Strona główna » Jak major chwasty palił

Jak major chwasty palił

przez imperia

Wypalanie sterty roślin po wiosennym porządkowaniu ogródka fatalnie zakończyło się dla właściciela zabudowań gospodarczych w Czernej (gmina Tuplice). Niby nikt nie powinien tego robić, ale mundurowemu z państwowych służb jakoś szczególnie nie wypada. Do gaszenia pożaru trzeba było ściągać strażaków z całej okolicy.
Nie wiedzie się ostatnio naszym mundurowym, oj, nie wiedzie. Najpierw wpadkę z odwrotnie naszytą flagą na rękawie koszuli od munduru zaliczył Mariusz Morawski, komendant PSP w Żarach, co spowodowało lawinę domysłów, czy przypadkiem nie reprezentuje straży ogniowej z księstwa Monako. Teraz wiatr w oczy – i to niemal dosłownie – zawiał Marcinowi Kolasie, przewodniczącemu prezydium zarządu głównego Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Funkcjonariuszy Straży Granicznej. Na pagonach swojego munduru M. Kolasa nosi dystynkcje majora.
I to on jest właścicielem działki rekreacyjnej w Czernej, gdzie w piątek, 5.05., doszło do pożaru zabudowań gospodarczych. Wcześniej M. Kolasa robił tam wiosenne porządki.
 
Gasili przez trzy godziny
Gdy ognisko „wymknęło się spod kontroli”, czyli gdy rozgorzał pożar, jako pierwsi u majora pojawili się miejscowi ochotnicy, ale od razu było wiadomo, że będą potrzebowali pomocy. Trzeba było wysyłać kolejne zastępy.
– Akcja gaśnicza trwała niemal 3 godziny, a z ogniem walczyło w tym czasie 7 zastępów i 23 strażaków z czterech różnych jednostek – z Lubska, Trzebiela, Dębinki oraz Tuplic. Na miejscu był też dowódca Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Lubsku. Strażacy, którzy gasili płonące budynki i bronili resztę zabudowań, by ogień się nie rozniósł, pracować musieli w aparatach oddechowych – mówi mł. kpt. Paweł Brela, oficer prasowy Komendy Powiatowej PSP w Żarach.
 Informacja o pożarze do strażaków dotarła o godz. 14.40. Ale bynajmniej nie byli oni pierwszymi służbami, które tego dnia pojawiły się na pechowej posesji.
 
Wypatrzyli z wieży ognisko
 
Pożar jeszcze przed wezwaniem służb został dostrzeżony z tzw. dostrzegalni Nadleśnictwa Lubsko, czyli wieży przeciwpożarowej, z której obserwowane są tereny leśne. Czerna jest otoczona lasami, więc było podejrzenie, że może palić się las.
– Widać było unoszący się dym, dlatego do sprawdzenia tego został skierowany leśniczy. Był w pobliżu, więc pojechał od razu zweryfikować. Stwierdził, że na prywatnej posesji właściciel wypala pozostałości roślinne, gałęzie. Dlatego leśniczy odjechał, bo nie był to pożar lasu i lasowi nie zagrażał. Traktujemy to jako interwencję, ale dalej z tym nic nie robimy, bo w naszej kompetencji leży nadzór nad lasami, czyli pożary lasów, a także takie, które lasom zagrażają – tłumaczy Karol Białkowski, specjalista ds. użytkowania i ochrony przeciwpożarowej lasu.
Nieoficjalnie słyszymy, że leśniczemu właściciel tłumaczył, że jeszcze z dwie godziny powypala i na tym skończy. Czyżby bał się afery za nie za bardzo legalne ognisko?
– Ale wiatr mu chyba nie w tę stronę zawiał. I jak dmuchnęło, to się zaraz ta wiata zajęła. Kilkanaście minut to może trwało i musiał wzywać strażaków – słyszymy komentarze.
 
Przyjarał słup energetyczny
Rzeczywiście, zgłoszenie do straży pożarnej dotyczyło jednej drewnianej wiaty. Dyżurny natychmiast do akcji skierował najbliższą jednostkę, czyli OSP Tuplice. Ale pomimo tego, że druhowie zebrali się niemal natychmiast i przyjechali ratować, to pierwsze, co zauważyli, to płonącą kolejną wiatę. I nie tylko. Bo paliła się też trawa na posesji i… słup energetyczny. I ogień szedł dalej.
– Pożar stwarzał realne zagrożenie dla budynku gospodarczego. Działania strażaków polegały nie tylko na gaszeniu pożaru palących się wiat poprzez użycie dwóch prądów piany sprężonej w natarciu, ale równocześnie prowadzone były działania w obronie zagrożonego budynku gospodarczego. Przepaleniu uległa również linia energetyczna przechodząca przez posesję, w związku z tym na miejsce wezwane zostało pogotowie energetyczne – dodaje P. Brela.
 
Wypadek
Strażacy prawdopodobnej przyczyny pożaru dopatrują się właśnie w rozpalonym ognisku.
– Według naszych ocen była to nieostrożność w posługiwaniu się ogniem podczas wypalania resztek roślinności – potwierdza P. Brela. 
Pewne jest jednak, że do oficjalnych rozmów M. Kolasa się – nomen omen – nie pali. Chcieliśmy się dowiedzieć, jak to się stało, że paląc ognisko, próbował zlikwidować problem sprzątania na działce. Dlaczego wypalał?
– Nie udzielam żadnych informacji w tej kwestii. Jest to wypadek. Zbyt dużo poniosłem i stresów, i kosztów związanych z tych wydarzeniem – M. Kolasa ucina wszelkie pytania.
 
Wstyd
Po tym pożarze i akcji gaśniczej, strażacy na swojej stronie internetowej postanowili przypomnieć, że wypalanie, w zależności od okoliczności, narusza co najmniej kilka ustaw – o ochronie przyrody, o lasach, do tego kodeks wykroczeń, a nawet kodeks karny. I w najbardziej skrajnej sytuacji „wypalaczom” grozi nie tylko grzywna nawet do 5 tys. zł, ale i odsiadka aż do 10 lat.
Bo wypalać na działce niczego nie można. Rośliny należy składować na kompostowniki. Można też oddać odpady zielone, przedtem zgłaszając do Urzędu Gminy taką potrzebę. I zapłacić. Droga na skróty to nie tylko ryzyko sankcji, ale – jak w tym przypadku – panie majorze, chyba i wstyd.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz