Strona główna » Każdy może zostać burmistrzem

Każdy może zostać burmistrzem

przez imperia

Wśród naszych włodarzy najwięcej jest absolwentów uczelni rolniczych, znaleźć można także technika mechanika i technika weterynarii.
W powiecie żagańskim tylko starosta Marek Ślusarski, absolwent technikum mechanicznego w Szprotawie, nie ukończył studiów. Wyższym wykształceniem rolniczym chwalą się wójtowie gmin wiejskich: Tomasz Niesłuchowski (gm. Żagań), Jerzy Adamowicz (gm. Brzeźnica) oraz Marek Szylińczuk z Niegosławic. – Po studiach miałem budować PGR-y. Nawet coś tam po mnie zostało… Przemiany ustrojowe jednak przerwały tę dobrze zapowiadającą się karierę – żartuje J. Adamowicz.
Dowcipny okazał się Wiesław Polit, wójt gminy wiejskiej Żary, który wpierał naszemu dziennikarzowi, że osobie na jego stanowisku wystarczy wykształcenie podstawowe. Tak naprawdę ukończył studia wyższe, ale nie chce się nimi chwalić.
Wśród naszych włodarzy brakuje poliglotów. Większość z nich może pochwalić się jedynie jako tako opanowanym jeszcze w PRL-owskich szkołach językiem rosyjskim.
 
Podyplomówki i poród u świni
Józef Rubacha, burmistrz Szprotawy, oprócz Akademii Rolniczej we Wrocławiu, ukończył też podyplomowe polsko-amerykańskie studia z zarządzania zasobami ludzkimi na Uniwersytecie Śląskim, zarządzanie środkami bezzwrotnej pomocy UE na Uniwersytecie Zielonogórskim oraz studia samorządowe we Wrocławiu. J. Rubacha podkreśla, że nigdy nie potrafił uczyć się w ciszy. – Przygotowując się do matury, słuchałem dużo muzyki poważnej. Materiał do powtórzenia nagrywałem na magnetofonie „ZK” – zdradza burmistrz. Jak podkreśla, jedynym „dopalaczem”, jaki stosował, była gorzka czekolada.
– Dobrze jest pracować w miejscu, które się lubi – zdradza tajemnicę swojego sukcesu Michał Morżak, wójt Lipinek Łużyckich, który swego czasu z miłości do wsi poszedł na rolnictwo do Wrocławia. – Matura poszła mi bardzo dobrze i dała „powera” do dalszej pracy. Uwierzyłem w swoje siły – uśmiecha się wójt.
Z kolei na pracę „organiczną” postawił wójt Tuplic, Tadeusz Rybak, który jako technik weterynarii zjeździł okoliczne gminy. – Nie ma to jak satysfakcja z odebrania udanego porodu u świni bądź wyleczenia chorej krowy – wspomina dawne czasy.
 
Rządzić lasem i miastem
W zielonej gminie Trzebiel mieszkańcy wybrali wójta-leśnika. Marek Iwlew tłumaczy, że zdobyte wykształcenie bardzo mu się przydaje i to nie tylko dlatego, że wokoło same lasy. – Na studiach dużo dowiedziałem się też na temat infrastruktury drogowej i budownictwa – tłumaczy.
Anita Staszkowian, która rządzi w położonej w sercu Borów Dolnośląskich gminie Wymiarki, chwali się ukończeniem studiów z zarządzania miastem. Być może dzięki temu uda jej się spełnić największe marzenie konkurenta z ostatnich wyborów, Zdzisława Lubasa, i upodobnić gminną wieś do małego miasteczka. Jak sama przyznaje, w leśnej gminie niezbyt przydaje się jej znajomość języka francuskiego. – Oczywiście znam też rosyjski. Zawsze byłam dobrą uczennicą. Nawet nie bardzo pamiętam maturę, bo podeszłam do niej zupełnie bez stresu – dodaje.
Pedagogami są burmistrz Małomic, Małgorzata Sendecka i rządzący Gozdnicą, Zdzisław Płaziak. Oboje zapewniają, że wiadomości z psychologii i pedagogiki pomagają im kierować zespołem urzędników. Adam Gliniak, który pedagogiczne podstawy podparł doświadczeniem nauczycielskim, także przekonuje, że dzięki wykształceniu nie ma problemów z podwładnymi.
 
Inżynier, zapaśnik, finansista
– Zawsze chciałem być politykiem. Interesowałem się tym już w podstawówce – zapewnia wójt Brodów, Ryszard Kowalczuk, który studiował nauki społeczne i polityczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Nauczył się tam języka angielskiego i niemieckiego. – To na pewno wykształcenie odpowiednie dla wójta – uśmiecha się.
Zootechnikiem jest Helena Sagasz, burmistrz Jasienia, która zapewnia, że w zarządzaniu środkami unijnymi pomaga jej podyplomówka w warszawskiej Szkole Biznesu. – Na studiach uczyłam się niemieckiego, ale wiele lat przerwy w kontakcie z językiem zrobiło swoje – przyznaje burmistrz. – Na co dzień niezbyt się przydaje w mojej pracy – zaznacza.
Burmistrz Żar, Wacław Maciuszonek, ma wykształcenie techniczne – jest inżynierem mechanikiem. Inżynierem rolnictwa jest z kolei burmistrz Lubska, Bogdan Bakalarz, a żarski starosta Marek Cieślak – niegdyś zapaśnik i trener – skończył Akademię Wychowania Fizycznego w Poznaniu.
Średnie wykształcenie ma rządzący Łęknicą Jan Bieniasz. – Z racji sąsiedztwa, umiem dogadać się po niemiecku – mówi burmistrz. Zastrzega przy tym, że po ponad 30 latach od ukończenia szkoły, z jego rosyjskiego za wiele nie zostało. – Nie było okazji, żeby go używać – wyjaśnia.
Zarządzanie i marketing na Uniwersytecie Zielonogórskim skończył z kolei Ryszard Klisowski, wójt gminy Przewóz. – Potem jeszcze zrobiłem studia podyplomowe z zarządzania środkami unijnymi – chwali się. Wójt zna dobrze język angielski.
Sławomir Kowal, burmistrz Żagania, który przy każdej okazji kreuje się na wytrawnego managera, ukończył zarządzanie strategiczne, a potem studia podyplomowe na kierunku kontrola finansowa i audyt wewnętrzny – oba na Politechnice Zielonogórskiej. Oprócz poczciwego języka rosyjskiego, S. Kowal szczyci się również znajomością niemieckiego i angielskiego, ten ostatni – ponoć od 12 lat – doskonali dwa razy w tygodniu.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz