Czuła, że zaczyna jej się palić grunt pod nogami, gdy burmistrzem został Wacław Maciuszonek. Elżbieta Łobacz-Bącal (60 l.) publicznie dopytywała, czy będzie kolejną do zwolnienia. Teraz przechodzi na emeryturę. Czy to przypadek?
– Jeżeli ma się prawo do emerytury, to trzeba z tego skorzystać – tłumaczy była naczelniczka wydziału oświaty, kultury i kultury fizycznej w żarskim Urzędzie Miasta. – Mam dużo planów, na które nie starczało mi już czasu. Jestem pewna, że podjęłam dobrą decyzję.
Maciuszonek nie dał się skusić
Gdy w 1998 roku ówczesny burmistrz Franciszek Wołowicz zaproponował jej posadę naczelnika wydziału oświaty, była radną z ramienia Unii Demokratycznej. Do urzędu trafiła ze szkoły, gdzie pracowała jako nauczyciel wychowania fizycznego. Była już naczelniczka zarzeka się, że do tej pory jest w niej dusza nauczyciela i świetnie czuje się, gdy staje przed grupą młodych ludzi. – Życzyłabym sobie, żeby każdy nauczyciel pobył przez jakiś czas urzędnikiem i na odwrót. Wtedy mielibyśmy większy szacunek do siebie nawzajem – mówi E. Łobacz-Bącal.
Serce oddała turystyce. Przez wiele lat, do lutego tego roku, była prezesem żarskiego PTTK. Zorganizowała setki wycieczek. Na wspólny wyjazd nie raz udało jej się namówić Romana Pogorzelca, byłego burmistrza, ale jego następca, W. Maciuszonek, już nie dał się skusić.
– Zrezygnowałam z bycia szefem PTTK, bo czekała mnie operacja i nie byłam pewna jej wyniku. Cały czas jestem jednak członkiem i należę do klubu turystyki aktywnej „Ryś” – opowiada pani Ela. – Każdy weekend do listopada mam już zajęty, a w piątek, 14 października, prowadzę wycieczkę po Łużycach dla seniorów.
Uwielbia góry, rowery, kajaki, a w zimie narty biegowe i zjazdowe. Uczestniczyła w przeszło 100 obozach młodzieżowych i przekonuje, że z każdego może przytoczyć jakąś ciekawą lub śmieszną historię. – Na jednym z wyjazdów wpuścili mi jeża do namiotu. Czekali, aż zacznę krzyczeć, ale się nie doczekali. Nie przestraszyłam się – opowiada E. Łobacz Bącal.
Porażka
Naczelnikiem wydziału oświaty była 13 lat. Jak wspomina, co roku najbardziej przeżywała przyjęcia do przedszkoli – to, że zawsze brakowało miejsca i rodzice odchodzili z kwitkiem. Przyznaje też, że najwięcej kontrowersji budził podział pieniędzy w konkursach organizowanych przez Urząd Miasta, ale zapewnia, że zawsze starała się rozdzielać je sprawiedliwie. Za swoją porażkę uważa kiepski stan infrastruktury sportowej w Żarach. – To jest moją największą bolączką. Żary powinny mieć porządny stadion lekkoatletyczny, na którym można by rozgrywać zawody o randze wojewódzkiej, a nawet ogólnopolskiej – uderza się w pierś E. Łobacz-Bącal.
Nie boi się burmistrza
Na swojego następcę nie namaściła nikogo, zresztą raczej nie miała takiej szansy. Przyznaje jednak, że świetnie współpracowało jej się z Urszulą Rzeźnik, jej zastępczynią. – Ona wie, jakie są problemy i potrzeby i dobrze byłoby, gdyby burmistrz się z nią dogadał – mówi z nadzieją E. Łobacz-Bącal. Zastrzega, że nie jest od tego, żeby wybierać naczelnika, choć swoje pozytywne zdanie o U. Rzeźnik przekazała burmistrzom. O Elżbiecie Maj, pracownicy żarskiego kuratorium, która prawdopodobnie ma ją zastąpić, mówi krótko: – Na pewno jest ekspertem w dziedzinie oświaty.
E. Łobacz-Bącal nie narzeka głośno na współpracę z W. Maciuszonkiem, choć przyznaje, że „każdy ma inną osobowość i trzeba to zaakceptować”. Zaprzecza, jakoby bała się burmistrza, a takie opinie krążą po ratuszowych kuluarach. – Zdarzało się nawet, że burmistrz sam przychodził do mnie o coś zapytać – opowiada E. Łobacz-Bącal.
Planów jest dużo
Na emeryturze nie będzie się nudziła. – Planów jest bardzo dużo. Zawody, wycieczki. Chcę działać dla naszych mieszkańców i zachęcić ich, żeby korzystali z propozycji wszystkich organizacji pozarządowych – zapowiada. Zamierza poświęcić więcej czasu wnukom i karierze w lokalnej polityce. W końcu jest radną powiatową.

