Strona główna » Miłość jest potrzebna, żebyśmy się szanowali

Miłość jest potrzebna, żebyśmy się szanowali

przez imperia

Czym jest miłość? – zapytaliśmy mieszkańców Domu Pomocy Społecznej w Kożuchowie, którzy zaprosili nas na walentynki. Wcześniej sami ustroili salę setkami serc. I zorganizowali bal.
W DPS w Kożuchowie mieszka blisko sto osób, więc bale odbyły się dwa, bo sala nie pomieściłaby wszystkich.
– Nasi mieszkańcy na takie wydarzenia czekają zawsze z utęsknieniem – nie ukrywała Jolanta Szatkowska, dyrektorka. Było to widać na parkiecie. Mieszkańcy tańczyli przez kilka godzin. Wcześniej ustroili salę sercami, a swoje twarze – maskami, które przygotowali w trakcie zajęć terapeutycznych.
Zapytaliśmy kilkoro mieszkańców, czym dla nich jest miłość.
– Jak poznałem pierwszą żonę, w spółdzielczym, to później przyjeżdżałem po nią samochodem. I ona się cieszyła. Mówiła: „O mój Boże”. To była miłość – powiedział nam pan Kazimierz, który był dwa razy żonaty. – Miłość to najpiękniejsza rzecz na świecie – przyznał.
Pani Maria ma ponad 90 lat. 
– Miłość to jest zdrowie – powiedziała.
– Ja mam taką miłość, że bardzo lubię moją mamę – powiedziała nam pani Danuta, na myśli mając byłą dyrektorkę DPS, którą traktuje jak mamę. Przygotowała dla niej laurkę, schowała do szuflady i wręczy przy okazji odwiedzin. – Ja prawdziwej mamy nie znałam, wyrzekła się mnie, w domu dziecka byłam…
A czym jest miłość dla Anny, starszej pani na wózku?
– Jak dwie osoby się wzajemnie lubią, może to być i kobieta, i mężczyzna, każdy może być – powiedziała. – Miłość jest w życiu ważna, bo jak się kogoś kocha, to można z nim być – dodała.
Nagle tanecznym krokiem podszedł do nas pan Zygmunt.
– Ja na przykład uważam, że miłuję wszystkich, jak mogę, to pomagam – powiedział. – Miłość może być do świata, do otoczenia, do zwierzyny. To jest piękna rzecz. Jest potrzebna, żebyśmy się jeden z drugim szanowali. Bo bez tego nic nie będzie, bez szacunku nie damy rady. Ostatnio występowałem w jasełkach w Kostrzynie. I taki teatrzyk był, że został sam chłopina w domu w święta. Nie miał ani choinki, ani nic. Przyszli przebierańcy. Zapytali: „A co ty tu siedzisz sam i nic nie masz?”. Odpowiedział: „Kiedyś było wesoło, a teraz nie mam nic, choinkę wyniosłem na strych”. Przebierańcy go rozweselili i spędzili z nim święta. Wystawili na stół to, co zebrali po kolędzie. I razem zjedli. Zobaczyli, że chłopina jest sam i się o niego zatroszczyli – opowiedział nam pan Zygmunt. – To właśnie jest miłość – podkreślił.
Trzeba zadbać o DPS-y
Dzień wcześniej, w czwartek (13.02), wybraliśmy się na konwent starostów województwa lubuskiego, który odbył się w Starostwie Powiatowym w Nowej Soli. Poruszali tematy dotyczące przede wszystkim pomocy społecznej, w tym funkcjonowania DPS-ów. Mówili o tym, że kadra w takich domach jest słabo opłacana, więc brakuje rąk do pracy, że nie ma pieniędzy na remonty. Starosta ze Świebodzina zwrócił uwagę, że o DPS-ach przypomniano sobie dopiero podczas pandemii. Stały się wtedy bastionami i nagle w budżecie państwa znalazły się pieniądze na doposażenie takich miejsc. Ale pandemia się skończyła, więc pieniędzy dla PDS-ów znowu brakuje i nie robi się dla tych miejsc tyle, ile należałoby zrobić. 
– Nie mogę pogodzić się z tym, że po doświadczeniach pandemii nie ma pieniędzy na remontowanie DPS-ów, że nie są one poważnie traktowane – powiedział przywołany wyżej starosta.
Kolejny starosta zwrócił uwagę, że wnioskowali o półtora miliona złotych na swój DPS, a dostali tylko 30 tys. zł.
W trakcie spotkania wybrzmiało też, że jako społeczeństwo szybko się starzejemy. Zmienił się też sposób życia. Coraz więcej osób żyje w pojedynkę, coraz mniej osób decyduje się na dzieci. Czeka nas samotna starość, więc dbanie o takie miejsca, jak DPS, jest koniecznością – wybrzmiało w trakcie konwentu.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz