Strona główna » Inwazja trujących roślin

Inwazja trujących roślin

przez imperia

Mieszkańcy Zimnej Brzeźnicy są przerażeni. – Zarastają nas trujące chwasty! Parzą dzieci i zagrażają zwierzętom – alarmują ludzie. Po interwencji „GR” wójt obiecał pomoc.
Trujący barszcz Sosnowskiego pojawił się we wsi kilka lat temu. – Cholera wie, skąd się wziął, na pewno nikt tu tego specjalnie nie siał – mówi Paweł Żołądek, który w Zimnej Brzeźnicy mieszka ok. 30 lat.
Dorastający do prawie pięciu metrów chwast wydziela sok, który po zetknięciu ze skórą powoduje dotkliwe oparzenia. W lżejszych przypadkach pozostawia utrzymujące się przez wiele miesięcy blizny, w cięższych może dojść do obumarcia tkanek, które trzeba chirurgicznie wycinać. Osoby uczulone kontakt z barszczem mogą przypłacić życiem.
 
O włos od tragedii
Barszcz to prawdziwe utrapienie, z każdym rokiem jest go coraz więcej. Zarasta nieużytki i rowy – złoszczą się mieszkańcy. Próbowali na własną rękę walczyć z trującym chwastem, ale zadanie ich przerosło.
– Nie mamy odpowiedniego sprzętu, a każdy kontakt z rośliną to ogromne ryzyko – nie pozostawia złudzeń Maria Szajna, której przy wycinaniu barszczu sok prysnął w oko. – Wylądowałam w szpitalu, na szczęście oko udało się uratować – mówi.
– Dlaczego gmina nam nie pomoże? Przecież to głównie na gminnych terenach rośnie to świństwo – wytyka Grażyna Kowalska, mama małego Mikołaja. Chłopiec niedawno podczas zabawy przez przypadek dotknął liści barszczu. Na skórze od razu pojawiły się bolesne bąble. – Bardzo bolało, teraz mam blizny – chłopiec pokazuje poparzone plecy.
Rodzice boją się, że w każdej chwili może dojść do tragedii. – Strach puszczać dzieci na podwórko – wzdryga się Kamila Kopeć.
 
Gmina usunie
Walka z barszczem jest czasochłonna. Instytut Ochrony Roślin w Poznaniu informuje, że podcinanie korzeni, ścinanie roślin, koszenie, usuwanie baldachów powinno w ciągu kilku sezonów wegetacyjnych zniszczyć rośliny. Gdy do tego zastosuje się odpowiednie środki chemiczne, można się ich pozbyć całkowicie.
– Jeżeli faktycznie na gminnym terenie wyrosły niebezpieczne rośliny, to je usuniemy – zapowiada wójt Marek Szylińczuk, podkreślając, że gminni urzędnicy zajmą się problemem. Barszczu nie ma na liście toksycznych roślin i nie ma prawnych możliwości, żeby zmusić prywatnego właściciela terenu, na którym rośnie chwast, do jego zniszczenia. – Jeżeli jednak ktoś nas o taką pomoc poprosi, to nie odmówimy – deklaruje wójt.
Wójcie, w imieniu czytelników, trzymamy za słowo.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz