Do groźnie wyglądającego wypadku doszło podczas bicia rekordu prędkości porshe w terenie. Adam Małysz tuż po osiągnięciu wymarzonej szybkości stracił panowanie nad kierownica i dachował.
Adam Małysz na podżagańskim poligonie „Joanna” bił rekord prędkości. Na specjalnym terenowym torze miał do przejechania pięć okrążeń. Większość trasy przejechał pewnie z ogromną prędkością, dopiero na czwartym nie wyrobił zakrętu. Lewa opona w jego aucie z hukiem wystrzeliła. Żeby ratować sytuację, Małysz próbował ostro skręcić w przeciwną stronę, ale jego auto wyrzuciło w powietrze. Po krótkim koziołkowaniu wylądowało kołami do góry. Po wypadku Małysz o własnych siłach wydostał się z samochodu. – Klatka bezpieczeństwa spełniła swoją rolę i Adam nie ma nawet zadraśnięcia – wyjaśnił po wypadku Jan Nałęcz, rzecznik prasowy RMF Caroline Team, w której jeździ Małysz.
Tuż przed wypadkiem Adamowi udało się osiągnąć cel – jechał po torze z prędkością 180 km na godzinę. Poprzedni rekord prędkości wynosił 176 km i należał do Alberta Gryszczuka jego kolegi z zespołu.

