Strona główna » Horror bez happyendu

Horror bez happyendu

przez imperia

Po ubiegłorocznym sezonie, w którym Chroma lała wszystkich niemiłosiernie, a prawdziwe emocje zaczęły się dopiero w barażach, tegoroczne rozgrywki na pewno są bardziej emocjonujące i praktycznie każdy mecz żarskich koszykarzy trzyma kibiców w napięciu do ostatniej sekundy.
 Nie inaczej było w sobotę (9.02). Do Żar przyjechała ekipa z Opola. Dotychczasowy wicelider nie zamierzał tanio sprzedać skóry i już od początku pokazał wszystkim, że jest bardzo dobrą drużyną i będzie z pewnością trudnym rywalem dla miejscowych. I choć gospodarze powinni być uskrzydleni po wiadomości, że w końcu skończyły się ich kłopoty finansowe, to po parkiecie snuli się z lekka ospali i jakby nieprzytomni.Goście szybko zdobyli kilkupunktową przewagę i spokojnie grali swoje. A w niezawodnej, dotychczas, żarskiej maszynie coś zgrzytało i trzeszczało, dlatego na parkiecie zamiast ciekawej gry było chaotycznie i nudno.
Brak Super Mario
Brak Mariusza Matczaka, pauzującego za trzy przewinienia technicznie i Dawida Kołkowskiego, leczącego od 3 tygodni kontuzję, był bardzo odczuwalny. Radek Barcz mimo ogromnych chęci i ambicji nie potrafił się odnaleźć na boisku. Widać było, że ma teraz w głowie zupełnie coś innego. Choć kapitan, Darek Kalinowski, próbował skleić całe towarzystwo i pociągnąć zespół za sobą, jak tydzień wcześniej, jego koledzy jakoś nie potrafili się dostroić. Do tego dochodziła zatrważająca nieskuteczność rzutów zza obwodu. I wynik był jaki był. Pod koniec pierwszej połowy Mariusz Małachowski w końcu złapał drugi oddech i zaczął rzucać skuteczniej, dlatego Chroma na przerwę schodziła przegrywając tylko dwoma punktami. Po rozmowie w szatni na boisko miała wrócić odmieniona Chroma. I wróciła. Ale chyba nie takiej zmiany spodziewali się kibice. Bo to przyjezdni wzięli się ostro do roboty i odjechali podopiecznym Łukasza Rubczyńskiego niczym Pendolino. W pewnym momencie żaranie przegrywali już 44:59. I wtedy, w 4. kwarcie, przy stanie 60:68, jak feniks z popiołów powstał Mariusz Małachowski, który zaczął rzucać jak natchniony. Nawet jakby grał w tym dniu arbuzem zamiast piłki, to pewnie trafiłby nim, stojąc na głowie i drapiąc się w kolano. Przy stanie 60:68 żaranie trafili 9 oczek z rzędu nie tracąc żadnego. Wyszli na jednopunktowe prowadzenie, choć pewnie w hali nikt się już tego nie spodziewał, zaranie podjęli rękawicę.
Emocje w końcówce
Walka zaczęła się od nowa. Ostatnie 30 sekund spotkania obyło się przy ogłuszającym dopingu kibiców i ogromnych emocjach na parkiecie. Przy remisie 71:71 do kosza trafili rywale z Opola i na 4 sekundy przed końcem prowadzili dwoma punktami. Wtedy Łukasz Rubczyński wziął czas i dokładnie rozrysował akcję swojej drużynie, która chciała ten mecz na pewno wygrać i z takim postanowieniem wróciła na parkiet. Po idealnym rozegraniu, piłkę na obwód dostał Harbarchuk i… niestety nie trafił. Chroma przegrała z AZS Politechniką Opolską 71:73 i spadła na pozycję wicelidera. Bohaterem spotkania był na pewno Mariusz Małachowski, który rzucił 33 punkty. Bardzo dobrze zaprezentował się również Marcel Kliniewski, który zdobył 15 oczek.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz