Lubuscy politycy stanęli przed dylematem, co zrobić ze znajomością z Łukaszem Mejzą, wiceministrem sportu, w ostatnim czasie jednym z „najpopularniejszych” polityków w kraju. Jedni nie chcą mieć z nim nic wspólnego, ale niektórzy jeszcze go nie skreślają.
Uwierało mnie jego towarzystwo
W niezręcznej sytuacji są Bezpartyjni Samorządowcy, czyli Sławomir Kowal i Wacław Maciuszonek, którzy przez wiele miesięcy tworzyli w Sejmiku Województwa Lubuskiego wspólny klub z Ł. Mezją.
– Nie będę się wypierał, że był w naszym klubie, ale z perspektywy czasu mogę stwierdzić, że nie znałem Łukasza Mejzy. Bo kiedy był prawdziwy, wtedy czy teraz? Każdy jest kowalem własnego losu – mówi S. Kowal.
W. Maciuszonek wspomina sytuację, kiedy było już wiadomo, że Mejza zostanie posłem.
– Na jednym ze spotkań Łukasz zapowiedział, że będzie naszym liderem. Wtedy skończyły się nasze rozmowy. Powiedziałem mu, że gdybym wiedział, że to on ma być liderem, to bym nigdy nie wstąpił z nim klubu. Uwierało mnie jego towarzystwo, bo mam swój dorobek życiowy i nie było mi po drodze, żeby z kimś takim jak on współpracować – mówi. Zdradza, że było wiele tarć z Mejzą, między innymi o to, że bez konsultacji z Bezpartyjnymi pojawił się na listach PSL do Sejmu. – Trochę żałuję, że wcześniej nie zrobiłem z tym porządku, ale wierzyłem w zapewnienia prezydenta Kubickiego co do Łukasza. Trzymał Mejzę pod parasolem. Przyznaję, że dzisiaj to nie jest wesoła sytuacja, że jestem kojarzony z Mejzą – mówi.
Nie chcemy mieć z nim nic wspólnego
W PSL Ł. Mezja nadal odbija się czkawką. Wielu im wypomina, że to z ich list wszedł do Sejmu. Dodatkowo ludowców boli fakt, że zastąpił zmarłą Jolantę Fedak, która była ikoną partii.
– Jesteśmy na niego od dawna obrażeni – mówi Arkadiusz Dąbrowski, rzecznik lubuskiego PSL. – Poszedł do Sejmu i nie podziękował PSL-owi, że umożliwił mu w ogóle start. Sprzeniewierzył się naszym ideałom. Nie chcemy mieć z nim nic wspólnego – tłumaczy.
Ludowcy wydali nawet oświadczenie w tej sprawie, że jeśli Mezja się nie wytłumaczy, to żaden z nich nie poda mu ręki i nie odbierze od niego telefonu.
W środę (8.12.) Ł. Mezja wystąpił przed kamerami.
– Z niczego się nie wytłumaczył. Przedstawił tezy i swoją historię, a jest przecież doniesienie do prokuratury skierowane przez panią marszałek Polak, są czynności które wykonuje CBŚ, czekamy na wyniki tych śledztw – mówi A. Dąbrowski.
Wiceminister Mejza na konferencji prasowej przedstawił tezę, że jest prowadzony na niego polityczny atak, żeby go „dorżnąć”. Po co? Jeśli zrezygnowałby z mandatu, wtedy w jego miejsce wszedłby nowy poseł, a opozycja miałaby większość w Sejmie. Jeśli tak by się stało, to tym posłem byłby obecny wicemarszałek Stanisław Tomczyszyn.
– Pan marszałek jest cały czas w gotowości. Powinniśmy zacząć debatę w Polsce o tym, żeby zmienić prawo. Jeżeli ktoś wchodzi do Sejmu z danego ugrupowania, to powinien tracić mandat jeżeli sprzeniewierzy się jego poglądom – mówi A. Dąbrowski. A Mejza po wejściu do Sejmu z list PSL, „sprzeniewierzył się” i zbratał z PiS-em.
Nie wypieramy się tej znajomości
Janusz Dudojć, burmistrz Lubska, od Mejzy się nie odcina.
– Nie wypieram się go. Póki nie ma zarzutów i nie jest skazany, to nie powinno się tak robić. Nie skreślam go. Jakby przyjechał dzisiaj do urzędu, to wypilibyśmy kawę. Wiem, jak prowadził kampanię. Pamiętam, że bałem się, że jak otworze lodówkę, to z niej wyskoczy Mejza, bo był wtedy wszędzie. Ale on taki ma charakter. Cieszę się, że poszedł do Sejmu, bo zwolnił miejsce w Sejmiku i wszedł mój przyjaciel Sławomir Muzyka. Dzięki temu mamy tam radnego z naszego terenu – mówi.
Katarzyna Kromp, wójt Tuplic, zdradza, że dostaje wiadomości od mieszkańców na temat Mejzy.
– Piszą, że dali się nabrać. Pytają, czy moim zdaniem powinien być zdymisjonowany – mówi. Nie odcina się od niego. – Nie zamierzam kasować wspólnych zdjęć czy usuwać go ze znajomych. Nikogo nie namawiałam, żeby na niego głosował, wspierałam go, tak jak on wspierał nas. Dziś widzimy tylko złą stronę, ale pamiętajmy, że była też dobra. On był u nas wiele razy, przywoził prezenty dla dzieci, zabierał je na mecz, spotykał się z seniorami. Tego nie da się zmazać – mówi. – Mi krzywdy nie zrobił i pamiętajmy, że na razie mamy tylko doniesienia prasowe – dodaje.