Pożar, dziesiątki policjantów, radiowozy i akcja godna sensacyjnego filmu. Antyterroryści uratowali porwanego nowosolanina. Torturowany, ledwo uszedł z życiem. Udało nam się dotrzeć do jednego z nowosolskich gangsterów, który przedstawił nam kulisy porachunków.
Wichów w gminie Brzeźnica, sobota (2.04.), po godz. 13. Sceny jak z gangsterskiego filmu. Kilka godzin wcześniej policjant odebrał zgłoszenie o porwanym mieszkańcu Nowej Soli. – Dowiedzieliśmy się, kto stoi za porwaniem oraz gdzie ofiara jest przetrzymywana – mówi prokurator Piotr Haładuda, który prowadzi sprawę. Pod domem Grzegorza S. (25 l.) pojawiło się osiem radiowozów, kilkudziesięciu funkcjonariuszy z Centralnego Biura Śledczego, Samodzielnego Pododdziału Antyterrorystycznego oraz nowosolskiej, żagańskiej i gorzowskiej policji. W ciągu kilku minut obezwładnili porywaczy i uwolnili Mirosława C. (38 l.). Przez kilkanaście godzin był torturowany w stodole przez Grzegorza S. i jego kumpla Pawła S. (29 l.). Obaj zostali zatrzymani. Prawdopodobnie od granatu hukowego zapaliła się stodoła. Pożar ugasiła straż, a ofiara trafiła do szpitala w Nowej Soli. Drogę wjazdową od strony Kożuchowa zamknięto na kilka godzin. Tłum gapiów przyglądał się akcji z odległości kilkuset metrów, a wielu mieszkańców nie mogło dostać się do wioski.
Wie, za co dostał
Dotarliśmy do osoby związanej z nowosolskim światem przestępczym. Krystian* poprosił o anonimowość. Boi się zemsty kolegów, wie, że nie znają litości. Twierdzi, że motywem porwania były gangsterskie porachunki grup zajmujących się nielegalną produkcją papierosów w naszym regionie. – Najpierw piją ze sobą wódkę, a później jeden drugiego ukręci. To są tacy ludzie – przekonuje Krystian. Zgodnie z jego wiedzą, Mirosław Cz. prawdopodobnie wykiwał swoich kolegów „po fachu” na 14 tys. zł. – On doskonale wie, za co dostał – tłumaczy. Według jego informacji, Mirosław został zgarnięty w piątkowy wieczór z Kożuchowa. W porwaniu wzięło udział kilkunastu gangsterów w kominiarkach. Chłopak został przewieziony do Wichowa, żeby wyciągnąć od niego informacje o konkurencji. W stodole został przywiązany drutem do metalowego krzesła. Był bity i maltretowany. – Myśleli, że wszystko wyśpiewa, jakieś nazwiska, adresy. Ale chyba nie pękł, bo jego kumple już by leżeli w szpitalu – stwierdza. – Twardy był, bo maglowali go, jak mogli – mówi z uznaniem. Mówi się, że łamali na Mirosławie kije bejsbolowe i przyduszano go ciężkimi hantlami, przez co ma połamane żebra. Dowiedzieliśmy się również, że ma na ciele ślady po śrucie. Jakim cudem udało mu się skontaktować z policją? Prokuratura twierdzi, że udało mu się dodzwonić do bliskiej mu osoby w Nowej Soli. Pytanie jednak, skąd wziął telefon. Zdaniem Krystiana, miał dwa telefony, z czego jeden od razu zabrali mu oprawcy. – Drugi czekał na odpowiednią chwilę. Z tego, co wiem, zadzwonił do CBA, ponieważ już jakiś czas temu zaczęli się nim interesować – mówi Krystian.
Gruba sprawa
Mirosław Cz. leży teraz na oddziale chirurgicznym. Nie zgadza się na rozmowę, twierdząc, że „powiedział już wszystko, co miał do powiedzenia”. Pytany o zdrowie, stwierdza z uśmiechem, że czuje się już dobrze.
– Akcja przebiegła wzorcowo i bez żadnych problemów. Nikt nie został ranny, a miejsce zdarzenia zostało zabezpieczone do dalszych czynności procesowych – mówi prokurator P. Haładuda. – Teraz trzeba przeprowadzić szereg badań kryminalistycznych – zapowiada. Technicy sprawdzą ślady genetyczne, odciski palców, ślady butów czy nawet zapachy. Zarekwirowano trzy auta, w tym jeden luksusowy. – Porwany mężczyzna odniósł obrażenia zewnętrzne – opowiada Haładuda. Nie zdradza jednak szczegółów. – Ze względu na dobro śledztwa. udzielenie szczegółowych informacji jest obecnie niemożliwe. To duża sprawa – tłumaczy. W poniedziałek (04.04.) przedstawiono sprawcom zarzuty, przesłuchano ich jako podejrzanych i skierowano wniosek o zastosowanie tymczasowego aresztu. – Sąd podzielił nasze stanowisko i wobec obu sprawców zastosował najsurowszy środek zapobiegawczy. czyli areszt na okres 3 miesięcy – mówi P. Haładuda.
Spokojny był
Wydarzeniem żyje cała wieś. – To wyglądało jak na jakimś filmie – opowiada z przejęciem Czesław Witczak (69 l.). Jego gospodarstwo jest położone najbliżej domu Grzegorza S. – Próbowałem tam podejść, ale nas wszystkich zawrócili. Czegoś takiego jeszcze nie widziałem – kiwa głową.
– Dym było widać z daleka, ponoć jakieś chemikalia zapaliły się od granatów hukowych – dorzuca jego żona Felicja (64 l.). – Na wiosce ludzie gadają różne rzeczy, plotkują, ile wlezie, a tak naprawdę nikt nic nie wie – mówią zgodnie. Choć mieszkają kilkaset metrów od domu Grzegorza S, to twierdzą, że nawet nie wiedzą, jak się nazywa.
– Wiemy, że mieszka tutaj od kilku lat, od śmierci ojca. Ale na wiosce się nie pojawiał. Nikomu jednak nie wadził, spokojny był – mówi kobieta, którą spotykamy pod sklepem.
– Przez jakiś czas robił krasnale, ale coś mu chyba nie szło. Mówi się, że handlował lewymi papierosami. Dużo jeździł do Niemiec i zmieniał luksusowe auta jak rękawiczki – dodaje Waldek*.
Obrona konieczna
W całej sprawie pojawia się jeszcze jeden wątek. Na miejscu, w Wichowie, spotkaliśmy Arkadiusza, stryja Grzegorza S. Mieszka w Żaganiu, gdzie jest właścicielem dyskoteki. Jego zdaniem, doszło do ogromnego nieporozumienia. – Dziennikarze powinni zadać setki pytań prokuraturze, ponieważ nie było podstaw do tego, żeby zaatakować dom Grześka – mówi. – Oni działali w obronie koniecznej – tłumaczy zawile. Uważa, że jego bratanek się bronił. Mirosław miał wkraść się w piątkowy wieczór do jego domu. – Planował ukraść piły i inne narzędzia – opowiada Arkadiusz. Zgodnie z jego wersją, domu pilnował w tym czasie Paweł S. – To była obrona konieczna – tłumaczy. Dlaczego nie zadzwonił na policję? – pytamy. – Policja i tak by nie pomogła. chcieli załatwić sprawę między sobą. Od 1,5 miesiąca wokół domu kręciły się różne typy. Grzegorz bał się o bezpieczeństwo swojej rodziny – tłumaczy po krótkim namyśle.
Póki co Grzegorzowi S. oraz Pawłowi S. postawiono zarzuty pozbawienia wolności ze szczególnym udręczeniem. Grozi im do 15 lat więzienia. O sprawie będziemy na bieżąco informować.
*imiona zmienione




