Strona główna » Miałem potrzebę, to latałem

Miałem potrzebę, to latałem

przez imperia

Nasi posłowie w czołówce! Głośno o nich w całym kraju! Co zrobili? Latali na koszt podatników najwięcej razy.
Mowa o Robercie Dowhanie (KO) i Łukaszu Mejzie (PiS). Pierwszy odbył aż 125 podróży powietrznych na łączną kwotę 91 tys. 935 zł. Oznacza to, że do samolotu wsiadał niemal co trzy dni, co jest dziwne, bo zwykle prace w Sejmie zaczynają się w poniedziałek lub wtorek, a kończą w czwartek, czasem w piątek. Dotychczas odbyło się 31 posiedzeń Sejmu, więc wydawałoby się, że wystarczy odbyć 62 podróże (tam i z powrotem). Możliwe jednak, że R. Dowhan codziennie wracał do domu i o świecie zrywał się, żeby znów lecieć do Warszawy.
– Nie mam pojęcia, gdzie on tyle latał. Jego trzeba o to pytać. Ja latam tylko tyle, ile potrzeba, jestem w ogonie tego rankingu, a jeżeli chodzi o prywatne podróże, to sam za nie płacę. Z drugiej strony zastanawiam się, jakiego rodzaju transport byłby do zaakceptowania dla podatników – mówi Waldemar Sługocki, przewodniczący lubuskiej Platformy Obywatelskiej, a więc także partyjny szef R. Dowhana.
R. Dowhan, chociaż był za granicą, to znalazł dla nas czas, żeby odpisać na SMS-a. Dziwił się, że pytamy go o takie rzeczy. Dla niego ten ranking jest „bzdurny”. 
– Mam do wyboru pociąg 6 h albo auto 500 km. Czasami jeżdżę. I samolot 40 minut. Rejsowy nie specjalny dla mnie! Nigdy pełny! Myśli pan, że to przyjemność? A Zielona Góra i Szczecin najdalej od Warszawy. A jak nie było samolotu i doginałem autem w tą i z powrotem to rankingu nie było? Okradłem kogoś? Wyrzuciłem z samolotu abym ja poleciał? – pyta poseł, a całą sprawę nazywa „tanią sensacją”.  [paywall]
– Jakby nie było poważnych tematów w Polsce. Mam zagwarantowany transport w wykonywaniu mandatu. LOT, PKS i pociągi. To w czym problem? Miałem potrzebę to latałem. Nie czerpię z tego przyjemności. Wręcz przeciwnie. I to takie polskie. Ten lata za nasze a sąsiad kupił lepsze auto – odpisał nam poseł.
 
Tyle latają, a w Sejmie ich nie ma
Co ciekawe, R. Dowhan jest też w czołówce innego rankingu. Zajmuje drugie miejsce wśród lubuskich posłów, którzy opuścili najwięcej głosowań. Dotychczas odbyło się 31 posiedzeń Sejmu, na których przeprowadzono 1.729 głosowań. Poseł KO uczestniczył tylko w 1.374 z nich (79,65 proc.). 20-21 lutego w ogóle nie było go na głosowaniach, podobnie jak 8-9 stycznia. Marszałek Szymon Hołownia usprawiedliwił mu nieobecności. Dorobek Dowhana po roku pracy w Sejmie to osiem interpelacji, sześć zapytań w sprawach bieżących, jedno zapytanie, któremu nadano bieg i trzy oświadczenia. 

W czołówce jest też Łukasz Mejza. Poseł PiS do samolotu wsiadał aż 109 razy. Podatników kosztowało to 80 tys. 167 zł. On również nie był skory do opowiadania o swoich podróżach. To najmniej aktywny lubuski poseł. Jego frekwencja na głosowaniach wynosi 76,35 proc. (1.317 na 1.729). Dorobek jest równie imponujący, co u R. Dowhana, bo złożył dwie interpelacje i osiem oświadczeń. Jedno z tych oświadczeń dotyczyło imprezy w sejmowym hotelu.
Jeszcze w 2024 roku poselski lot kosztował podatnika 735 zł, ale teraz stawka podskoczyła do 886 zł. Co ciekawe, posłowie mogą latać, ile chcą, bo nie ma dla nich żadnych limitów. Ogółem na ich podniebne podróże wydaliśmy ponad 9 mln zł.
 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz