W sobotę (30.04.) pod zielonogórską Galerią Focus kilkuset gitarzystów zagra razem szlagier Jimiego Hendrixa. Tak Zielona Góra wesprze Wrocław, który już po raz dziewiąty będzie bił rekord Guinnessa.
W ub. r. na podobnej imprezie w Zielonej Górze wspólnie zagrało 139 gitarzystów. Zbigniew Adamczak, który jest pomysłodawcą i organizatorem „Gitarowego mostu Zielona Góra – Wrocław”, ma nadzieję, że w tym roku do zabawy przyłączy się jeszcze więcej osób. Może nawet ponad 200. – Pamiętam, jak zaczynał Wrocław. Na początku przyszło ponad sto osób. W następnych latach było już kilka tysięcy – opowiada. Dwa lata temu we Wrocławiu zagrało 6346 muzyków. Ile będzie w tym roku, nikt nie jest w stanie przewidzieć. Zielona Góra dzielnie będzie jednak wspierać gitarzystów z Wrocławia. Przed Galerią Focus rozstawiona zostanie scena, na której zawiśnie telebim. Będzie na nim widać, jak bity jest rekord we Wrocławiu. – Nie robimy żadnej kontrabandy. Nasza impreza to propozycja dla tych, którzy nie będą mogli pojechać do Wrocławia – mówi Adamczak. Niestety, zielonogórzanie nie będą wliczani do tego rekordu, bowiem zasady Guinnessa są takie, że może on być bity w jednym miejscu. Grać Hendrixa w tym samym czasie będzie także Kolonia, Oslo i Chicago. Jednak tylko Zielona Góra będzie miała połączenie z Wrocławiem.
Widzowie staną się wykonawcami
Wspólne granie utworu „Hej Joe” to już tradycja. Pomysł narodził się na warsztatach Leszka Cichońskiego, pomysłodawcy bicia rekordu. Podczas ubiegłorocznej imprezy niektórzy uczyli się piosenki tuż przed jej zagraniem. Inni grali ją na trzech strunach. W tym roku rejestracja uczestników zacznie się o godz. 12.00. Godzinę później zagrają lubuskie zespoły. O godz. 14.00 będzie synchronizacja z Wrocławiem, strojenie i próba. O godz. 16.00 zacznie się bicie rekordu. Utwór będzie dłuższy niż w oryginale. Około godz. 16.30 na scenie wystąpi Maciej Sobczak oraz Witek Łukaszewski. Ten drugi zaprezentuje utwory Hendrixa w wersji flamenco. Impreza ma swój sens. – Oprócz bicia rekordu tworzymy pewne działanie muzyczne, w którym widzowie stają się jednocześnie wykonawcami, a scena łączy się z widownią – tłumaczy Adamczak.
25
Poprzedni artykuł