Właściciele, którzy mają już garaże nie mają dostępu do tyłu nieruchomości. Nie można uporządkować spraw formalnych w księgach wieczystych – wyliczała.
O zasadę i sprawiedliwość
Za ten czyn Lechowi J. groziło nawet 10 lat pozbawienia wolności. – Ale nie o to chodziło, by zapadł bardzo surowy wyrok. Chodziło zasadę i by sprawiedliwości stało się zadość. Kara została zawieszona na minimalny okres 1 roku próby. Dodatkowo oskarżony będzie musiał informować o jej przebiegu. Oznacza to, że będzie musiał informować sąd np. o zmianie miejsca zamieszkania lub chęci wyjazdu za granicę. Sąd wymierzył grzywnę w wysokości 6 tys. zł, do tego dochodzą koszty sądowe i opłata od kary pozbawienia wolności – tłumaczyła motywy sądu M. Ochocka-Łydka.
Czekał 10 lat
F. Makarewicz nie ukrywał radości po ogłoszeniu wyroku. – Czekaliśmy na to ponad 10 lat. Cieszę się, że w końcu doszło do skazania – mówił.
Poproszony o komentarz Lech J., nie odniósł się do pytań dziennikarza. Nieobecny był również jego obrońca, Robert Kornalewicz.
– Na pewno można mówić o apelacji. Naturalnie po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku. – komentuje Krzysztof Szymański, współwłaściciel kancelarii Szymański i Kornalewicz.
Sądowe terminy przewidują 7 dni na złożenie wniosku o pisemne uzasadnienie wyroku, a potem 14 dni na apelację.
27
Poprzedni artykuł