Spotkanie pretendującego do awansu ŁKS z autsajderem rozgrywek Budowalnymi Lubsko miał być dla podopiecznych Sławomira Wiwacza spacerkiem. Ogromna przepaść punktowa dzieląca obie drużyny oraz ostatnie mecze podopiecznych Roberta Ściłby dawały niezaprzeczalny handicap drużynie z Łęknicy. Zwycięstwo miało być szybkie, spektakularne i przekonywujące. Jednak wcale takie nie było.
Mecz zaczął się bowiem do szybkiego gonga, którego Budowlani sprzedali miejscowym już w 4. minucie. Patryk Skrzypczak dopadł do piłki odbitej przez Marcina Kozdronia i wspaniałym strzałem umieścił piłkę siatce, dając w ten sposób sygnał do wytężonej walki w dalszej części meczu, bo przejezdni postanowili się postawić i świetnie rozpoczęli, ale im dalej w las tym …większe problemy. W 28. minucie kapitan zespołu, Jarosław Owsiany doprowadził do wyrównania, ale lubszczanie jeszcze się trzymali. Niestety pod koniec pierwszej połowy zaczęli się rozpaczliwie rozglądać za butlami z tlenem, bo niewątpliwie zostawili trochę zdrowia na łęknickiej murawie. Tuż przed końcem pierwszej części do bramki ponownie trafił Owsiany, a zrobił to w kuriozalny sposób, bo po jego soczystym strzale futbolówka odbiła się od Marcina Piecha i wylądowała w siatce gości. Można zatem zaryzykować stwierdzenie, że „Boniek” strzelił gola „Żwirkiem”.
Druga połowa to podjęcie ryzyka przez szkoleniowca lubskiego zespołu. Przyjezdni za wszelką cenę wyrównać i rzucili wszystkie siły, które im jeszcze zostały do walki o gola dającego im nadzieję, na wywiezienie z Łęknicy choćby jednego punktu. Niestety narazili się na zabójcze kontry podopiecznych Sławka Wiwacza. Miejscowi mogli podwyższyć wynik ze 4 razy, ale albo nie trafiali do bramki, albo wręcz przeciwnie trafiali w poprzeczki słupki i bramkarza. Dopiero w 82. Męczarnie nieskuteczności przerwał Adrian Szkudlarek trafiając w końcu do siatki Budowalnych i ustalając wynik spotkania na 3:1 dla ŁKS-u.
Na uwagę zasługuje też fatalna praca sędziego głównego, którego ewidentnie przerósł ten mecz. Krzysztof Sadowski jest sędzią słabym i w tym meczu niestety to potwierdził. Jego decyzje krzywdziły obie drużyny, niejednokrotnie powodując niepotrzebną nerwówkę i chaos. Próba zapanowania nad temperamentami zawodników, skutkowała rozdawaniem kartek na prawo i lewo. Arbiter sięgał do kieszonki aż dziewięciokrotnie i choć do rekordu pana przewodniczącego mu daleko, to i tak był to niezły wynik.
-Wiedzieliśmy, że to będzie bardzo ciężki mecz i taki był. Straciliśmy bramkę na samym początku meczu i zaczęła się nerwówka, dużo błędów, niecelnych podań, złych wyborów, mimo wszystko udało się strzelić dwie bramki przed przerwą. W drugiej części Budowlani wyszli odważniej co dało nam szanse wyprowadzać kontrataki, mieliśmy mnóstwo sytuacji bramkowych, żeby zamknąć ten mecz niestety nic nie chciało wpaść. Cieszy to, że nawet przy słabszej grze potrafimy taki mecz wygrać-stwierdził Sławomir Wiwacz, trener ŁKS-u po meczu.
ZAPRASZAMY DO GALERII ZDJĘĆ Z MECZU
26
























































































Poprzedni artykuł