Rozmowa z Adamem Wierzbickim, poetą z Dłużka (gm. Lubsko).
Regionalna: Lubi pan rozmawiać o przeszłości?
Adam Wierzbicki: Przeszłość jest dla mnie zamkniętym tematem, ale porozmawiać zawsze można, wrócić, powspominać na wesoło.
W Pana życiu wiele się działo, ma Pan za sobą wiele trudnych momentów. Jak przy tej ogromnej wrażliwości jaką pan posiada jako pisarz radzi Pan sobie z życiowymi przeszkodami? Czy one wzmacniają, czy osłabiają?
Na początku zawsze osłabiają, ale do tej pory nie zabiło mnie nic, a ludzie mówią, że „co nas nie zabije to nas wzmocni”. Ale chciałbym mieć tych przeszkód coraz mniej przed sobą. Jeśli się trafią, chciałbym je przeskoczyć tak bez żadnej, nawet najmniejszej kontuzji.
Poezja, czy proza, co jest panu bliższe?
Ja lubię prozę, ale nie mam na nią czasu. Jeszcze nie wydałem żadnych zwartych opowiadań, czy powieści, ale na to przyjdzie pora. Na razie wydałem 7 zbiorów poetyckich, bo zdecydowanie łatwiej jest wydać poezję niż prozę. Ale proza niech jeszcze poczeka, może zarobię na niej trochę pieniędzy.
Co pana inspiruje, otaczająca rzeczywistość?
Samo życie. Nawet napisałem esej pod takim tytułem.
Urodził się Pan w Krośnie Odrzańskim, ale żyje i tworzy w Dłużku.
W Dłużku mam cudowną bazę i port do którego zawijam, choć zdarzało mi się niejednokrotnie z niego wypłynąć. W tej chwili żyję na dwa porty, w Nowogrodzie Bobrzańskim i Dłużku, okres wypływania na szeroką wodę uważam za zamknięty.
Mówiąc „szeroka woda” ma Pan na myśli prowadzenie nieco imprezow0-artystycznego życia?
Nie tylko to, również pobyt w różnych instytucjach, w których wcale nie chciałem być.
Co ma Pan na myśli?
Okratowaną celę.
Czy więzienie pana zmieniło?
Tylko na lepsze. Najwyraźniej wszystko co nas spotyka, jest po coś.
Wróćmy do poezji, jest pan laureatem wielu prestiżowych nagród w ogólnopolskich konkursach, utwierdziło to Pana w przekonaniu, że warto to robić?
Dzięki tym nagrodom uwierzyłem w siebie, a poczucie własnej wartości jest najważniejsze. Poza tym szły za tym pieniądze. Ale gdy ich nie było, szukałem czegokolwiek, by zarobić na życie. Ja żadnej roboty się nie boję.
Od kilku lat jest Pan szczęśliwie zakochany.
Tak, Renata mieszka w Nowogrodzie. Ona też pisze, świetną prozę i bardzo dobrą poezję. Jest dla mnie w tej chwili wszystkim, czego pragnę i czego potrzebuję. Nawzajem się uzupełniamy.
Czy takiej bratniej duszy szukał pan przez całe życie?
Tak, i to przez 25 lat. Ale ją znalazłem. I teraz czuję się spełniony, nie tylko jako twórca, ale także jako mężczyzna.
Jak pogodzić życie na dwa domy? W Dłużku zostali rodzice, którym pan pomaga. Jest ogród i pole.
Trzeba to sobie poukładać, jakoś mi się to udaje. Ponoć w życiu czasem trzeba sięgnąć dna, by w końcu przejrzeć na oczy i docenić to, co mamy.
Wiem, że uwielbia Pan góry. Czy tam łapie Pan dobrą energię?
2500 m n.p.m. to zawsze jest bliżej Boga. Tam się wyciszam i uczę pokory. To nasza wspólna pasja, moja i Renaty, razem zdobywamy korony gór. I tak sobie idę przez życie w butach poety – rolnika, tak chcę iść do końca.
25 lat twórczości to szmat czasu. Kiedy dziś sięga Pan do swoich pierwszych wierszy, to co pan o nich myśli?
Moje pierwsze wiersze uważam za kuriozalny przykład grafomanii podręcznikowej, można je cytować studentom pierwszego roku filologii polskiej jako przykład – jak nie powinno się pisać wierszy. Jeśli chodzi o prozę, to 20 % tekstów jest na poziomie dobrym, z reszty jestem bardzo zadowolony. Moją prozę zweryfikowały konkursy i oceny ludzi, którzy się na tym znają.
Kilka razy rozpoczynał pan studia, ale nigdy ich pan nie kończył. Dziś jest inaczej. Gdy tylko skończymy rozmawiać jedzie pan do Zielonej Góry, by obronić swoją pracę licencjacką z politologii. Dlaczego Pan to w końcu zrobił?
Żeby pokazać wszystkim tym, którzy kiedyś mnie przekreślili, że potrafię to zrobić.
63