Z Łukaszem Matyjaskiem (35 l.), żarskim radnym, rozmawiamy o pracy w samorządzie oraz stowarzyszeniu „Żaranin”.
„Regionalna”: Jak się panu pracuje w Radzie Miasta?
Łukasz Matyjasek: Dobrze. Mam określone cele, które staram się realizować. To, co obiecałem w wyborach mieszkańcom ul. Okrzei, realizuję. I jest mi przykro, kiedy Dariusz Grochla (przewodniczący Rady Miasta w Żarach – przyt. red.) określa nas, radnych, „krawężnikową radą”, że zajmujemy się właśnie chodnikami i podstawowymi problemami mieszkańców. Dodam tylko, że przecież on sam jest radnym od krawężników na ul. Zgorzeleckiej, z którymi nie może sobie poradzić. Uważam, że jesteśmy właśnie po to, aby załatwiać te podstawowe problemy swoich wyborców.
Jeżeli przewodniczący nie szanuje radnych, to czy sam nie powinien podać się do dymisji? A jeśli nie, to radni muszą zareagować – albo go pouczymy o niestosowności takich wypowiedzi, albo po prostu odwołamy.
A co panu przeszkadza w żarskiej Radzie Miasta?
Nie lubię radnych, którzy w kółko powtarzają puste hasła, wciąż takie same. Nie podobał mi się przykład dyskryminacji kobiet przez Jacka Niezgodzkiego, kiedy mówił, że burmistrz Danuta Madej powinna dbać o kwiaty w mieście, a Pogorzelec (były burmistrz Żar – przyt.red.) nie musiał. Nie podobają mi się także sztuczne podziały. Tu „na dole” nie jest istotne, z jakiej opcji politycznej płyną dobre pomysły.
A jak się układa współpraca w burmistrz Danutą Madej?
Bardzo dobrze. Miasto jest przychylne organizacjom pozarządowym. Sami pytają mnie, czy mam jakiś pomysł, zwracają się z propozycją współpracy. Moja ulica Okrzei się rozwija. Wchodząc do urzędu, widzę teraz uśmiechniętych ludzi. Nie mam żadnych uwag co do sposobu zarządzania miastem przez obecną panią burmistrz.
Czy to nie pachnie lizusostwem?
Nie. Wystarczy wspomnieć, że burmistrz postawiła na projekty, co bardzo odciąża miasto z wydawania pieniędzy publicznych. Jednostki podległe burmistrzowi działają dobrze. Pekom w końcu wypracowuje zyski.
Pana stowarzyszenie – „Żaranin” – przejęło zadania Młodzieżowego Domu Kultury. Jest lepsze?
Nie mam się czego wstydzić. Przede wszystkim jest więcej sekcji zainteresowań, więcej chętnych na zajęcia. Osiągamy sukcesy w tańcu, w grze na gitarze. Działamy na większym terenie. Ponadto nie pochłaniamy takich środków jak dom kultury. Otrzymujemy od starostwa rocznie ok. 100 tys. zł na działalność w powiecie. Dla porównania podam, że Młodzieżowy Dom Kultury otrzymywał kwotę ok. 800 tys. zł
Czy praca w stowarzyszeniu „Żaranin” przynosi panu zyski?
Wszystko, co zarabiamy, idzie na cele statutowe, w tym głównie na wynagrodzenia dla nauczycieli prowadzących zajęcia w ramach współpracy ze starostwem. Nie robię tego z myślą o dochodach.
Skąd w takim razie czerpie pan dochody?
Otrzymuję wynagrodzenie z „Żaranina”, oprócz tego pracuję w barze rodziców, mam agencję artystyczną oraz pobieram dietę jako radny.
Czy to prawda, że pana stowarzyszenie ma szansę otrzymać budynek po Szkole Podstawowej nr 2 przy ul. Witosa?
Na razie wiem, że jeszcze będzie wystawiony przez miasto na sprzedaż. Ale nie ukrywam, że każde stowarzyszenie prowadzące działalność kulturalną, jak choćby nasze, chciałoby mieć taki obiekt z salą widowiskową. Musiałbym to przeanalizować z zarządem, czy byłoby nas stać na jego utrzymanie. To zabytek. Do tego położony na pięknym terenie.
Skoro mowa o kulturze, jak pan ocenia jej kondycję w mieście?
Zwykle jest tak, że chciałoby się więcej kultury. Ale ja uważam, że może warto przeanalizować, które rzeczy się sprawdzają, a z których można zrezygnować i zastąpić je nowymi imprezami. To jednak zależy od pomysłów jednostek, które w mieście decydują o kształcie kultury.
Czy chciałby pan zostać burmistrzem?
Oj nie… to za wysokie aspiracje jak dla mnie. Poza tym wiem, ile to jest pracy.
A na przykład dyrektorem domu kultury?
Hmmm…, czas pokaże, ale nie wykluczam…
Jak spędza pan wolny czas?
Nie mam go za wiele, ale poświęcam te chwile rodzinie. Lubimy robić wypady z dziećmi i żoną poza dom. Idę z nimi na plac zabaw, czasem gdzieś wyjeżdżamy. Mam dwoje dzieci, siedmioletniego Szymona i trzyletnią Amelkę. Żona Sylwia nie pracuje zawodowo.
29
Poprzedni artykuł