Strona główna » KONIEC PRZYGODY

KONIEC PRZYGODY

przez imperia

Dla Maćka z Żagania udział w rajdzie Dakar to miała być przygoda życia i była, tylko, że trwała bardzo krótko. Albinowski po zaledwie trzech dniach musiał wycofać się z rajdu. Zawodnik RMF Caroline Team miał problemy techniczne na starcie trzeciego etapu (3.01.).
Albinowski debiutował w tym roku w rajdzie Dakar i ten debiut okazał się dla niego wyjątkowo pechowy. Jeszcze przed startem imprezy, podczas kontroli technicznej sprzętu okazało się, że quady siedmiu kierowców – w tym Maćka – nie spełniają wymagań organizatorów, bo mają motocyklowe silniki. Zawodnicy uznali, że sędziowie zinterpretowali przepisy regulaminu na ich niekorzyść, więc złożyli protest, ale decyzji nie zmieniono. Ostatecznie quady z silnikiem motocyklowym dopuszczono do startu, ale poza klasyfikacją generalną – w specjalnie utworzonej klasie 3.
Początek niezły…później masakra
Maciek bardzo dobrze rozpoczął rajd. Podczas pierwszego etapu miał 11 czas. Niestety drugie dnia zaczęły się kłopoty. Na poniedziałkowym oesie Albinowi zagotowało się paliwo. Przy wyjątkowo wysokiej temperaturze niestety było to do przewidzenia. Spędził na trasie kilkadziesiąt minut czekając aż ostygnie. Trochę jadąc, trochę znów czekając, aż w końcu ktoś go kawałek pociągnął i szczęśliwe dotarł na camp. Początek trzeciego dnia to już była masakra. – Wstałem rano i próbowałem uruchomić quada. Szok. Kręci, ale nie pali. To było około 4.50. Razem z mechanikiem próbowaliśmy znaleźć przyczynę awarii. Zaczęliśmy wszystko po kolei sprawdzać – akumulator, paliwo, pompy…W końcu ustaliliśmy, że nie ma iskry – czyli albo moduł albo cewka – opowiada Maciek. Najgorsze było jednak to, że regulamin rajdu zakłada, że zawodnik ma czas na wystartowanie do etapu z dopuszczalnym, maksymalnym spóźnieniem 30 minut, po wystartowaniu ostatniego zawodnika w swojej klasie. – O 7.45 powinienem ruszyć na trasę, tak się jednak nie stało i musiałem wycofać się z rajdu – mówi załamany Albinowski. 
Pozytywnie zakręcony
Kilka dni wcześniej Maciek wysłał nam maila z relacją z pierwszych dni pobytu w Argentynie. Był niesamowicie podekscytowany, nakręcony atmosferą panującą na miejscu. – Wszyscy żyją rajdem, miejscowi widząc „rajdówki” i ludzi z teamów zachowują się jak opętani  – pisał Maciek. Opowiadał, że jeszcze przed nim sporo pracy, by przygotować pojazd do odbioru technicznego. Później odnotował, że jego quad przeszedł pomyślnie testy i jest gotów do startu. Prosił, by pozdrowić kibiców. – Trzymajcie za mnie kciuki. W miarę możliwości będę się odzywał – zakończył Maciek. Kolejne relacje nie były już tak radosne…
A miało być tak pięknie
– Propozycja startu pojawiła się pod koniec stycznia. Z inicjatywą wyszedł Albert Gryszczuk z RMF Caroline Team. Mam być drugim quadowcem. Numerem jeden jest Łukasz Łaskawiec, który w ubiegłym roku stanął na podium. Dla mnie najważniejszym celem będzie ukończenie wyścigu. Jadę tam po naukę i przygodę. Mam nadzieję, że zdobędę tam cenne doświadczenie, które zaprocentuje w przyszłości – opowiadał nam przed rajdem Maciek.
Maciek, jak tylko dowiedział się, że znalazł się w ekipie na Dakar, podporządkował wszystko jednemu celowi – jak najlepiej przygotować się do najcięższego i najtrudniejszego rajdu na świecie. – Przez ostatnie sześć miesięcy budowałem pojazd, jaki wytrzyma trudy rajdu. Quad zbudowałem na bazie yamahy raptor. Z seryjnej maszyny zostało tylko kilka części. Prawie wszystko zostało zmienione, łącznie z silnikiem, który zastąpiłem silnikiem motocyklowym. Musiałem też popracować nad kondycją, bo czeka mnie morderczy wysiłek – mówił Albinowski. Maciek znalazł się w tej samej ekipie co słynny skoczek, a teraz kierowca rajdowy. Adam Małysz jedzie dalej, a Maciek obserwuje rajd z boku…
 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz