Tak wysokich turbin wiatrowych, jakie mają stanąć w okolicy Borowa Wielkiego, w Polsce jeszcze nie ma. Mieszkańcy mają mnóstwo obaw. O hałas, o zdrowie. Spotkali się w tej sprawie z inwestorem.
– Ja nie chowam głowy w piasek – zastrzegł Paweł Kozłowski, burmistrz Nowego Miasteczka, witając mieszkańców. Słowa te skierował m.in. do przeciwników stawiania wiatraków, którzy wcześniej wytykali brak dialogu z mieszkańcami w sprawie tej inwestycji. – Prace trwają od 2021 roku – przypomniał Kozłowski.
Obecnie stawianiem wiatraków w gminie Nowe Miasteczko zainteresowanych jest trzech inwestorów. Na konsultacje do Borowa Wielkiego swoich przedstawicieli przysłał jeden z nich, zainteresowany terenami w okolicach wsi.
Jak lodówka
– Chcę, żebyście państwo zabierali głos, żebyście pytali, dociekali – zachęcał Kozłowski. I wywołał grad pytań, który spadł na Agnieszkę Tarasiewicz, przedstawicielkę inwestora.
Mieszkańcy obawiają się m.in. hałasu. Tarasiewicz próbowała ich uspokoić, informując, że wiatraki będą stały ponad 700 metrów od zabudowy mieszkalnej, a hałas, który tam dotrze, nie przekroczy 40 decybeli. Taki emituje na przykład lodówka.
– To jest ciągłe [paywall] słuchanie 40 decybeli, to tak, jakby chodzić z lodówką na plecach – padł głos z sali.
Tarasiewicz przekonywała też, że energia z wiatru jest czysta, że nie truje, w przeciwieństwie do węglowej, że potrzebuje jej cała Polska.
– Proszę nie mówić o Polsce. Jesteśmy w Borowie. Dlaczego mamy się poświęcać!? – padł kolejny głos z sali.
Mieszkańcy zapytali, czy Tarasiewicz mieszka w pobliżu farmy wiatrowej. Odpowiedziała, że nie. Po czym dodała, że w pobliżu ma zakłady chemiczne w Policach i zdecydowanie wolałaby wiatraki.
Pojadą na wycieczkę?
– Może się wydawać, że to całe niebo przysłoni, ale tak nie będzie – zapewniała Tarasiewicz, nawiązując do wielkości turbin. Skrzydło postawione przez wiatr w pionie sięgnie 250 metrów.
Tak wysokich turbin w Polsce jeszcze nie ma. Najbliższe stoją w zachodnich Niemczech. Tarasiewicz chciałaby tam pojechać. Na wycieczkę, jeśli się odbędzie, zabrałaby burmistrza i kilkoro mieszkańców.
– Ile farm już postawiliście? – padło kolejne pytanie od mieszkańców.
– Postawiliśmy sześć, ale takich dużych jeszcze nie stawialiśmy – odpowiedziała Tarasiewicz.
– Czyli jesteśmy królikami doświadczalnymi – zbulwersowali się ludzie.
Tarasiewicz próbowała uspokoić emocje mieszkańców. Wyjaśniła, że jeśli pod Borowem Wielkim staną wiatraki, to dopiero za kilka lat, a wtedy w Polsce takie wielkie turbiny będą już się kręcić, bo są miejsca, gdzie tego typu inwestycje są już zdecydowanie bardziej zaawansowane.
Infradźwięki jak z oceanu
Mieszkańcy podkreślali w trakcie spotkania, że boją się nie tylko hałasu, ale też na przykład migotania cienia i infradźwięków.
– Łapię się za głowę, gdy słyszę takie rzeczy. To się bierze z dezinformacji szerzonej w internecie – powiedziała Tarasiewicz. – Taką mamy naturę, że każda zmiana budzi w nas obawy – przyznała.
– Jechałem przez Niemcy, widziałem wiatraki tylko przy autostradzie – zauważył jeden z mieszkańców, sugerując, że tam nie stawia się turbin w pobliżu miejscowości.
– Jechał pan autostradą, to widział te przy autostradzie – odgryzła się Tarasiewicz, dodając, że przy miejscowościach też stoją. I podkreśliła, że do tych 40 decybeli, ledwie słyszalnych, można się przyzwyczaić.
– Ja mieszkałam na studiach koło dworca we Wrocławiu – powiedziała jedna z mieszkanek. – Też się przyzwyczaiłam do hałasu, ale byłam ciągle zmęczona. Po to zamieszkałam w Borowie, żeby mieć spokój – podkreśliła.
– Nie będzie pani nic słyszeć – przekonywała Tarasiewicz. Przywołała między innymi badania Polskiej Akademii Nauk.
Zgodnie z raportem PAN z 2022 roku, poziom hałasu generowanego przez turbiny wiatrowe w odległości 500 metrów od zabudowań wynosi mniej niż 40 decybeli i nie powoduje skutków zdrowotnych, nawet u osób wrażliwych. Raport ten nie wykazał też jednoznacznych dowodów na negatywny wpływ infradźwięków na zdrowie człowieka.
– Infradźwięki to są fale niesłyszalne – przekonywała Tarasiewicz. – Powoduje je również na przykład las albo ocean. Jest ktoś, kto by nie chciał mieszkać nad oceanem? – zapytała.
Natomiast badania przeprowadzone przez Politechnikę Poznańską wskazują, że migotanie cienia może być uciążliwe dla osób cierpiących na padaczkę światłoczułą. Jednak odpowiednie planowanie lokalizacji turbin i nowoczesne technologie pozwalają na minimalizację tego efektu.
Półtora miliona? Dosyć dużo
– Skąd jest pani firma? – padło pytanie z sali.
– Z Austrii – odpowiedziała Tarasiewicz.
– To reprezentuje pani Austrię – wytknął jeden z mieszkańców.
– Polskę! – zaprzeczyła Tarasiewicz, dodając, że firma ma polską filię. – Zyski z farmy trafią do inwestora – zgodziła się. – Natomiast społeczność w Polsce też bardzo dużo na tym zarobi – zastrzegła. – Potencjalne miejsca pracy, wyremontowane drogi lokalne, rozwój gospodarczy, wzrost poziomu życia, wizerunek nowoczesnej i zielonej gminy – wyliczyła.
Najważniejszą korzyścią mają być pieniądze. Inwestor płaciłby gminie 250 tys. zł podatku od każdej turbiny przez 30 lat. Planuje postawić sześć. Pieniądze wpływałyby do kasy gminy. Na zastrzyk gotówki mogłyby też liczyć sołectwa.
Głos zabrał ks. Adam Koźmiński, miejscowy proboszcz. Zwrócił uwagę, że gmina obecnie nie ma innych inwestorów, którzy zostawiliby tu pieniądze.
– Półtora miliona złotych rocznie dla naszej gminy to dosyć dużo – ocenił proboszcz.
– Mogę państwu przyrzec, że będziemy się przyglądać wszystkim analizom – zapewnił burmistrz Kozłowski, na myśli mając między innymi szereg badań, które będą musiały poprzedzić ewentualną budowę farmy. – Będziemy wszystko sprawdzać. Ta decyzja nie zostanie podjęta pochopnie – zadeklarował.
22
Poprzedni artykuł