Strona główna » Jedli skażone mięso

Jedli skażone mięso

przez imperia

Panika w Przylaskach. Na imprezie sylwestrowej, na której bawiło się 100 osób, serwowano mięso z larwami groźnego włośnia.
Gdy do szpitala z objawami włośnicy trafiła kobieta, która kilka dni przed balem jadła kiełbasę z dzika, pochodzącą od tego samego producenta, co wędliny serwowane na zabawie sylwestrowej, w niewielkiej wsi natychmiast skojarzono fakty i zapanowała ogólna panika. Strach był tym większy, że tuż po sylwestrze w szpitalu wylądował jeden z jego uczestników. – Ojciec miał gorączkę i czuł się bardzo słabo. Na szczęście było to tylko przeziębienie. Już jest dużo lepiej – wzdycha z ulgą Paweł Trubiłowicz. Podkreśla jednak, że rodzina z niepokojem czekała na wyniki badań, które wykluczyłyby włośnicę.
 
Nie wolno lekceważyć

O sprawie dowiedział się także Sanepid i natychmiast zarządził badania kiełbasy, która została po zabawie. Te wykazały, że mięso było skażone groźnymi larwami włośnia. Sanepid odesłał wszystkich uczestników zabawy do lekarza. Teraz ludzie muszą trwać w niepewności do końca tygodnia. – Ważne, żeby obserwowali stan swojego zdrowia – radzi Jacek Stępień, powiatowy inspektor Sanepidu. Podkreśla, że w początkowym stadium włośnica jest jak najbardziej uleczalna. Pierwsze symptomy pojawiają się już zwykle po tygodniu od zjedzenia skażonego mięsa. Wysoka gorączka, bolesność mięśni, biegunka i obrzęk twarzy – tych sygnałów nie wolno lekceważyć, bo larwy włośnia potrafią spowodować śmiertelne stany zapalne mózgu, płuc czy serca.
Pojawia się pytanie, gdzie jeszcze mogło trafić skażone mięso i ilu mieszkańcom regionu może grozić śmiertelna choroba. Okazuje się, że na szczęście mężczyzna, który przyrządził wędliny, nie produkuje ich masowo. – Zajmuje się tym okazjonalnie. W tym wypadku mięso pochodziło od dwóch dzików ustrzelonych pod Cybinką – tłumaczy szefowa słubickiego Sanepidu Jadwika Caban-Korbas. Uspokaja, że skażona partia na pewno nie trafiła ani do sklepów ani na inne zabawy.
 
Skąd larwy w mięsie?
Jak zapewnia Koło Gospodyń Wiejskich z Przylasek, które zorganizowało imprezę sylwestrową, mięso z masarni w Kunowicach pod Słubicami, które jedli goście podczas zabawy, było badane na obecność włośnia. Zaświadczenia te widział słubicki Sanepid. Skąd więc larwy w mięsie? – Trwa ustalanie wszystkich faktów. Rzeczywiście pewne elementy układanki nie pasują w całej tej historii – przyznaje J. Stępień.
Więcej powinno być wiadomo po weekendzie. O konkretnych ustaleniach Sanepidu poinformujemy w następnym numerze „GR”.
 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz