– Kule świstały nam nad głowami, a dwóch kolegów uratowały hełmy – opowiada Robert Koptyra. Jego i kolegów wracających z misji w Afganistanie powitali w piątek (13.05.) w Świętoszowie najbliżsi.
W misji w Afganistanie uczestniczyło około 1.300 żołnierzy z 10. Brygady Kawalerii Pancernej. Robert Koptyra służył 7 miesięcy. Dla jego żony, Klaudii i dzieci, Patryka i Andreasa, to były trudne chwile.
– Mąż miał misję zagranicą, a ja w domu – mówi pani Klaudia.
– To był wyjątkowy okres w moim życiu. Nowe doświadczenie, wyzwanie. Najtrudniejsze były patrole, każdy wyjazd do była walka o przetrwanie. Prawdziwa adrenalina – wspomina R. Koptyra. – Dwóch kolegów uratowały hełmy, bo dostali kulką w głowę. Rebelianci nie dawali za wygraną.
– Najgorzej było na patrolach, których celem było „oczyszczenie” afgańskich wiosek z Talibów. Pułapki, miny czy ostrzał z granatników i RPG to był standard – dodaje Piotr Drachal.
– Nie wymiękałam. To dla było nowe doświadczenie – zapewnia Joanna Adamczyk- Łoboś. – Ale gorsza niż afgańscy rebelianci była rozłąka z najbliższymi. Szczególnie okres świąt.
Ajdiki i alkohol
Żołnierze mówią, ale już nieoficjalnie, że na misji nie było tak „różowo”. – Niektórzy nie dawali rady psychicznie i wracali do domów na dwa-trzy miesiące przed końcem – zdradza jeden z żołnierzy. – Nie wytrzymywali stresu, napięcia, ciągłych wybuchów min i pułapek. Wielu wracało z innego powodu. Oberwali z RPG albo wpadli na minę-pułapkę, popularnego „ajdika”. Tracili ręce, nogi, niektórzy doznali poważnych urazów kręgosłupa.
– Smutne było to, że rzecznicy prasowi nie przekazywali wszystkich informacji o rannych. Dla nich ranny to był ktoś, kto stracił nogę albo wylądował na wózku – dodaje inny żołnierz. – Amerykanie nie robili takich numerów. Podawali wszystkie informacje, na żywca.
Byli też tacy, którzy wrócili do kraju karnie. Za pobicie kolegi i zorganizowanie zakrapianej imprezy. Wszyscy ponieśli konsekwencje.
Syndrom bohatera
Podczas piątkowych uroczystości w Świętoszowie, defilujących żołnierzy powitał Czesław Piątas, sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej. Dlaczego zabrakło wcześniej zapowiadanego Bogdana Klicha, ministra MON? – Miał inne obowiązki – otrzymaliśmy odpowiedź od rzecznika 10. BKPanc.
Żołnierze mieli żal. – Minister mówił o nas, że jesteśmy najlepszą zmianą, a nawet nie pofatygował się przyjechać i podziękować – mówi jeden z nich.
Podziękował im za to ich dowódca, generał Andrzej Reudowicz: – Dla mnie do końca życia pozostaniecie bohaterami. Dziś czas, abyście zostali bohaterami w swoich domach, dla swoich rodzin – mówił podczas uroczystości.
Generał wspomniał też o tzw. syndromie bohatera, który może przeszkadzać w powrocie do codziennego życia w kraju.
Na polu chwały
Żołnierzom, którzy wyróżnili się podczas misji, wręczono odznaczenia i ordery. Medalem za Ofiarność i Odwagę, za zasługi w ratowaniu życia ludzkiego, odznaczony został st. kpr. Damian Olszewski. Krzyż Wojskowy za czyny męstwa i odwagi dostali: Piotr Gruszk, Piotr Bombrych, Roman Racis, Paweł Rybka, Aleksander Czyż, Dominik Frukowski, Robert Rutkowski, Piotr Urbanek i Łukasz Wieczorek. Krzyż Komandorski Orderu Krzyża Wojskowego za umiejętne i skuteczne dowodzenie jednostką bojową podczas użycia Sił Zbrojnych Rzeczpospolitej Polskiej poza granicami państwa w czasie pokoju nadano gen. bryg. A. Reudowiczowi. Ponadto 62 żołnierzy otrzymało Wojskowy Krzyż Zasługi z Mieczami, a kolejnych 51 odznaczono Gwiazdą Afganistanu.
Teraz żołnierze udają się na dwumiesięczne urlopy aklimatyzacyjne, będą mieli czas ,by na nowo odnaleźć się w polskiej rzeczywistości. Wielu z nich skorzysta z pomocy psychologa, bo stres bojowy z pewnością da o sobie znać. Dla niektórych afgańska misja była ostatnią. Zgodnie z decyzją dowódcy jednostki, na misję można wyjeżdżać tylko trzy razy.
23
Poprzedni artykuł