Strona główna » Flinta zaśpiewała dla Jędrka

Flinta zaśpiewała dla Jędrka

przez imperia

Wokalistka charytatywnie zaśpiewała swoje największe hity w Lubuskim Teatrze podczas finału akcji „Warto jest pomagać”. Nam zdradziła, jak spędziła święta oraz co planuje w najbliższym czasie.
Olga Cieślak: Pamiętasz lekcje Stefana Ciężkowskiego, który uczył cię muzyki w szkole w Lubsku? Można powiedzieć, że to on pomógł zawalczyć ci o karierę?
 Ewelina Flinta: Szczerze mówiąc nie musiał mi bezpośrednio w niczym pomagać, wystarczyło, że stworzył lata temu wyjątkowe wydarzenie – szkolny Festiwal Piosenki Użytkowej, który cieszył się świetną renomą i popularnością. Do Liceum Ogólnokształcącego w Lubsku poszłam tylko dla tego festiwalu. Mimo że brali w nim udział amatorzy-licealiści, podejście było poważne, bo koncert odbywał się w dużej sali domu kultury z prawdziwą sceną i przed widownią z prawdziwego zdarzenia. Nie było muzyki granej z tzw. taśmy, czyli półplaybacku, wokalistom zawsze towarzyszył zespół, muzycy grali na żywo. Aż dwukrotnie miałam przyjemność wygrać ten festiwal i bardzo mile te chwile wspominam. Ostatni raz wystąpiłam w trzeciej klasie liceum, w czwartej klasie zrezygnowałam ze względu na maturę i próby z zespołem Surprise, w którym występowałam. Pan Stefan „wypchnął mnie” raz na konkurs poezji śpiewanej, do reszty pchałam się sama.
O.C.: Jak reagowali mieszkańcy Jasienia po „Idolu”?
E.F.: Bardzo sympatycznie, nie przypominam sobie jakichś nieprzyjemnych sytuacji, wręcz przeciwnie, wiem, że wiele osób mnie wspierało, za co dziękuję.
O.C.: W telewizji mamy mnóstwo programów podobnych do „Idola”, któryś
byś wyróżniła?
E.F.: Zdecydowanie „Must Be The Music”, dlatego że można wystąpić tam z każdym gatunkiem muzycznym, a przede wszystkim zaprezentować własny repertuar. To jest największą wartością tego programu. Przy tym nie ma żadnych ograniczeń wiekowych.
O.C.: Często bywałaś, bywasz w Zielonej Górze? Może jesteś fanką Falubazu?
E.F.: W Zielonej Górze bywałam często, szczególnie w czasie gdy studiowałam w Kolegium Języka Niemieckiego. Teraz, niestety, głównie przejeżdżam przez to piękne miasto. Nie jestem fanką Falubazu i z pewnością niektórym fanom nie spodoba się moja szczerość, ale generalnie nie kibicuję żadnej drużynie jakiejkolwiek dyscypliny sportowej, choć przyznam, że cieszą mnie sukcesy Falubazu i tu odzywa się we mnie lokalny patriotyzm i ogromna sympatia do maszyn jednośladowych.
O.C.: Występowałaś na wielu Przystankach Woodstock, jakiś wspominasz szczególnie?
 E.F.: Zdecydowanie mój pierwszy w 1997 roku. Był to dla mnie debiut na tej imprezie i przełomowe wydarzenie, które spowodowało lawinę pozytywnych zdarzeń, znajomości, spotkań, wyjątkowych koncertów, jak choćby support`owanie eks-Stones`a Micka Taylora w Sali Kongresowej. Drugi to jubileuszowy XV Przystanek, ten z 2009 roku i koncert z okazji 40-lecia festiwalu Woodstock. Słuchało nas około 500 tysięcy ludzi, a do tego poznałam legendarnego twórcę tamtego festiwalu, Michaela Langa. To wszystko spowodowało, że gdy śpiewałam „Cry Baby” z repertuaru Janis Joplin miałam wrażenie, że unoszę się nad sceną. 
O.C.: Jakie są twoje plany zawodowe?
E.F.: Kkoncerty, jak choćby najbliższy na finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, ale przede wszystkim praca nad płytą. Czas najwyższy pokazać, jak się zmieniłam od ostatniego albumu.
O.C.: Jak spędziłaś święta Bożego Narodzenia?
E.F.: Jak zawsze w domu rodzinnym w Jasieniu. W gronie najbliższych osób. Cudowne spotkanie z moimi babuniami: Gizelą, która ma 87 lat i Heleną, lat 84, oraz równie cudownymi rodzicami.
O.C.: Najlepszy prezent w święta, który dostałaś?
E.F.: Album ze starymi zdjęciami moich dziadków,  pradziadków, a nawet prapradziadków. Zdjęcia ślubne czy takie, na których jest mój dziadek Mieczysław ze swoją drużyną piłkarską.
O.C.: A którą wigilijną potrawę sama przygotowujesz?
E.F.: Rzadko zdarza mi się mieć na to czas, ale jeśli już coś robię, to piekę ciasta lub robię kutię. Większość potraw przygotowuje moja mama.
O.C.: Czy koncerty charytatywne, tak jak ten w Zielonej Górze, różnią się od normalnych?
E.F.: Zazwyczaj na te charytatywne przychodzą nie tylko te osoby, które chcą usłyszeć mój koncert, ale też te, które chcą zrobić dobry uczynek. Często bilet jest cegiełką, a dochód przeznacza się na konkretny cel. Atmosfera też jest inna, bo zwyczajnie każdy, gdy robi coś dobrego, czuje się lepszy, pełniejszy, bardziej ludzki i cieszy się, że może pomóc. To sprawia, że między mną a publiką tworzy się szczególna nić porozumienia. Ten w Zielonej Górze będę wspominać bardzo sympatycznie, było cudownie.
O.C.: Dziękuję za rozmowę.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz