Skarb najprawdopodobniej nawet sprzed 2,5 tysiąca lat został odnaleziony w Biedrzychowicach Dolnych w gminie Żary. To przedmioty z brązu i żelaza z okresu halsztackiego, czyli kilku wieków przed naszą erą.
Jak wynika z informacji Lubuskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, przedmioty zostały odnalezione przypadkowo (25.06.) na nieużytku w rejonie Biedrzychowic Dolnych, który został rozjeżdżony przez samochody. Znalazca w momencie dokonania odkrycia przypuszczał, że znalazł fragmenty karbowanej miedzianej blachy, jednak po natrafieniu na fragmenty brązowego naszyjnika zrozumiał, że ma do czynienia z zabytkiem archeologicznym.
Rozmawiamy z właścicielem terenu, Marcinem Sałandziakiem, byłym radnym gminy Żary i przedsiębiorcą. W chwili odkrycia skarbu, był poza granicami kraju.
– Natknąłem się na artykuł na ogólnopolskim portalu. O skarbie w gminie Żary. Nie było dokładnej lokalizacji. Nawet byłem zaciekawiony, gdzie dokładnie. Potem przyszło do mnie pismo z LWKZ, że znaleziono skarb. Od razu skojarzyłem te dwie rzeczy – mówi M. Sałandziak. I dodaje: – W piśmie była informacja, że obejmują teren nadzorem i proszą o kontakt w sprawie ustalenia dalszych czynności.
Potwierdza to LWKZ.
– W miejscu odkrycia depozytu planowane jest przeprowadzenie ratunkowych badań archeologicznych, które pomogą zabezpieczyć ewentualne przeoczone zabytki, a także osadzić znalezisko w kontekście archeologicznym – informuje Marcin Kosowski, przedstawiciel LWKZ.
– Jestem jak najbardziej za tym, bo to działanie dla dobra ogółu. Oczywiście jest kwestia ustalenia szczegółów – dodaje M. Sałandziak. Zaznacza, że chciałby porozmawiać ze znalazcą. – To jest to dla mnie duże zaskoczenie. Na pewno sam go nie znalazłem i nikomu nie udzielałem zgody, by szukał na moim terenie. Ale dobrze, że ta osoba zachowała się w ten sposób, co pozwoliło te rzeczy odpowiednio zabezpieczyć – uzupełnia.
Z obawy przed rabunkiem
Konserwator już przeprowadził pierwsze analizy.
– W znalezisku są fragmenty szpil żelaznych i brązowych, naszyjników, elementy brązowej situli (odpowiednik wiadra – przyt. red.) oraz żelazny nóż. Wszystkie przedmioty złożone były w naczyniu ceramicznym – wylicza M. Kosowski. I zastrzega: – Większość artefaktów jest uszkodzona. Raczej nie zostały zniszczone w wyniku zalegania w ziemi, tylko wcześniej. To był zapewne skarb wytwórcy bądź metalurga. Część nawet jest lekko stopiona, żeby stanowić bryłę. Po to, żeby można to było łatwiej przenosić. W okresie, z którego pochodzi znalezisko, metal miał olbrzymią wartość, a uszkodzone przedmioty były przetapiane na ozdoby lub uzbrojenie albo by wymienić je na coś lepszego. Prawdopodobnie gromadził je jakiś rzemieślnik. Być może w tym celu, żeby mieć materiał do swojej pracy.
Mogło to zostać przez kogoś ukryte, np. w obawie przed rabunkiem.
– Bo to mógł być także rodzaj płaciwa. To były czasy, kiedy na tych terenach nie były używane pieniądze, tylko gospodarka barterowa, wymiana towar za towar. Pieniądze pojawiały się na południu Europy w Anatolii (kraina historyczna na terenie dzisiejszej Turcji – przyt. red.) i Grecji – tłumaczy M. Kosowski. I dodaje, że takie odkrycie zdarza się maksymalnie raz na kilka lat. Ten skarb jest szczególny, dlatego, że nie posiada gotowych ozdób, które sugerowałyby, że są to dary wotywne na przykład dla przebłagania bogów – podkreśla M. Kosowski.
Skarb został odkryty na terenie znanej z badań powierzchniowych osady z okresu halsztackiego (okres w pradziejach Europy Środkowej datowany na lata 1200–480/450 lat p.n.e.). Takie znaleziska pochodzą z badań przeprowadzonych na terenie grodziska w Wicinie (gmina Jasień).
– Podobny, choć znacznie większy skarb został znaleziony w 2011 r. w Bieszkowie. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że odkryty skarb należy datować tak samo jak upadek grodu w Wicinie, tj. na pierwszą połowę VI w. p.n.e., a jego ukrycie wiązać z najazdem koczowniczego plemienia Scytów – wyjaśnia M. Kosowski.
– Na naszym terenie jest zapewne dużo takich nieodkrytych znalezisk. To okolice, gdzie mocno rozwijała się kultura łużycka. Niestety, u nas nie prowadzi się kompleksowych badań, dlatego zazwyczaj takie odkrycia są dziełem przypadku – podsumowuje Rafał Szymczak, żarski regionalista.
22
Poprzedni artykuł