Wojciech Drożdż zamieszany w korupcję? Tak twierdzi Mariusz S., były sędzia z Opola, który składał wyjaśnienia we wrocławskiej prokuraturze. – To jakiś stek bzdur – twierdzi pochodzący z Iłowej trener.
Chodzi o mecz z czerwca 2006 r. pomiędzy Pogonią Świebodzin a Arką Nowa Sól, którą wtedy prowadził W. Drożdż. To było spotkanie o życie. Kto przegra ten opuszcza ligę. Wygrali goście 2:1. Obie bramki dla Arki padły po rzutach karnych. Po meczu było gorąco. Sędziowie długo nie opuszczali stadionu. Arbitrów przed wściekłymi kibicami musiała chronić policja. Po pięciu latach nagle wypłynęła sprawa związana z tym meczem. A to za sprawą wyjaśnień Mariusza S. , byłego sędziego z Opola, który składał je we wrocławskiej prokuraturze. Te z kolei pojawiły się na blogu dziennikarza, który od lat zajmuje się korupcją w polskiej lidze. Na stronie pilkarskamafia.blog.com do klubów zamieszanych w korupcje dodano nowosolską Arkę. Autor wyjaśnia, że nazwa klubu z Nowej Soli pojawiła się tylko raz w śledztwie, w protokole wyjaśnień Mariusza S. O to jego rewelacje – „Kiedyś także jechałem na mecz, który został rozegrany, jak wynika ze skarbu kibica 2005/2006, 3 czerwca 2006 między Pogonią Świebodzin a Arką Nowy Sól. To był bardzo ważny mecz dla obu tych drużyn. Obserwatorem był Stanisław A. Ja z nim towarzysko pojechałem na ten mecz. W pewnym momencie zadzwonił do niego telefon. Okazało się, tak jak on mi zrelacjonował, że dzwoni ktoś z Arki Nowy Sól i proponuje pieniądze za pomoc w zwycięstwie. On się zgodził. Poradziłem mu przed meczem żeby nie mówił nic sędziom o tym, że mają komuś pomagać bo jest to taki ważny mecz, że jak go wydrukują to mogą dostać od kibiców. Po meczu ze Świebodzina razem z nim podjechaliśmy pod stadion Arki w Nowej Soli. Tam do samochodu podszedł trener Arki Wojciech D. Ja wyszedłem wtedy z samochodu żeby nie być świadkiem przekazywania pieniędzy. Ten trener dał mu wtedy te pieniądze. On mówił, że dostał około 4 tys. zł, około bo dostał je w euro i złotówkach. Powiedział, że możemy już jechać bo wszystko jest załatwione.”
W. Drożdż wszystkiemu zaprzecza. – Taka sytuacja w ogóle nie miała miejsca. To stek bzdur. Oczywiście, że pamiętam ten mecz, bo trudno zapomnieć spotkanie, które wygrywa się po dwóch karnych. Były to jednak ewidentne przewinienia. Ciekawe skąd mielibyśmy wziąć pieniądze? Od trzech miesięcy klub nam nie płacił. Zresztą po meczu, choć wygranym, byłem pewien, że spadniemy, bo w grze zostawał Polar, nam nawet zwycięstwo nic by nie pomogło.
Wiesław Bilski, przedstawiciel wrocławskiej prokuratury, wyjaśnił, że nazwisko Drożdżo nie figuruje w systemie jako podejrzany. Należy przyjąć, że ten wątek będzie dopiero wyjaśniany – zakończył Bilski. – Jeszcze nie wiem co zrobię. Muszę skonsultować się z prawnikiem, ale tak tej sprawy nie zostawię – mówi Drożdż.


