Zmarła Krystyna Gadomska (†76 l.), kochająca żona, mama, babcia i prababcia, właścicielka funkcjonującego przez pół wieku zakładu fryzjerskiego w Żarach.
Odeszła Krystyna Gadomska (†76 l.), właścicielka zakładu fryzjerskiego, mistrzyni fryzjerstwa, żona, matka, babcia i prababcia.
– A przede wszystkim człowiek dobrego serca, bo każdemu pomogła, nie zostawiła nikogo w potrzebie. Zawsze uśmiechnięta i życzliwa – mówi Czesław Gadomski, mąż.
Małżeństwem byli od niemal 57 lat. Poznali się, gdy oboje byli nastolatkami.
– Staliśmy w kolejce po bilety w kinie „Pionier” na seans „Królowa Krystyna”, z Gretą Garbo. A moja żona z domu nazywała się Król. Zawsze jej powtarzałem, że poznałem tego dnia królową Krystynę – uśmiecha się Cz. Gadomski.
Już wtedy coś między innymi zaiskrzyło.
– Jakoś tak się uśmiechnęliśmy do siebie. Zamieniliśmy kilka słów. Byłem pod wielkim wrażeniem jej pięknych oczu – wspomina Cz. Gadomski.
Rodzina i dom
Potem była miłość trochę na odległość, bo pan Czesław uczył się w technikum w Wałbrzychu. Ale spotykali się tak często, jak to tylko było możliwe.
– Miała praktyki fryzjerskie u swojego wuja, Rudolfa Hajtnera. Lubiłem patrzeć, jak pracuje. To od zawsze była jej pasja. A ja z tego obserwowania jej też się nauczyłem trochę strzyc. Koledzy w internacie byli z tego bardzo zadowoleni. – dodaje Cz. Gadomski.
Ślub wzięli w 1968 r. Ona miała 19 lat, on 21. Wychowali czwórkę dzieci – Piotra, Joannę, Krystiana i Mateusza.
– Zostaliśmy dziadkami i to osiem razy. Na świecie są też już nasze prawnuki – Dominik (4 l.), Aleksandra (2l.) i Ignacy (6 miesięcy) – wylicza pan Czesław.
To ważne, bo rodzina była także najwyższą wartością dla pani Krystyny.
– Czasy, gdy na świat przychodziły dzieci i budowaliśmy dom, do najłatwiejszych nie należały. Oboje pracowaliśmy, dużo sam robiłem na budowie i zawsze mogłem liczyć na jej wsparcie. I tak przez całe życie… Bo byliśmy razem, wspieraliśmy się, szanowaliśmy – mówi Cz. Gadomski.
– My wspominamy wspólne niedzielne obiady. Zawsze o godz.13., po powrocie z kościoła. Gdy już byliśmy dorośli, samodzielni, niedziela bez tego spotkania nie mogła się wydarzyć – dodaje pan Mateusz, syn.
Wychowani przy suszarkach
Zakład fryzjerski pani Krystyna otworzyła już w ich rodzinnym domu, w 1974 r. I wokół tego zakładu, wielkiej jej zawodowej miłości, toczyło się życie całej rodziny.
– Ja pracowałem w Wełnie, byłem elektroenergetykiem. Ale obserwowałem, jak pięknie układała swoim klientkom włosy. Te piękne koki czy inne fryzury, które teraz nie zawsze fryzjerzy potrafią – mówi mąż.
– A my czasem się śmiejemy, że mówimy głośniej, bo się wychowywaliśmy przy fryzjerskich suszarkach – dodają zgodnie córka Joanna i syn Mateusz.
Dziś wiedzą, że zakład to było miejsce, gdzie pani Krystyna wiele razy usłyszała i o radościach, ale i o kłopotach innych ludzi.
– Zdarzało się, że pomogła komuś, kto nie miał domu. Najpierw obcięła, potem jeszcze poszła do szafy i dała jakąś odzież. By człowiek nie czuł się gorszy, wytykany. Pamiętam, jak wiele razy mama mnie wysyłała z ciastem albo galaretą. Żeby dać, podzielić się. To samo było w domu. Był otwarty dla każdego i jak ktoś przyszedł, to bez herbatki czy poczęstunku nie wyszedł – dodaje pan Mateusz.
Modlitwa i refleksja
Państwo Gadomscy od zawsze byli związani mocno z kościołem, Razem chodzili na pielgrzymki, do Częstochowy.
– Byliśmy w Ruchu Światło-Życie. Wiele razy, za komuny, na pielgrzymkach widzieliśmy śledzących nas tajniaków. Dawaliśmy im kwiaty, żeby zobaczyli, że jesteśmy porządnymi ludźmi – opowiada pan Czesław.
W Żarach oboje blisko współpracowali i przyjaźnili z ks. prałatem Tadeuszem Demelem, potem ks. Tadeuszem Dobruckim, proboszczem parafii p.w. WNMP. Pani Krystyna śpiewała w kościelnym chórze. Gdy wyjeżdżali, najlepiej wypoczywali tam, gdzie mogli, poza kontaktem z przyrodą, pięknymi widokami, mieć możliwość modlitwy i refleksji.
– Takim naszym ulubionym miejscem było Rokitno. Ale także Krościenko nad Dunajcem i Tylmanowa. Często jeździliśmy tam z zaprzyjaźnionymi rodzinami – z uśmiechem wspomina Cz. Gadomski.
Miłość najważniejsza
A gdy już się zdarzyły jakieś ważne uroczystości rodzinne, jak np. wesela, to pani Krystyna gotowa był pierwsza wyjść na parkiet.
– Uwielbiała tańczyć. I była wspaniałą tancerką Czasem się trochę przekomarzaliśmy, próbowała mnie prowadzić. Choć ja kierując się męską ambicją, starałem na to nie pozwalać – wraca do wspomnień mąż.
Wszystko w życiu robili razem.
– Z miłością, z szacunkiem. Mama zawsze nam powtarzała, że najważniejsza jest miłość. Jestem przekonany, że na pewno chciałaby, by to wybrzmiało -dodaje M. Gadomski.
Serce i siły dla zakładu
W swoim zakładzie pracowała do przełomu 2021/2022 roku.
– To był czas dla nas wszystkich bardzo trudny. Dla mamy szczególnie. Już wcześniej wielkim przeżyciem była przerwa spowodowana obostrzeniami związanymi z covidem. Wróciła do pracy, ale zaczęły się kłopoty ze zdrowiem. Z koordynacją ruchów, precyzją – tłumaczy pan Mateusz.
Zakończenie pracy było konieczne, ale dla pani Krystyny niezmiernie trudne.
– Także dla nas, wychowanych przy tym zakładzie, w takim ciągłym ruchu, gdy wciąż było wokół niej tyle ludzi, nagle zrobiło się cicho – tłumaczy pani Joanna.
– A mamę, gdy ktoś zagadnął, co u niej słychać, to przede wszystkim mówiła: „no nie mam już zakładu”. Bo tej pracy, temu zakładowi, poświęciła tyle serca i sił – dodaje syn.
Do końca razem
Diagnoza choroby pani Krystyny była trudna dla całej rodziny. Wiedzieli już wtedy, że żniwo zaczęła zbierać choroba Alzheimera, potem w efekcie pojawiła się też choroba Parkinsona.
Starania o jak największy komfort i cieszenie się sobą jak najdłużej połączyły całą rodzinę jeszcze mocniej.
– Zawsze mogliśmy liczyć na swoje dzieci. Teraz też. Nawet syn, choć z daleka, bo z Warszawy, co chwila przyjeżdżał – mówi pan Czesław.
Z czasem jednak pani Krystyna wymagała fachowej, medycznej opieki. Od sierpnia pani pozostawała na oddziale leczenia długoterminowego. I tam każdego dnia towarzyszył jej ktoś z najbliższych.
Ostatnie pożegnanie
Pani Krystyna odeszła otoczona miłością i wsparciem najbliższych osób w środę, 4.06.
– W Anioł Pański, bo o godz. 12. To modlitwa, którą zawsze razem odmawialiśmy – dodaje mąż.
Masza żałobna w intencji Krystyny Gadomskiej odprawiona zostanie we wtorek. 10.06., o godz. 11, w kościele p.w. WNMP przy ul. 11 Listopada w Żarach. Ostatnie pożegnanie odbędzie się o godz. 13. Krystyna Gadomska spocznie na cmentarzu komunalnym w Żarach.
40
Poprzedni artykuł