Tylko 300 metrów od najbliższych domów ma powstać zakład utylizacji opon w Kadłubii. Mieszkańcy nie zgadzają się na inwestycję. Mają dosyć smrodu z oczyszczalni ścieków i wysypiska odpadów.
– To jedna z najtrudniejszych spraw, jakie przyszło nam rozstrzygnąć – przyznał na sesji Rady Miejskiej Patryk Faliński, wiceburmistrz Żar. Firma DS. Reecology złożyła do żarskiego magistratu wniosek o wydanie decyzji środowiskowej, która jest niezbędna przy tego typu inwestycji. Recykling opon miałaby odbywać się na terenie żarskiej oczyszczalni ścieków przy ul. Żurawiej. Budowie instalacji przeciwstawili się mieszkańcy okolicznych wsi – Kadłubii i Olszyńca. Kilkaset osób w ramach konsultacji społecznych złożyło protest w sprawie budowy. Mieszkańcy skarżą się, że po powstaniu nowego zakładu będzie doskwierał im uciążliwy hałas wynikający ze wzmożonego ruchu samochodów. Protestujący doliczyli się, że dziennie do instalacji ma dojeżdżać blisko 50 samochodów. Uważają, że instalacja do recyklingu opon i odpadów gumowych negatywnie wpłynie na środowisko naturalne, w tym na ich zdrowie i życie, a w razie awarii do powietrza dostaną się dioksyny, które są jedną z najgroźniejszych trucizn. Właściciele domów i działek w podżarskiej miejscowości obawiają się, że tak niebezpieczna instalacja spowoduje spadek wartości ich nieruchomości.
Nie będzie przekroczeń
Firma DS Reecology w przygotowanym przez siebie raporcie oddziaływania na środowisko przyznaje, że inwestycja spowoduje emisję zanieczyszczeń do powietrza i emisję hałasu. Inwestor zapewnia jednak, że dopuszczalne normy nie będą przekroczone. „Hałas i emisja zanieczyszczeń do atmosfery stanowi tak znikomy wskaźnik, że nie będzie oddziaływać negatywnie na społeczeństwo” – czytamy w raporcie. Firma planująca budowę przekonuje wręcz, że niewybudowanie instalacji negatywnie wpłynie na otaczające środowisko, bo nie będą zagospodarowywane zużyte opony i inne odpady gumowe.
Głowa w piasek
Bojaźliwie zachowuje się żarski Urząd Miasta. Z jednej strony, nie chce narazić się dużej grupie mieszkańców, a z drugiej, brakuje mu argumentów do tego, żeby wydać negatywną decyzję dotyczącą inwestycji. Urzędnicy postanowili pójść już raz sprawdzonym torem. Tak długo przedłużać procedury, żeby albo inwestor się zniechęcił i zrezygnował z inwestycji (taka metoda sprawdziła się w przypadku malarni w Spomaszu), albo żeby protesty mieszkańców na tyle ucichły, by można było bez większych oporów społecznych wydać decyzję korzystną dla inwestora.
Po protestach mieszkańców, urzędnicy wezwali inwestora do uzupełnienia raportu oddziaływania na środowisko. Ma na to 3 miesiące. Po uzupełnieniu ponownie raport będzie poddany konsultacjom społecznym. Wtedy zaprotestować będą mogli mieszkańcy i tak przepychanka może trwać wiele miesięcy.
21
Poprzedni artykuł