Strona główna » Gwiazda na scenie, iluminacje na ścianach

Gwiazda na scenie, iluminacje na ścianach

przez imperia

Krzysztof Zalewski zagrał na prywatnej imprezie w żarskim pałacu. – To była największa impreza, jaką ten pałac widział. Do jej obsługi wykorzystanych było kilkanaście ciężarówek – mówi Arkadiusz Gutka ze stowarzyszenia Region Łużyce, zarządzającego królewskim kompleksem.
Goście zaproszeni na sobotnią (31.05.) imprezę w żarskim pałacu mogli poczuć się po królewsku. Piękne dekoracje, wygodne krzesła i kanapy, ozdobione stoły i otoczenie królewskiego zabytku. Do tego, do potocznie mówiąc kotleta, a w rzeczywistości do wyszukanego menu, przygrywał im Krzysztof Zalewski
Sąsiedzi mieszkający w pobliżu pałacu są przekonani, że słyszeli, jak śpiewał na sobotniej imprezie w królewskim kompleksie zamkowo-pałacowo-ogrodowym w Żarach. Ile to mogło kosztować? Dużo, a nawet bardzo dużo. Samo wynagrodzenie Krzysztofa Zalewskiego na Dniach Żar w tym roku to kwota rzędu 100 tys. zł, ale – jak zaznacza osoba z branży – zamknięte imprezy są dużo droższe. Taki koncert mógł kosztować grubo ponad 200 tys. zł, wliczając w to honorarium artysty, nagłośnienie, ZAiKS i noclegi dla całej ekipy artysty.
Przez bramę do namiotu
 A wszystko zaczęło się w sobotę o godz. 18.
 Zaproszeni goście, po wejściu przez bramę przy parkingu, wchodzili na dziedziniec kowalski i kierowali się do bramy wschodniej pałacu. Po przejściu przez bramę, udawali się na wyłożone czarną wykładziną schody, które prowadziły w stronę rozłożonego namiotu z przeźroczystym dachem i ścianami. Przed namiotem gości witali gospodarze imprezy i zapraszali do rozgoszczenia się. 
– Widziałem taką imprezę oczami wyobraźni od czterech lat i w końcu to się wydarzyło – mówi Arkadiusz Gutka ze stowarzyszenia Region Łużyce, zarządzającego królewskim kompleksem i dodaje: – Na początku imprezy miałem okazję powiedzieć, w jakim wyjątkowym miejscu się znajdujemy. To była największa impreza, jaką ten pałac widział. Do jej obsługi wykorzystanych było kilkanaście ciężarówek.
Zrobiły klimat
Początkowo obdarte mury ruiny nie robiły niezwykłego wrażenia na gościach. Dopiero jak przyszedł zmrok i włączono iluminacje, zrobiło się klimatycznie. Na imprezę gospodarze zaprosili ok. 150 gości. Ci, którzy chcieli dostać się do pałacu bez zaproszenia, byli odsyłani z kwitkiem przez ochronę, która otaczała pałac.
– Z tego, co wiem, to takich ciekawskich było około 50 osób – mówi A. Gutka
O bezpieczeństwo uczestniczących w imprezie dbała ochrona rozstawiona wokół obiektu.
– Jeszcze kilka dni temu ta brama, którą wchodzili goście, zawalona była gruzem, a teraz odbyła się tutaj ogromna impreza i nie ma w tym przesady, gdy mówię, że to była największa impreza od czasów, gdy gościł tutaj król ze swoją świtą – dodaje zarządca obiektu.
Jak na wybiegu
I tak jak król chodzi do pewnych miejsc piechotą, tak i goście w pałacu musieli przejść przez bramę północną, aby dojść do specjalnie z tej okazji ustawionego kontenera z toaletami. 
Nie było to łatwe, szczególnie w szpilkach, bo w bramie króluje bruk. Tylko na środku położone są w miarę równe płyty.
– Panie w szpilkach, idąc do kontenera z toaletami, wyglądały, jakby się przemieszczały po wybiegu podczas pokazu mody – opowiada A. Gutka.
Bezczynność
Organizacja imprezy w pałacu cieszy Beatę Pietrak, współwłaścicielkę obiektu (zamek należy do miasta, a pałac, ogród i parking to własność Marina Kwiatkowskiego i spadkobierców Jerzego Pietraka, z okolic Wielkopolski), która swój biznes hotelowy prowadzi w okolicy Gniezna.
– Otrzymałam kilka zdjęć. Podobało mi się, że ktoś zdecydował się zorganizować tam taką uroczystość – mówi B. Pietrak. Liczyła na współpracę z miastem. – Trzeba coś zrobić. Jest taka bezczynność ze strony miasta. Czekam na jakąś propozycję – dodaje współwłaścicielka pałacu.
Wybrali zamek
Urząd Miasta tymczasem zwiera szyki do rozpoczęcia remontu zamku z wieżą i ani myśli przejmować pałacu.
– Chciałam się dowiedzieć od pani burmistrz Żar, czy miasto jest zainteresowane działaniem w tym obiekcie. Rozmawialiśmy o ewentualnej zamianie obiektów, ale nie doszło do żadnych ustaleń. Miasto nie miało nic do zaoferowania. Szkoda, bo bardzo mi zależy na tym obiekcie, to chluba Żar, perełka, wizytówka miasta. My sami nie jesteśmy w stanie zająć się należycie tym obiektem – mówi B. Pietrak
– Najważniejsze, żeby to miejsce żyło, żeby ludzie się w nim rozkochali, żeby z niego korzystali i byli dumni. Tutaj nie są potrzebne wielomilionowe inwestycje. Tutaj potrzebny jest pomysł, który my mamy. Dziedziniec pałacu jest motorem, który będzie przyciągał  ludzi. Cieszę się, że na pomysł zorganizowania tej imprezy wpadli ludzie z Żar – dodaje A. Gutka.
Dostał wykładzinę 
 W zamian za zgodę na organizację w sobotę prywatnej imprezy w pałacu, stowarzyszenie Region Łużyce dostało od organizatora około 600 metrów kwadratowych czarnej wykładziny, która była rozłożona w namiocie i w dojściach do niego, a także płyty PCV, na których w przyszłości planuje wydrukować zdjęcia, które będą ozdabiać ruiny pałacu.
– Wykorzystamy te materiały do remontu sal w pałacu, bo nie możemy się doprosić wyposażenia sali w zamku, mimo że ta inwestycja miała być zrealizowana w ramach budżetu obywatelskiego – mówi A. Gutka i przyznaje, że miał już pierwsze rozmowy z kolejnymi zainteresowanymi, którzy chcą zrobić imprezy w pałacu.
– Myślę, że nie znajdzie się osoba wśród gości, której się nie podobało. Tu każdy mógł znaleźć coś dla siebie – dodaje przedstawiciel stowarzyszenia Region Łużyce. 

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz