Iwona Matkowska, zapaśniczka Agrosu, wywalczyła kwalifikację do Igrzysk Olimpijskich w Londynie. To pierwsza sportsmenka w historii, która będzie reprezentować żarski klub na igrzyskach.
Kwalifikację do Igrzysk Olimpijskich w Londynie Iwona wywalczyła w minioną niedzielę, w Bułgarii (22.04.). W finale kategorii 48 kg zwyciężyła Niemkę Alexandrę Engelhardt 2:0 (4:0, 4:2). Matkowska, tegoroczna mistrzyni Europy w wadze 51 kg, pokonała kolejno Włoszkę Silvię Felice w rundach 2:0 (4:0, 2:0), Rosjankę Nadieżdę Fiedorową 2:0 (3:0, 4:0) oraz w półfinale Rumunkę Esterę Dobre 2:0 (4:3, 5:0).
Nie powiodło się pozostałej trójce podopiecznych trenera Jana Godlewskiego, które stoczyły cztery walki i zdołały wygrać zaledwie jedną. Nie udało się także zapaśnikom w stylu klasycznym. Żaden z pięciu startujących w Sofii nie zdołał wywalczyć miejsca w turnieju olimpijskim. Jak dotychczas, polscy klasycy mają dwie kwalifikacje z ubiegłorocznych mistrzostw świata w Stambule – Damian Janikowski (Śląsk Wrocław, 84 kg) oraz jego kolega klubowy Łukasz Banak (120 kg). Przed Polakami dwa pozostałe turnieje kwalifikacyjne – w Chinach (27-29 kwietnia) i Finlandii (4-6 maja).
Do trzech razy sztuka
To trzecie podejście Iwony do igrzysk. Do Aten nie pojechała ze względu na historię z dopingiem. Tuż przed najważniejszymi turniejami kwalifikacyjnymi podczas kontroli antydopingowej wykryto u niej niedozwolony środek. Zawodniczka zażądała pobrania i zbadania próbki B. Oczywiście nic nie wykryto, zawodniczkę oczyszczono z zarzutów, ale na wyniki kontroli czekała dwa miesiące – była w tym czasie zawieszona (normalnie procedura trwa dwa tygodnie). Komuś bardzo zależało, by Iwona nie pojechała do Aten. Matkowska ma swoją teorię, ale nie chce już wracać do tej historii. Z kolei w walce o wyjazd do Pekinu przegrała z kontuzją. Bitwa o Londyn miała być ostatnią szansą. Teraz Londyn jest pewny, a przed Iwoną największe wyzwanie w jej zapaśniczej karierze. Powoli dociera do Iwony, co udało się jej osiągnąć. Spełniła swoje sportowe marzenia.
Jedzie po medal
Dużo dały jej przenosiny do Poznania, gdzie podjęła pracę w wojsku i treningi w tamtejszym klubie specjalizującym się w stylu wolnym. Tam spotkała życzliwych ludzi, którzy bardzo jej pomogli. To był strzał w dziesiątkę. Idealne warunki do treningów, nowy szkoleniowiec, sparingpartnerzy. Władysław Stacyk, srebrny medalista IO z Moskwy, zrobił z niej zupełnie „nową” zawodniczkę. Bardziej pewną siebie, wyluzowaną. To widać. Pomogły jej również specjalne nagrania motywacyjne, których słucha tuż przed najważniejszymi walkami. To mało znana metoda, ale coraz więcej sportowców z niej korzysta. Twierdzi, że te nagrania tak ją pozytywnie nakręcają, że jest w stanie wygrać z każdą rywalką. W tym sezonie pokonała zawodniczki, z którymi do tej pory przegrywała. Nie boi się nikogo. Mówi otwarcie, że jedzie do Londynu po medal.
Świetnie zna lotniska
Trenuje i pracuje w Poznaniu, ale jest mocno związana z Żarami. Reprezentuje Agros. Tu zaczynała przygodę z zapasami. Tu ma rodzinę. Jej pierwszym trenerem był Franciszek Dendewicz, a później Bogdan Kępiński. Najbardziej jednak rozwinęła się pod okiem Ryszarda Dynowskiego. To jemu zawdzięcza najwięcej. W 1998 r. zdobyła swój pierwszy medal w międzynarodowej imprezie. Wywalczyła srebro w kategorii kadetek podczas mistrzostw świata w Manchesterze.
W Żarach ma wielu przyjaciół i fanów. Pomagają jej oddział ortopedii 105. Szpitala Wojskowego, zakład rehabilitacji „Szpital na Wyspie”, specjaliści od suplementacji „Witaminka”. A od niedawna firma Kronopol. Najważniejsze jest jednak wsparcie rodziny i narzeczonego.
Sport, a szczególnie zapasy, to ogromne wyrzeczenia. Robienie wagi, obozy, ciężkie treningi. Iwona jest ponad dwieście dni w roku poza domem. Ludzie mówią, że zwiedza cały świat, świetnie zarabia. Iwona odpowiada: – Tak, świetnie znam…lotniska, a w zapasach nie płacą tyle, co w innych, bardziej popularnych dyscyplinach.
Zapewnia, że niczego nie żałuje. Warto było. Iwona wspięła się na Olimp, co jest marzeniem każdego sportowca.

