Nikt nie chciał się zająć wychudzonym kotem znalezionym w Kożuchowie. Beata Konaszewska mówi o znieczulicy władz.
– To była sobota rano, jak zadzwoniono do mnie w sprawie kotka. Znaleziono go przy ul. Polnej w Kożuchowie. Był wychudzony i się przewracał. Ludzie pytali co mamy robić? – opowiada Beata Konaszewska, która zajmuje się ratowaniem zwierząt. – Zadzwonili na policję, a ta pokierował ich do weterynarza z Nowej Soli, który ma umowę z gminą ale odmówił pomocy. Uskom, który prowadzi przytulisko także odmówił. Nikt, żadna instytucja w Kożuchowie nie interesuje się kotami – mówi pani Beata.
Pojechała po kota i zawiozła go do weterynarza, który współpracuje z żarską fundacją Aport, w której działa B. Konaszewska.
– Kot szkielet. Żebra na wierzchu. Weterynarz uratował mu życie. Ma uderzone biodro i czeka go jeszcze operacja, ale to dopiero jak trochę zostanie podkarmiony – mówi pani Beata.

Na tym jej interwencja się nie skończyła, bo we wtorek (10.02.) B. Konaszewska zaniosła do urzędu w Kożuchowie pismo w tej sprawie. Przypomina urzędnikom, że kot „To nie jest śmieć ani przedmiot. To jest zwierzę, a zwierzęta mają swoje prawa. (…) każda Gmina ma obowiązek zadbać o koty wolno żyjące„.
240 tys. zł na bezdomne zwierzęta
Zgodnie z ustawą o ochronie zwierząt obowiązkiem gminy jest zapewnienie opieki bezdomnym zwierzętom. Co roku gminy uchwalają program opieki nad zwierzętami. Na jego realizację zapisuje pieniądze publiczne. Gmina Kożuchów uchwaliła taki program w marcu ub. roku. Jest tam mowa o zapewnieniu opieki kotom wolno żyjącym i dokarmianiu ich, a także o zapewnieniu pomocy lekarskiej przez lekarza weterynarii, który ma umowę z gminą. B. Konaszewska opisała, że wskazany weterynarz z Nowej Soli odmówił przyjazdu na miejsce i przyjęcia kota. Trzeba jednak pamiętać, że weterynarz sam z siebie nie może podjąć takiego działania. Potrzeba interwencji musi być najpierw potwierdzona przez pracowników gminy.
W uchwale zapisano także, że w przypadku zgłoszenia od mieszkańców konieczności odłowienia kotów, ma się tym zająć spółka Uskom, która ma przytulisko. B. Konaszewska opisała, że Uskom odmówił przyjazdu po kota.

Gmina na opiekę nad bezdomnymi zwierzętami zapisała w ub. roku 240 tys. zł. Na papierze wpisano, że 100 tys. zł ma iść na wykup usługi weterynaryjnej, w tym sterylizację i kastrację w schronisku. Podobnie blisko 100 tys. zł przeznaczono na odławianie i przetrzymywanie zwierząt, czym ma się zajmować Uskomu. Na dokarmianie kotów wpisano 15 tys. zł.
18 kotów z Kożuchowa
B. Konaszewska nie zostawia na gminie suchej nitki.
– W ubiegłym roku z terenu Kożuchowa zabrałam 18 kotów. Wszystkie musiały być poddane leczeniu i opiece. Kotki znalazły później domy. Gmina ich nie zabezpieczyła. W ogóle się nimi nie interesowała. Mało tego. Słyszę od ludzi, że jak zgłaszają, żeby odłowić jakiegoś kota, to otrzymują odpowiedź, że będą musieli zapłacić połowę za jego sterylizację. Przecież na to są pieniądze w budżecie. Jakoś wszystkie gminy w okolicy potrafią zająć się tym problemem i wykonują swoje zadania, a Kożuchów nie. Odkąd zmieniła się władza, tam ciągle są problemy – mówi B. Konaszewska.
Do urzędu napisała, że jeśli gmina nie wywiązuje się z obowiązku odławiania bezdomnych zwierząt, to łamie prawo. „Aport” dołączył do protokołu fakturę za weterynarza i żąda od gminy jej opłacenia, a także wyjaśnień, dlaczego „jest tak wadliwe podejście gminy Kożuchów do pomocy zwierzętom”.