Strona główna » Marzena Wiśniewska z Kożuchowa pysznie gotuje

Marzena Wiśniewska z Kożuchowa pysznie gotuje

przez imperia

Marzena Wiśniewska z Kożuchowa gotuje pięknie i smacznie. Potrawami chwali się na Facebooku i Instagramie. Obserwują ją tysiące osób! W Kożuchowie mówią, że jak ktoś nie ma pomysłu na obiad, to trzeba zajrzeć na profil do Marzeny.
Regionalna: Skąd w niektórych ludziach bierze się wyczucie smaku?
Marzena Wiśniewska: – Ja to po prostu mam.
Geny?
– Tak, to na pewno geny. Mama była kucharką i kelnerką w knajpach w Kożuchowie. Pysznie gotowała! Tata jest ciastkarzem. Pracował w cukierni. Rodzice razem obsługiwali też wesela. Całe dzieciństwo spędziłam przy kuchennych kotłach i w ciastkarni. Najczęściej siedziałam u taty. Pamiętam pączki z marmoladą.
Stąd pomysł, żeby zostać ciastkarzem? [paywall]
– Na ciastkarza poszłam, żeby po części zrobić na złość mamie. Z wykształcenia była fryzjerką i taką widziała dla mnie drogę. Nie ukrywam, że fryzjerstwo też lubię. Gdy moja córka była młodsza, czesałam jej przeróżne warkocze. Czesałam też dzieci na komunię. Teraz czeszę mojego pieska. A w zawodzie ciastkarza nie przepracowałam ani jednego dnia. Zaraz po szkole wyjechałam do Szwecji. Tam pracowałam jako opiekunka do dzieci, sprzątałam mieszkania. Gdy wróciłam, przez wiele lat pracowałam w sklepie. Teraz jestem kucharką w Domu Pomocy Społecznej w Kożuchowie.
To gotowanie masowe, w kółko to samo…
– Tak, to monotonia. W domu mogę odreagować. A fantazję mam naprawdę bujną.
Co pani gotuje w domu?
– Co mi przyjdzie do głowy.

Przychodzi dajmy na to środa i pani wymyśla, co tego dnia przyrządzi?
– Często potrawy mam zaplanowane na cały tydzień. Nieraz brakuje dni w tygodniu, żebym mogła ugotować wszystko to, co mam w głowie. Dziś na przykład przygotuję udka w sosie tariyaki. Uwielbiam kuchnię azjatycką, uwielbiam ostre, wyraziste dania.
A które dania w pani domu są najpopularniejsze?
– Najwięcej idzie u nas makaronu. Ale w makaronach specjalizuje się mój partner. Mieszkał 26 lat we Włoszech, a wcześniej w Kożuchowie. Poznaliśmy się przez internet. Przyjechał na kawę i został. On zajmuje się kuchnią włoską, a ja wszystkim tym, co mi przyjdzie do głowy.
Ma pani wolną sobotę i celebruje ją na przykład specjalnym śniadaniem?
– Jak ja mam wolne, to śniadania robi partner (śmiech). Jemy całą rodziną. To dla mnie ważne, to buduje relacje. Jemy, rozmawiamy…
Gotujecie razem?
– Oczywiście, że tak. Gotujemy, pieczemy, uzupełniamy się.
Przez żołądek do serca?
– Kiedyś opisałam historię naszej miłości i wygrałam konkurs. Nagrodą były słuchawki do komputera. Wygrywam też wiele konkursów za przepisy. W nagrodę dostaję różne sprzęty kuchenne. Wczoraj na przykład dostałam frytkownicę, za przepis na filety ze szparagami. Wygrywam też różne ciekawe produkty, szafki z trudem się domykają.
Ile czasu potrafi pani spędzić w domowej kuchni?
– Nawet kilka godzin, bo jest połączona z pokojem. Ciągle coś gotuję. Nieważne, że w lodówce jest jeszcze ciasto. Coś podpatrzę, coś mi przyjdzie do głowy i ja muszę to upiec, ugotować. Partner niekiedy śmieje się i mówi „przestań już tyle gotować”. Bo jak się poznaliśmy, to był szczupły, a teraz waży ponad 100 kilogramów.

Skąd pani czerpie inspiracje?
– Lubie coś podpatrzeć w różnych knajpach, restauracjach. Kopalnią wiedzy jest internet. Uwielbiam też oglądać programy kulinarne.
Wybiera się pani do Masterchefa?
– Wiele osób chciało mnie tam zgłosić. Ale tam trzeba biegać przy gotowaniu, szybko myśleć, a ja nie lubię stresu. To nie dla mnie. Mnie stres zabija, gubię się. W domu gotowanie jest inne. Tu mam spokój, ciszę.
Ale w telewizji pani już była…
– O moich babeczkach szpinakowych mówiłam w „Pytaniu na śniadanie”.

Na zdjęciach, które pani publikuje na Facebooku i Instagramie zauważyłem, że dla pani ważne jest też to, jak danie się prezentuje.
– U mnie na talerzu zawsze musi być chociaż kwiatek z pomidora czy z rzodkiewki. Lubię, jak coś cieszy oko. Raz, jak robiłam kluski śląskie, to do ich wykrawania użyłam foremek do ciastek. Wrzuciłam zdjęcia takiego dania na Instagram i na Facebooka i zrobiły furorę. Wczoraj zrobiłam pierogi w kształcie chmurek. Jestem estetką. Na moim Facebooku czy Instagramie nie ma miejsca na brzydkie zdjęcia potraw. Wszystko musi być elegancko podane, bo przecież oczami też jemy. Niekiedy siostry zobaczą, że wrzuciłam zdjęcie czegoś smacznego. Wtedy dzwonią, mówią „wstawiaj wodę na kawę” i zaraz wpadają z wizytą.
Na Facebooku i Instagramie obserwują panią tysiące osób. Jak się pani z tym czuje?
– To fajne. Zgłaszają się różne firmy, żebym zareklamowała ich produkt. Ostatnio reklamowałam cukier i dostałam za to cztery kartony cukru. Rozdałam rodzinie, znajomym. Może dla niektórych jestem też inspiracją?

Ludzie dopytują o przepisy?
– Bardzo często. Ale nie zawsze potrafię podać. Często fantazja mnie ponosi, gotuję z głowy. Wychodzi smacznie, ale później nie jestem w stanie opowiedzieć, jak ja to zrobiłam. Ale oczywiście wiele przepisów pamiętam. Chętnie się nimi dzielę. Ludzie później zaczepiają. Mówią, że skorzystali, że wyszło smacznie. Albo mówią, że jak ktoś nie ma pomysłu na obiad, to trzeba zajrzeć na profil do Marzeny. Na Instagramie zaczepiają mnie kucharze z całego świata. Piszą, komentują. Niektórzy korzystają z moich pomysłów i komplementują. To bardzo miłe.

Nie myślała pani, żeby otworzyć w Kożuchowie na przykład restaurację?
– Myślałam, ale przyszła pandemia, która zniszczyła wiele tego typu miejsc. Mnie się marzy albo mała kawiarenka, w której serwowałabym pyszne desery, albo bar szybkiej obsługi, z prostymi, ale pysznymi, domowymi daniami.
Każdy może smacznie gotować?
– Każdy, ale pod warunkiem, że ma do tego serce i pasję. Trzeba mieć miłość do smaku.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz