– Wiedziałem, że to nie będzie łatwy mecz, ale czegoś takiego się nie spodziewałem – zaczyna Wojtek Ganczar. – W 17. min. gwizdnąłem karnego dla Czciradza. Strzelili na 1:0. W 26. minucie podobna sytuacja przytrafiła się po drugiej stronie boiska. Gwizdnąłem więc jedenastkę dla Trzebiechowa. Gdy ustawiałem piłkę usłyszałem: „K…rwa on ci gwizdnie karnego nawet dziesięć metrów przed polem”. Przywołałem zawodnika do siebie, dałem mu żółtą i zająłem się ustawianiem karnego, ale wtedy znów krzyknął. Tym razem usłyszałem, że jestem „popier…lony.”. Dałem mu więc czerwoną, wyciągnąłem notes i zacząłem notować. Wtedy podszedł do mnie i chwilę w ciszy na mnie patrzył. Nie zamierzałem się cofać. Spojrzał mi prosto w oczy i splunął. Musiałem ręką wytrzeć twarz – opowiada Wojtek.
– Dobiegli do mnie zawodnicy z Trzebiechowa. Pytali, co zrobię w tej sytuacji? Jak zareaguję? Usłyszałem od sędziego asystenta, żebym kończył. Gwizdnąłem trzy razy i zakończyłem spotkanie. Wtedy ruszyli do mnie zawodnicy z Czciradza z pretensjami. Dziwili się, że koniec, bo przecież tylko opluł, a nie uderzył – relacjonuje arbiter.
Po meczu protokół podpisali tylko goście.
Coś sobie wymyślił
Doświadczony zawodnik Cuprum nie odpowiedział na nasze prośby o rozmowę. Bronią go koledzy z drużyny, którzy twierdzą, że sędzia trochę przesadził.
Gabriel Ławrowski, wiceprezes klubu, był wtedy na boisku. – Po karnym zwrócił się do kapitana, żeby nie faulował, bo sędzia będzie wszystko gwizdał. Faktycznie przeklinał, ale to był zwrot do zawodnika, a nie do sędziego. Dostał żółtą. Zdenerwował się i doszło do wymiany zdań. Coś tam sędziemu powiedział i obrócił się do niego plecami. Wtedy dostał czerwoną. Podszedł do niego, zniżył się na kilkanaście centymetrów i coś mu tam jeszcze powiedział. Staliśmy w pobliżu, bo szykowaliśmy się do karnego. Kilku zawodników stało za jego plecami , żeby go uspokoić. Nagle usłyszeliśmy jak asystent krzyczy „Kończ to, kończ!”. Później dotarła do nas wersja, że sędzia został opluty. Ale żaden zawodnik z naszego składu nie widział, żeby do czegoś takiego doszło. Gdyby tak było, sędzia zrobiłby jakiś ruch, uchylił się, albo wytarł twarz, ale nic takiego nie było – mówi G. Ławrowski.
Jak płachta na byka
G. Ławrowski mówi, że sędzia Ganczar prowokował piłkarzy. – Wdawał się w dyskusje z zawodnikami i straszył, że nie skończą meczu – opowiada. Cuprum i sędzia Ganczar mają zaszłości już z poprzedniego sezonu. Wtedy na meczu z Lubięcinem doszło do bijatyki. – Dałem kilkanaście kartek, ale w obie strony – wspomina W. Ganczar.
– Nasz piłkarz został wtedy uderzony w twarz przez przeciwnika, który wbiegł na boisko, ale sędzia nie przerwał meczu – relacjonuje G. Ławrowski.
– Nigdy nie jadę na mecz z negatywnym nastawieniem. Chcę obiektywnie sędziować. Tak było w sobotę – odpowiada sędzia. – Wiem, że na niektóre kluby działam, jak płachta na byka, ale to dlatego, że daje kartki. Respektu na boisku raczej nie mam, bo jestem niski i szczupły. Jak zwracam zawodnikowi uwagę, a on mi się śmieje w oczy, to nie zostaje nic innego jak kartka – tłumaczy.
Dożywocie dla zawodnika?
– Nie wymyśliłem sobie, że mnie opluł, bo czegoś takiego wymyślić nie można. Nawet jeśli drużyna z Czciradza się wypiera, to jest świadek, czyli drugi sędzia. Jest też notatka podpisana przez kierownika drużyny gości. Chyba by nie podpisywał, czegoś czego nie było – mówi W. Ganczar.
Antoni Bajowski, prezes Piasta, potwierdza, że podpisał protokół. Samego oplucia jednak nie widział. – Stałem przy ławce rezerwowych, ale całe zajście obserwował sędzia boczny, bo przy karnym podszedł bliżej bramki. Chłopaki ode mnie też widzieli. Mówili po meczu, że to było nieludzkie. Wiadomo, że są nerwy, każdy popełnia błędy, ale to już był cios poniżej pasa – dodaje.
Lubuski Związek Piłki Nożnej rozpoczął postępowanie dyscyplinarne.
– Moim zdaniem ten zawodnik powinien być dożywotnio zawieszony – mówi Paweł Horożaniecki, przewodniczący Żarsko-Żagańskiego Podkolegium Sędziów LZPN. – Znam relację z tego meczu. Wiem, co widział asystent i wierzę, że było tak jak opowiada Wojtek. To, co się stało jest niedopuszczalne. Dobrze zrobił, że zakończył mecz – dodaje.
– To niewygodna sytuacja i nie jestem z tego zadowolony – mówi G. Ławrowski. – Informacja poszła w świat i klub wizerunkowo traci. Ogólnopolskie portale kopiują newsa, ale nikt nie zadzwonił do nas, żeby zapytać, jak było . – Tak naprawdę mamy słowo przeciwko słowu. Może związek powinien wprowadzić przepis obowiązku filowania meczów, przyczepić sędziom kamerki albo chociaż dyktafony – mówi.
Nie skończę z sędziowaniem
W. Ganczar zastanawia się, czy iść do sądu. – Zostałem poniżony – mówi. Już raz podobną sprawę wygrał. W trakcie meczu uderzył go jeden z zawodników Tupliczanki Tuplice. – Później przed sądem tłumaczył, że przed meczem żona go w domu zdenerwowała. Jak my byśmy szli wyładować na boisku jakieś frustracje z domu, to długo byśmy nie sędziowali – mówi młody arbiter.
W. Ganczar ma 23 lata. Przygodę z gwizdkiem zaczął w wieku 16 lat. Ma uprawnienia do sędziowania A klasy. Na linii można go spotkać w 4. lidze. W sobotę chciał po prostu spokojnie zakończyć rundę jesienną. – Różne myśli chodzą mi po głowie, ale gdybym zrezygnował, to pokazałbym słabość. Ja nie sędziuję dla pieniędzy. To moja pasja, przez którą niestety można stracić godność – kończy.
Tytuł tabeli:
Zryczałtowane stawki za sędziowanie. Kwoty netto.
Liga
Sędzia główny
Asystent
IV liga
233 zł
194 zł
Okręgówka
181 zł
156 zł
A-klasa
138 zł
121 zł
B-klasa
121 zł
100 zł