Strona główna » Martwię się, że ktoś tam zginie

Martwię się, że ktoś tam zginie

przez imperia

„Krzyżówka śmierci” – tak mówią mieszkańcy o skrzyżowaniu ulic Dolnośląskiej i Żabiej w Nowej Soli. Dochodzi tam do wielu wypadków i kolizji. Walka o poprawę bezpieczeństwa trwa już prawie rok. Niedawno, po wielu apelach, stanął tam znak STOP. – To za mało – zastrzega Adrian Hołobowicz, radny powiatowy.
„Regionalna”: Kiedy zaczął pan się upominać w sprawie tego skrzyżowania?
Adrian Hołobowicz: Ja na to skrzyżowanie jestem szczególnie uwrażliwiony. Zwalniam, bo tam dochodzi do wypadków, a ja często jeżdżę tamtędy z małym dzieckiem. Najpierw z Przemkiem Ficnerem, też radnym powiatowym, mówiliśmy o tym na sesjach. To było ponad pół roku temu. Ja mówiłem też na zarządzie powiatu, bo jestem nieetatowym członkiem. A jeszcze bardziej się zmobilizowałem, gdy pan Edmund, mój sąsiad, miał tam wypadek. Dosyć mocno został pokiereszowany. Opowiadał mi o szczegółach. Mówił, że jechał bardzo wolno z Bytomia Odrzańskiego w kierunku Nowej Soli. I tylko ułamki sekundy dzieliły go od tragedii. Kierowca, który wymusił pierwszeństwo, uderzył w samochód pana Edmunda na wysokości tylnego lewego koła. Gdyby uderzył w boczne drzwi od strony kierowcy, to pan Edmund być może już by nie żył.
Co pan wtedy zrobił?
Zacząłem [paywall] wysyłać pisma. Chyba w czerwcu zwróciłem się do Powiatowej Komendy Policji w Nowej Soli z wnioskiem o statystyki wypadków i kolizji, do których doszło na tej krzyżówce. W wykazie było ich sporo, choć i tak nie wszystkie, bo przecież wiele osób, które miały tam stłuczki, nie wzywało policji.
Co było dalej?
Przemek Ficner i ja spotkaliśmy się z zastępcą komendanta i naczelnikiem wydziału ruchu drogowego. Próbowaliśmy znaleźć rozwiązanie, które mogłoby wdrożyć starostwo, żeby tych wypadków tam nie było. Policjanci zaproponowali postawienie znaku STOP. Z Przemkiem oceniliśmy, że sam znak STOP nie spełni swojej roli. Zaproponowałem wyniesione przejście dla pieszych. Mamy takie we wsi Wierzbnica w gminie Bytom Odrzański. I się sprawdza. Policjanci wyjaśnili, że na drodze wojewódzkiej nie może powstać wyniesione przejście. W takim razie zaproponowałem, żeby powstały na drogach dojazdowych do krzyżówki, które są powiatowe. Policjanci powiedzieli, że auta będą przez to fruwać, jak się rozpędzą.
Gdzie następnie pan się udał?
Pojechałem do Grzegorza Potęgi, wicemarszałka województwa. Bo Zarząd Dróg Wojewódzkich podlega marszałkowi. Zgodził się ze mną, że trzeba coś zrobić z tym skrzyżowaniem. Rozmawialiśmy na przykład o zamontowaniu pasów akustycznych. Zadeklarował, że będą działać, że coś zrobią.
Co zrobili?
W lipcu przy krzyżówce spotkali się wicemarszałek Potęga, starosta Mariusz Stokłosa, wicestarosta Tomasz Twardowski, Marcin Ogorzałek, czyli szef Zarządu Dróg Wojewódzkich. Towarzyszył im Przemek Ficner. Ustalili, że zamontują pasy akustyczne i znak STOP.
I zamontowali? Postawili?
Cały czas czekaliśmy, a na skrzyżowaniu dochodziło do kolejnych kolizji i wypadków. Dlatego Przemek poruszał sprawę na sesjach, a ja na zarządzie.
Co pan mówił na zarządzie?
Upominałem się na przykład o to, żeby znak STOP był świecący, bo uważam, że zwykły nie pomoże. Podpowiadałem, żeby go oświetlać przy pomocy baterii słonecznej. Koszt takiego znaku to mniej więcej siedem tysięcy złotych.
I co?
I dalej czekaliśmy.
A do kolizji i wypadków dochodziło nadal…
Dokładnie. Pod koniec października było otwarcie obwodnicy w Nowej Soli. Przyjechał pan Ogorzałek. Spotkał się wtedy ze starostą. Ja na to spotkanie też przyszedłem, choć nikt mnie nie zaprosił. Pozwolili mi zostać. Tam zapadły kolejne ustalenia. Później była sesja Rady Powiatu. Starosta zapowiedział, że za dwa tygodnie postawią znak i zamontują paski akustyczne. Znak stanął, ale taki zwykły, niepodświetlany. Pasków nie zamontowali, bo jest zima, więc pogoda na to nie pozwala. I w grudniu doszło do kolejnej kraksy.
Jakie ma pan refleksje w tej sprawie?
Że ewidentnie coś jest na tym skrzyżowaniu nie tak i nie tylko kierowcy są winni. Przecież tam kolizje miały nawet osoby, które mieszkają w pobliżu i doskonale znają to miejsce. Wypadek miała tam radna, która też zabiegała o poprawę bezpieczeństwa. Dlatego apeluję o to, żeby wydać piętnaście tysięcy złotych na zakup dwóch podświetlanych znaków STOP, żeby stanęły tam z jednej i drugiej strony. Chociaż spróbujmy.
Jak pan ocenia sprawczość instytucji w tej sprawie?
Myślę, że to nie powinno tyle trwać, to nie powinno tak wyglądać. Martwię się, że w końcu dojdzie tam do tragedii, że ktoś tam zginie.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz