Strażak Państwowej Straży Pożarnej z Żar, Matusz Karbowy wziął udział w siódmej edycji popularnego programu Ninja Warrior Polska. W ubiegła niedzielę wyemitowano finałowy odcinek, w którym oczywiście występował.
To był już trzeci finał przebojowego żaranina, a edycja, w której występował piąta. Tym razem również nie zabrakło specjalnego stroju, mimo że do startów w programie Ninja Warrior Polska podchodzi poważnie, to w końcu bardzo prestiżowe zawody.
-Dla mnie jest to również świetna zabawa. Pokonywanie przeszkód na takim torze daje wiele radości, a jeżeli mogę zrobić przy tym jeszcze ciekawe widowisko, opowiedzieć historie, to spełnia mnie to całkowicie. Jako sportowca i showmana. Ten sezon traktowałem bardziej jako kuźnie cennego doświadczenia, trening pod letnią walkę z torem w 2023 roku, ponieważ występowałem tam świeżo po przebyciu bardzo poważnej kontuzji.
Mateusz rok temu, podczas startu na zawodach Street Workout WCL w Opolu, zerwał dalszy przyczep ścięgna mięśnia dwugłowego ramienia lewego i był operowany.
-Do sportu na takim poziomie, jak mówili lekarze, miałem już nie wrócić. Dlatego sama możliwość ekspresowego powrotu na tor ninja, była dla mnie czymś magicznym i ekscytującym. Pokazałem światu, że się da, a ludzka wola jest niezłomna. Ciężką pracą i wiarą stworzyłem sobie rzeczywistość, w której jestem znowu w szczytowej formie.
To był pierwszy start żaranina po kontuzji,
-Podczas 7 edycji, byłem po długiej przerwie od treningów przeszkodowych i po prostu wiedziałem, że to jeszcze nie ten dzień. Górę Midoriyama zdobędę innym razem, teraz robimy widowisko – myślałem wtedy. Po wejściu na finałowy tor w czepku, okularach do pływania i kąpielówkach miałem totalny ubaw w głowie. Uwielbiam robić kontrowersyjne rzeczy i pokazywać dystans do siebie i świata. Gdy pokonałem pierwsze przeszkody w takiej stylówce, w tym jedną, na której wiele osób wpadało, lampka zaświeciła mi się w głowie. Robię sobie żarty, a jestem już praktycznie w połowie. Jak tylko pokonam „latający drążek”, to kolejne przeszkody będą dla mnie banalne. Stage 2 mam już praktycznie w garści. Wspaniałe uczucie, spełnienie marzeń. Mimo startu w niepełnej dyspozycji. Moją wizję wciskania buzzera wypłukał zimny prysznic. Gdy złapałem się drążka, to przez przypadek przesunął mi się na platformie, a to spowodowało, że nie trafiłem nim idealnie na kolejne gumy i wpadłem do basenu. Kubeł wody na twarz przekazujący, aby być cały czas na przeszkodach maksymalnie skupionym, uważnym, obecnym. Gdybym to zauważył, to poprawienie drążka uratowałoby moją sytuację, a tak nie odpadłem przez osłabioną wytrzymałość ręki, a błąd techniczny.
Mateusz nie byłby sobą, żeby nie spróbować swoich sił w kolejnej odsłonie popularnego programu i oczywiście wystartuje w 8. Edycji Ninja Warrior Polska.
-Jestem gotowy na kolejne edycje. Historię napiszemy na nowo. Szykuję się już na czerwiec, bo wtedy przewidywane są nagrywki. Trzymajcie za mnie kciuki, bo ostatniego słowa jeszcze nie powiedziałem i kto wie, może będziecie mieć w mieście pierwszego polskiego ninja warrior. Taki jest mój cel!

