Kora mocno weszła w sezon. W dwóch meczach zgarnąć komplet punktów i nie straciła żadnej bramki. Szkoda, że Kurczak gra u nich tylko z doskoku.
Sobotni mecz Kory Niedoradz z MKS II Nowe Miasteczko (czyli drużyny z Borowa Wielkiego) zaczął się z 20 minutowym opóźnieniem. Sędzia Jakub Pejs musiał poczekać aż dojadą liniowi. Ostatecznie okazało się, że w obsadzie był tylko jeden, to Kora na kreskę desygnowała Łukasza Dylczaka, zaangażowanego przyjaciela klubu. 
– Dla mnie to nie pierwszyzna. Często mi się zdarza tu sędziować – przyznał Łukasz podczas przerwy w grze. Zawodnicy wykorzystali ją na łyk wody. Liniowy z Niedoradza na fajeczkę. Jak na arbitra z przypadku sędziował na tyle dobrze, że goście po meczu nie mieli żadnych zastrzeżeń.
Niedoradz prowadzenie objął w 26. minucie po golu Adriana Grygaruka, który celnie strzelił pod porzeczkę. W 35. minucie ten sam zawodnik wykorzystał rzut karny. Do przerwy było 2:0 dla gospodarzy, ale mogło być więcej, bo dwóch sytuacji sam na sam nie wykorzystał Sebastian „Kurczak” Kieroński.
– Na drugą połowę wychodzimy z czystymi głowami, tak jakby było 0:0 – motywował w przerwie kolegów Łukasz Dróbka , jeden z bardziej wyróżniających się piłkarzy Borowa.
Nic to nie dało. 3 minuty po wznowieniu gry było już 3:0. Po dośrodkowaniu z rożnego na listę strzelców wpisał się Gracjan Dykta. W 55. minucie czwartego gola głową wbił Antoni Augustyniak. Wynik 5:0 w 82. minucie ustalił S. Kieroński, najlepszy zawodnik meczu.
Kurczak się nie zmęczył
– Kurczak napsuł nam sporo krwi. Bardzo dynamiczny zawodnik. Ale u nich siła tkwi w zespołowości – stwierdził po meczu Paweł Żmudziński, trener Borowa. – Fajne widowisko. Padło pięć goli, tylko szkoda, że żaden dla nas. Niestety nie mieliśmy dzisiaj armat. W tamtym tygodniu z Rudnem zagraliśmy o wiele lepsze spotkanie – przyznał. MKS wygrał wtedy na swoim terenie 4:3.
– Ważna jest dyspozycja dnia. Dzisiaj zdecydowanie ustępowaliśmy fizycznie, mniej biegaliśmy i byliśmy mniej agresywni. Widać było, że Korze bardziej zależało na zwycięstwie. Liczyliśmy na nasze indywidualności, ale trzeba mieć coś więcej, czyli wyrównaną kadrę. Walczymy dalej. Za tydzień mamy mecz z Bytomiem Odrzańskim, więc będzie ciekawie – mówi trener.
– To nie był dla mnie ciężki mecz. W ogóle nie jestem zmęczony – przyznał po ostatnim gwizdku S. Kieroński. – Nie napinamy się na awans, ale mam nadzieję, że do końca będziemy się liczyć w walce o pierwszą trójkę – dodaje. Sebastian pochodzi z Niedoradza, ale tam nie mieszka. – Jestem zawodnikiem z doskoku. Niestety tylko czasami wpadam pomóc chłopakom, ale beze mnie też sobie poradzą. 
Korę w niedzielę (3.09.) czeka wyjazd do Czarnych II Rudno, które jak na razie zanotowało dwie porażki. Borów w tym samym czasie podejmie u siebie niepokonaną ekipę Odry II Bytom Odrzański.