W 7. kolejce rozgrywek Lubuskiej 4.ligi Promień Żar zremisował na własnym stadionie z Pogonią Świebodzin 0:0.
Pogoń Świebodzin, przynajmniej na papierze, ma o wiele lepszy skład osobowy, jednak do Żar nie przyjechali w swoim najmocniejszym ustawieniu. Gospodarze także wyszli na murawę w bardzo eksperymentalnym zestawieniu. W linii obrony zabrakło dwóch podstawowych stoperów, którzy dotąd stanowili o sile żarskiej defensywy. Bartosz Suski nie figurował w ogóle w kadrze na ten mecz, a Karol Łyczko od niepamiętnych czasów nie znalazł się w podstawowej jedenastce. Doświadczony gracz całą sytuację skomentował jednym zdaniem: Teraz usiadłem, bo mu(trenerowi przyp. red.) osa na nosie usiadła. Jeżeli trener miał plan na ten mecz desygnując do gry właśnie tych zawodników, którzy zaczęli mecz od pierwszej minuty, to można z całą pewnością stwierdzić, że pomysł się nie sprawdził.
Bardzo słabo wyglądała gra obu ekip w pierwszej połowie tego za przeproszeniem „widowiska”. Akcji bramkowych jak na lekarstwo, a emocje jak na wycieczce emerytów do Kluczborka. Można się było opalać lub uczestniczyć w jednym z wielu paneli dyskusyjnych, które odbywały się na trybunach pt. Dlaczego jest tak fatalnie? lub: Dlaczego jest jeszcze gorzej? Jednym słowa nuda. A poziom nawet nie B-klasy, bo tam zawodnicy chociaż dają z siebie wszystko, a w tym meczu zabrakło sił, umiejętności, serca i chęci. Że o zwykłym szacunku dla oglądających nie wspomnę. Momentami wyglądało to komicznie, bo piłkarze obu zespołów ustawili się naprzeciwko siebie na swoich połowach i czekali, żeby ktoś zaatakował. A nikt jakoś się do tego nie kwapił. Dlatego do przerwy Promień miał jedną sytuację, po której mogła paść bramka, ale Bartek Pruchniak z metra trafił w interweniującego rozpaczliwie obrońcę. Goście także odwdzięczyli się podobną akcją, w której bohaterem został Jacek Fleszar, odbijając piłkę zmierzającą nieuchronnie do siatki gospodarzy. Te dwie akcje i czerwona kartka dla Mateusza Reimanna za odrzucenie piłki to jedyne wydarzenia, które zasługują na wspomnienie.
W drugiej odsłonie obraz gry wcale się nie zmienił. Choć zawodnicy próbowali grać trochę składniej i odrobinkę szybciej, to nic z tego nie wychodziło. Taktyka Promienia „laga na Pruchniaka” nie zdała egzaminu, bo najlepszy zawodnik Promienia był pieczołowicie pilnowany przez dwóch, a momentami nawet trzech piłkarzy Pogoni. Goście ewidentnie ustawieni na taktykę: a może się uda z kontry, także nie wypełnili jej w 100 procentach. Chociaż trzeba przyznać, że częściej gościli pod bramką Fleszara niż w pierwszej połowie. Na szczęście dla miejscowych doświadczony bramkarz nie pozwolił na to, żeby płka znalazła się w bramce. Po bardzo słabym i nudnym meczu Promień zremisował bezbramkowo z Pogonią Świebodzin.
Trener Pogoni był chyba zażenowany poziomem gry, bo skomentował to jednym, ale za dosadnym zdaniem.
-Mecz bez historii. Ani jeden ani drugi zespół dzisiaj nie pokazali kompletnie nic. Zero sytuacji z jednej z drugiej strony. Mecz do zapomnienia i na razie mogę tylko przeprosić kibiców za to, że musieli to oglądać-stwierdził trener Pogoni Adrian Kinal.
Mateusz Reimann był bardziej optymistyczny.
-Cieszy to, że nie straciliśmy bramki i myślę, że też mogliśmy dzisiaj pokusić się o to żeby strzelić jedną więcej od przeciwnika, ale przeciwnik też miał swoje szanse, więc może ten remis jest sprawiedliwy-podsumował trener po meczu.
Szkoleniowiec Promienia zapytany dlaczego nie ma w składzie Promienia Bartka Suskiego stwierdził, że piłkarz, poinformował go, że nie będzie uczestniczyć w treningach, jak nie gra w meczu. Potwierdza to sam piłkarz, więc istnieje prawdopodobieństwo, że doświadczonego stopera nie zobaczymy już w tym sezonie na boisku.
28




























































































Poprzedni artykuł