Wielu z nas, a szczególnie „starsza’’ młodzież, pamięta z dzieciństwa sytuację, w której dwoje
dzieci odmierza linijką batonik, aby podzielić go na dwie równe połowy. Wtedy podział był
sprawiedliwy i obie strony były zadowolone.
W obecnej powyborczej sytuacji politycznej, zarówno strona jeszcze rządząca jak i opozycyjna ogłosiły zwycięstwo oraz zdolność koalicyjną na podstawie większości parlamentarnej. Ale czy na pewno podział uzyskanych mandatów jest równy? Oto jedni, otrzymując 7,5 mln głosów tytułują się zwycięzcami, pozostali, z wynikiem ponad 11 mln głosów, również podnoszą rękę w geście zwycięstwa. Nie wiem co to za matematyka, jak trafnie określił jeden z liderów opozycji „metafizyczna interpretacja rzeczywistości algebraicznej’? Można się jedynie domyślać, że dla niektórych matematyka nie była ulubionym szkolnym przedmiotem, z czego żartuje pół internetu, ale zostawmy złośliwości. Fakty są takie, że w dniu 15 października 2023 r. Polki i Polacy zagłosowali przeciwko dotychczasowym rządom, stylowi sprawowania władzy, a w wyniku ich wyborów obecna opcja rządząca uzyskała 194 mandaty, a zjednoczona opozycja 248. Wniosek nasuwa się sam, a tymczasem głowa państwa twierdzi, że mamy dwie równoważne siły, które mogą stworzyć przyszły rząd. Niestety przyzwyczajono nas, że politycy mówią różne bzdury, ale nie ma dwóch równych połówek, tu któraś „połówka” jest większa! Jeśli prezydent uważa, że są dwie większości, to gdzieś ta większość jest realna, a gdzieś nie. Dzisiaj mamy koalicję zdolną wyłonić rząd i uzyskać dla niego wotum zaufania oraz obsadzić prezydium Sejmu i Senatu i jest to porozumienie stworzone przez Koalicję Obywatelską, Trzecią Drogę i Nową Lewicę. Krytycy, sceptycy przyszłej koalicji starają się „wyłuskiwać” różnice programowe poszczególnych partii, twierdząc, że ten projekt się nie powiedzie. I znowu musimy odnieść się do pojęcia „większości”. Propozycje reform opracowane i przedstawione przez partie opozycyjne, zostały zaakceptowane przez większość Polek i Polaków. Większość z nas ma dość rządów zjednoczonej prawicy, dość awanturnictwa i bezprawia. Jeśli ktoś liczy, że damy się poróżnić, skłócać jak przez ostatnich 8 lat, to bardzo się rozczaruje. Frekwencja wyborcza na poziomie ponad 74% świadczy o tym, że Polska ma solidne fundamenty pod nowe społeczeństwo obywatelskie. Fakt, że kobiety poszły do wyborów, sprawił, że te fundamenty są jeszcze mocniejsze. Młodzi również nie pozostali w domach. Bez zrywu młodego pokolenia wygrana opozycji byłaby dużo trudniejsza, jeśli nie niemożliwa. To ludzie, dla których były to często pierwsze wybory. Pokazali, że przyszłość ich kraju nie jest im obojętna. Polki i Polacy zrozumieli, że te wybory to nie są wybory na temat tylko zmiany władzy. Czy będzie ta partia, czy inna partia. Że to są wybory pomiędzy modelem rozwoju Polski, pomiędzy typem cywilizacji: czy wschód, czy zachód? Dlatego nowa władza nie może już tej siły zlekceważyć. Opóźniając utworzenie nowego rządu opóźnia się jego prace, a co za tym idzie, podwyżki płac, ułatwienia dla przedsiębiorców, wprowadzanie reform. O przedstawienie umowy koalicyjnej poproszono partie demokratyczne. Czy Prawo i Sprawiedliwość również nie powinno przedstawić takiego dokumentu? Prezydent, ignorując wolę suwerena, daje premierowi czas, aby ten „przyniósł” 231 nazwisk, wykazał zdolność koalicyjną, większość parlamentarną… i zdążył posprzątać szafy. Większość Polek i Polaków wie już dziś, że innej większości, niż demokratyczna koalicja, nie będzie.
Tylko w Pałacu na Krakowskim Przedmieściu, oprócz długopisów, powinno się jeszcze dokupić linijkę, a może nawet kalkulator.
19
Poprzedni artykuł