Strona główna » Gdzie są nasze mieszkania?

Gdzie są nasze mieszkania?

przez imperia

Blisko 80 właścicieli już ponad rok czeka na mieszkania od PKM Zachód. Niektórzy mają kłopoty finansowe, bo banki chcą im zmieniać umowy. Deweloper opóźnienia tłumaczy pandemią i wojną.
Monika (imię zmienione) ze łzami w oczach opowiada historię zakupu mieszkania w Family Park przy ul. Ekonomicznej w Nowej Soli. Przeklina dzień, w którym się na to zdecydowała.
– To miało być mieszkanie dla córki – mówi. Do zakupu namówiła ją znajoma, która też kupiła lokal w tym budynku. Monika umowę rezerwacyjną podpisała w lipcu 2020 roku. Wspomina, że na placu budowy stały wtedy fundamenty.
– Mieszkanie oglądałam na kartce. 36,9 metrów kwadratowych. Salon z aneksem i sypialnią. Z widokiem na rondo przy Złotym Łanie. Wszystko w stanie deweloperskim. Beton na posadzkach, drzwi, okna i nic więcej. Do tego komórka lokatorska. Wszystko kosztowało 157 tys. zł. Można powiedzieć, że kupiliśmy kartkę papieru – opowiada. 
Kredyt wzięła niższy, bo miała trochę wkładu własnego. Z prowizjami wyszło 138 tys. zł. Koszt to 40 tys. zł. Założono jej wtedy konto powiernicze w Milenium Bank. Do aktu notarialnego dodano harmonogram prac. Po każdym etapie Monika musiała dać dyspozycję przelewu na to konto. Blok rósł, a ona wspólnie z córką zajęły się kupowaniem mebli i sprzętów do nowego mieszkania. W czerwcu 2021 miały mieć już klucze. Planowały, że od razu zajmą się wykończeniem.
Bank się niecierpliwi
Monika w marcu zauważyła, że prace nie idą zgodnie z harmonogramem.
– Na 15 marca miałam do zapłaty kolejną transzę, wtedy miały być już cztery piętra, a nie było jeszcze nawet stropu na pierwszym – wspomina.
– Właściciel odpisał mi, że są przesunięcia, które nie są zależne od firmy, bo jest pandemia i brakuje materiałów budowlanych i pracowników. Dodał, że ceny mieszkań drastycznie poszły do góry, a w moim przypadku ta cena się nie zmieniła. Ale jak ona miałby się zmienić, skoro ja mam akt notarialny podpisany na taką kwotę – denerwuje się kobieta.
W internecie sprawdziła, że faktycznie jej mieszkanie widnieje już z ceną o kilka tysięcy złotych wyższą.
Pokazuje kilka pism od PKM Zachód. Ostatnie jest z września br. Termin oddania mieszkania wyznaczono na koniec października.

– Ręce mi opadły – mówi. Opowiada, że bank od roku czeka na wpis do księgi wieczystej o przeniesieniu własności.
– To jest potrzebne, żebym mogła wreszcie spłacać kapitał, bo od dwóch lat spłacam tylko odsetki od kwoty, którą mój bank przekazał do banku Milenium. Dziś rata wynosi ponad 1600 zł – tłumaczy. 
Za każdym razem, gdy PKM przysłał pismo o przesunięciu terminu, Monika musiała podpisywać z bankiem aneks do umowy. Robiła to już trzy razy razy. Każdy jest płatny 150 zł.
– Ostatni aneks obowiązuje do końca września, a ja dostaje pismo od PKM, że nie ma Ukraińców i mieszkanie dostanę dopiero w październiku – mówi kobieta. Monika nie może już podpisać kolejnego aneksu, bo umowa dopuszczała tylko trzy. – Obawiam się, że bank na nowo przeliczy mi kredyt. Znów będzie sprawdzał moją zdolność. To wszystko będzie mnie kosztowało pieniądze i nerwy.  – mówi.  
80 właścicieli
Na stronie PKM Zachód łatwo sprawdzić, że niemal wszystkie mieszkania są sprzedane. To oznacza, że w podobnej sytuacji jak Monika, jest jeszcze ponad 80 właścicieli.
 – Znam kobietę, która kupiła tam mieszkanie za gotówkę, swoje sprzedała i miała się szybko przenieść, a już kolejny rok musi kątem mieszkać u mamy – mówi Monika.
Każdy ma opcję odstąpienia od zakupu z winy dewelopera. – Ale tak naprawdę jesteśmy w pułapce. Nawet ktoś, kto płacił gotówką nie poprosi o zwrot, bo gdzie dzisiaj kupi mieszkanie za cenę sprzed dwóch lat. Jesteśmy na łasce dewelopera. Musimy czekać na nasze mieszkania – mówi Monika.
Ze sprawą była u prawnika. – Za trzy pisma do dewelopera chciał 5 tys. zł. Dodał, że jeśli sprawa trafi do sądu, to trzeba się liczyć z kosztami od 10 tys. zł wzwyż. Jak to usłyszałam to zaczęłam płakać. Bo mieszkanie było warte 157 tys. zł – mówi.

Dwa tygodnie temu była w Family Park. – Żywej duszy. Jeden Ukrainiec wstawiał grzejnik wielkości laptopa. Na klatkach schodowych nie ma nic, ani płytek, ani barierek. Jeden facet na budowie powiedział nam, że nie ma co się spodziewać, że coś tu zostanie skończone w tym roku. Tu nie ma ani prądu, ani gazu. Kanaliza nie jest podłączona.
 Bliżej niż dalej
– Takiej sytuacji, że jest rok opóźnienia, to jeszcze nie miałem – mówi Łukasz Lisowski, właściciel PKM Zachód. Opóźnienia tłumaczy podobnie jak w pismach do klientów. Najpierw była pandemia, która spowodowała problemy z dostawami materiałów budowlanych. Do tego dochodziły kwarantanny, obostrzenia. Dziś główny problem, to brak rąk do pracy spowodowany wojną w Ukrainie. Wielu Ukraińców wróciło bronić ojczyzny. Ł. Lisowski wylicza, że z jego budów zniknęło 80 proc. obsady. Uspokaja jednak właścicieli, że w październiku Family Park będzie gotowy. – Rozumiem, że wielu z nich może być w trudnym położeniu, ale muszą także zrozumieć, że ja też nie jestem zadowolony z tej sytuacji. Ale to niestety nie jest zależne ode mnie, bo nie miałem przecież wpływu na pandemię, obostrzenia, czy teraz wojnę – mówi. Dodaje, że nie chowa głowy w piasek i właściciele zawsze mogą się z nim kontaktować. Chętnie pokaże im nawet postępy prac. – Już jest bliżej niż dalej. Chcę dokończyć tę inwestycję i nie zamierzam nikomu podnosić cen jak to robią niektórzy deweloperzy – zapewnia Ł. Lisowski. Obiecuje też, że właścicielom pomoże taniej załatwić materiały budowlane na wykończenie lokali.  

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz