Mieszkańcy bloku przy ulicy Szkolnej w Nowej Soli wojują o lampę z Teresą Linkowską, swoją sąsiadką. – Lampę zawiesiliśmy, żeby było bezpieczniej – opowiada Anna Lisiecka, gospodarz bloku. Pani Teresa chce się tej lampy pozbyć. – Światło w nocy wpada do mojego mieszkania i nie mogę spać! – denerwuje się.
– W nocy, gdy lampa zaczyna świecić, drzewa robią się białe – skarży się Teresa Linkowska i wskazuje palcem za okno. – Światło odbija się nie tylko od tych drzew, ale też od tego balkonu piętro wyżej – pomstuje. – Jest jakby biało-różowe, taki blady ogień. Wpada mi w nocy do mieszkania, robi się biało, a ja nie mogę spać. Nakrywałam głowę poduszką, ale wtedy nie mogłam oddychać. Myślałam, że się uduszę. Dziś jestem cała w nerwach. I przemęczona z niewyspania. Ciężko w tej sytuacji żyć. Nagłośnijcie mój problem – prosi.
Co mówią ludzie?
Pani Teresa prowadzi na podwórze i prezentuje dwie lampy, które spółdzielnia mieszkaniowa zamontowała kilka dni temu na bocznych ścianach dwóch bloków. – Nikt się nie godził na takie lampy – upiera się. Zaczepia sąsiada z parteru. – Ponad 50 lat lat tu mieszkam, jak nie było lampy, to było dobrze – mówi sąsiad i znika w swoim mieszkaniu. Pani Teresa zaczepia znajomą, która spaceruje z psem. Mieszka dwa bloki dalej. – W nocy fest świeci – potwierdza znajoma. – Fest świeci, aż za bardzo – powtarza.
Zdania mieszkańców okolicznych bloków są jednak podzielone. Wielu mówi, że lampy są potrzebne, bo w nocy oświetlają drogę pełną dziur. Są i tacy, którzy psioczą na panią Teresę. – Ciągle jej coś przeszkadza, jest skonfliktowana prawie ze wszystkimi, pisze na nas skargi – pomstują. – Niedawno groziła, że wezwie policję, bo przeszkadzał jej hałas dzieci, które biegały po podwórzu.
„Straszy nas PiS-em”
[paywall]
– Jestem gospodarzem tego bloku, czyli odpowiadam za porządek, a jak są jakieś usterki, to zgłaszam do spółdzielni – przedstawia się Anna Lisiecka. Towarzyszy jej Wioleta Simańczyk, jedna z sąsiadek.
– Lampę zawiesiliśmy, bo wcześniej musieliśmy chodzić z latarkami po zmroku, żeby się nie wywrócić, taka była wola większości mieszkańców bloku, podpisy zbierałam w zeszłym roku – opowiada Anna. Gdy słyszy imię i nazwisko „Teresa Linkowska”, zaczyna się denerwować. Wioleta tak samo. – Nie możemy przejść klatką schodową po 22 godzinie, nie możemy puścić muzyki, bo ona zaraz się nakręca, wali do drzwi albo w kaloryfery – opowiadają. – Potrafi też o piątej rano wystawić radio na parapet i w zemście puścić muzykę na full. Sąsiad ma piwnicę obok jej piwnicy. I ona potrafi zgasić mu światło i zamknąć drzwi. Niekiedy rzuca kamykami w okna naszych mieszkań. Albo dzwoni do domofonu i wyzywa nas od patologii. Do mnie ostatnio powiedziała „ty prostaczko”. Do jednej z sąsiadek krzyczała „plotkara! plotkara!”. A o mnie rozpowiada, że „żyję na pańszczyźnie”, bo mieszkam w wynajętym mieszkaniu. To naprawdę nie jest normalna sytuacja. Ciężko nam żyć z taką sąsiadką. Często straszy nas PiS-em – pomstują Anna i Wioleta. – Tak, potrafię włączyć odkurzacz w nocy, czy krzyknąć na dzieci, ale to moje mieszkanie, a ściany nie są papierowe – dodaje Anna.
– Ale ja nie byłam przeciwna montowaniu lampy – upiera się pani Teresa. – Niech będzie, ale taka, jak w klatce schodowej, czyli z czujką. Zapala się tylko wtedy, gdy ktoś idzie. I po chwili sama gaśnie.
„Gdzie mieszkamy? W mieście!”
Owszem, pani Teresa wybrała się ze swoim problemem do spółdzielni mieszkaniowej. – Powiedzieli mi, żebym sobie albo rolety kupiła, albo na noc wieszała koce w oknach – w tym momencie zaznacza, że nie może w ten sposób blokować dopływu tlenu do mieszkania, że musi mieć w nocy otwarte okna, zwłaszcza latem. – To z powodu serca – wzdycha coraz ciężej. – Powiększona lewa komora – tłumaczy. – Prosiłam w spółdzielni, żeby przyszli w nocy do mnie do mieszkania i się przekonali, ale odpowiedzieli, że nie przyjdą.
Co na to spółdzielnia? – Nic się nie dzieje, lampa została powieszona na wniosek mieszkańców w celu oświetlania terenu dla poprawienia bezpieczeństwa – odpowiada Bogusław Greń, prezes spółdzielni. – Gdzie mieszkamy? W mieście! Więc logiczne, że świecą lampy. A czy ta pani mówiła, że jest skłócona ze wszystkimi sąsiadami? – pyta prezes Greń. – A czy nie mogłaby to być lampa na czujkę? – dopytujemy. – Koszty zostały poniesione, mieszkańcy chcieli stałe oświetlenie, zadecydowali o tym demokratycznie – tłumaczy Greń. – Przy każdym ruchu, nawet gdyby przebiegł kot czy pies, lampa na czujkę by się uruchamiała. To też nie jest rozwiązanie, byłaby dyskoteka. Jedyne rozwiązanie jest takie, że mieszkanka musi się przyzwyczaić, albo zacząć zasłaniać okna. Ja też mieszkam na parterze, też mam lampę niedaleko. I jakoś funkcjonuję – kwituje prezes spółdzielni.
Kołdra na kafelkach
Tymczasem pani Teresa od kilku dni śpi w łazience. Mówi, że z powodu lampy i rażącego światła, które po zmroku wpada do mieszkania. Prezentuje posłanie: gruba kołdra na łazienkowych kafelkach. Z trudem kładzie się na to posłanie, a żeby wstać, musi chwycić najpierw za klamkę drzwi od łazienki, a później za tę od drzwi frontowych. – Mam chore kolano, jednej i drugiej klamki się chwytam – wzdycha. – W łazience nie mam okna, więc z trudem, ale na szczęście jakoś tam zasypiam – w tym momencie pani Teresa zaznacza, że w zaśnięciu pomagają tabletki.
21