W obronie zwolnionego sekretarza do Wiesława Polita zjechała delegacja urzędników z sąsiednich gmin. Nic nie wskórali. Prawą ręką wójta ma zostać Radosław Pogorzelec, syn byłego burmistrza Żar, pracownik starostwa.
Andrzej Chwiędacz, sekretarz gminy Żary, otrzymał wypowiedzenie z pracy. – To dla mnie bardzo przykra sytuacja. Mam duży żal. Na wypowiedzeniu będę do końca roku. Mam jeszcze trochę niewykorzystanych dni urlopowych, ale i obowiązki. Odpowiadam za sprawne przeprowadzenie wyborów. Nie chcę, aby ktoś powiedział, że odszedłem i zostawiłem wszystko na głowie. W poniedziałek w nocy wrócę z Zielonej Góry. Przekażę całą dokumentację wyborczą i wtedy moja obecność w urzędzie będzie zbędna – mówi A. Chwiędacz.
Bronili sekretarza
W kuluarach od kilku dni krążyły plotki o zwolnieniu sekretarza. W jego obronie stanęli sołtysi i dyrektorzy szkół. – Nikt nie mógł narzekać na jego pracę. Zawsze służył pomocą i wiedzą – opowiada jeden z sołtysów.
Do wójta przyjechała delegacja urzędników z sąsiednich gmin, by wstawić się za Chwiędaczem. Chcieli przekonać W. Polita, że sekretarz ma ogromne doświadczenie i nie zasłużył na odwołanie. Zaniepokojeni byli też radni. – Oficjalnie jeszcze nic nie wiem, ale na pewno będziemy, jako radni, mocno przepytywać w tej kwestii Wiesława Polita na najbliższej sesji. Taka decyzja musi być poparta silnymi argumentami – komentuje Jan Gajda, radny.
Proszę nie gratulować
W. Polit przez cały tydzień nie znalazł czasu, aby wyjaśnić powody zwolnienia Chwiędacza. „Gazeta Regionalna” ustaliła, że propozycję objęcia posady sekretarza gminy otrzymał Radosław Pogorzelec, syn byłego burmistrza Żar, kierownik referatu zarządzania kryzysowego i obrony cywilnej w żarskim Starostwie Powiatowym. Zadzwoniliśmy do R. Pogorzelca z gratulacjami.
– Proszę nie gratulować. Nie jestem jeszcze sekretarzem. Mogę potwierdzić, że otrzymałem taką ofertę od Wiesława Polita i zgodziłem się. Jednak to wójt zadecyduje ostatecznie, czy mianuje mnie na to stanowisko – wyjaśnia skromnie R. Pogorzelec.
– Teraz wypada tylko zapytać, kto następny do „odstrzału”? Wszyscy drżymy o pracę. Siedzimy jak na szpilkach. Nikt nie chce podpaść wójtowi – zdradza pracownica gminy.

