Strona główna » Felieton „Z autu”. Midas ma ośle uszy, czyli jak przegrać, żeby wygrać

Felieton „Z autu”. Midas ma ośle uszy, czyli jak przegrać, żeby wygrać

przez Adam Sommerfeld

Mam mieszane uczucia. Albo wcale takich nie mam. Miało być o piłce, czyli o telenoweli, która aktualnie rozgrywa się w Wieczystej Jasień i o niemocy Promienistych, ale o tym będzie za tydzień. Mam jednak nadzieję, że następnym razem nie będę musiała o tym pisać, ale nie przypuszczam. Będzie o koszykówce. Bo być musi. Nie ma mowy, żebym przemilczała to, co wydarzyło się w ostatnim meczu rundy zasadniczej w rozgrywkach 2. ligi.
Z pewnym zdziwieniem pomieszanym z niesmakiem, śledziłam relacje live z ostatniego meczu BC Swiss Krono Żary z Obrą Kościan.
Mecz był o pietruszkę albo selera. Chociaż może nie do końca. Obrze zależało na miejscu trzecim, a żaranom nie zależało na niczym. Przed pojedynkiem było wiadomo, że kronopolanie i tak awansowali i chyba im wisiało na kogo wpadną w fazie playoff, bo smary liczą się tak samo. Na boisku pojawili się młodzi gracze i to nie jako uzupełnienie doświadczonego składu, tylko trener Midas(o tym później) posłał w bój zawodników, którzy od siedzenia na ławce, czy tam krzesełkach rezerwowych dostali hemoroidów. Bo co innego oglądanie starszych z pozycji mocno statycznej, a co innego wzięcie odpowiedzialności za wynik na swoje barki. Nie wiem jakie korzyści miało przynieść to lanie. Bo jeżeli miało upokorzyć młodych koszykarzy, to świetlany pomysł się udał. Wynik 132:33 w plecy mówi sam za siebie. Jakie doświadczenie zebrali, leczący żylaki odbytu, 16-letni chłopcy? Do jakich wniosków doszli ośmieszeni i wdeptani przez mocnego rywala w parkiet? Ano do takich, że jak siedzisz na ławce cały sezon, to nie ma bata, żeby przeciwstawić się z godnością doświadczonej i zdeterminowanej drużynie. Szczerze? Było mi ich szkoda. Tak po ludzku. Z takiej traumy trudno się otrząsnąć. To zostaje. Wiem. I niech mi nikt nie mówi, że się nie znam. O porażkach i zwycięstwach mogę napisać książkę. Ale zostawię to godniejszym. A teraz do brzegu.
Guru żarskiej koszykówki dostał nowy przydomek. Midas! Pewnie niewielu z was zna mit o królu Midasie. Tak, tak będzie klasycznie. Pozwolę sobie krótko nawiązać do przysłowiowego władcy, który chował pod turbanem ośle uszy(taka „nagroda” od Apolla za kretyńską decyzję) i zamieniał wszystko czego się dotknie w złoto, bo o to chyba chodziło kronopolanom. Ale, no przecież zawsze jest jakieś ale, bo Midas to symbol głupoty i nierozważności. Fakt, zamieniał wszystko w złoto, bo dostał dar od Dionizosa(a jakże), ale idiota nie przemyślał swojej prośby, bo swoim dotykiem uśmiercił swoje córki, umierał z głodu i pragnienia, bo jedzenie zamieniało się w kruszec, na którym można połamać sobie zęby, a nie napełnić brzuch. W końcu bóg ulitował się i pozbawił go tych wątpliwych zdolności. Nieraz chciwość idąca w parze z głupotą nie popłaca….
Nie rozumiem dlaczego w Krono dzieje się to, co się dzieje. Dlaczego pozwala się na eksperymenty kosztem młodych zawodników. Gdyby wychowankowie grali regularnie razem ze swoimi starszymi kolegami na meczach ligowych, nie byłoby problemu, żeby ten ostatni pietruszkowo-selerowy pojedynek zagrali na luziku, nie przegrywając 99(sic!) punktami. Nikt pewnie od nich nie żądałby spektakularnej wygranej, ale zeszliby z parkietu z podniesionymi głowami i bez wstydu.
 I na koniec. Informacja na FB jak zwykle nawiązuje do narracji Trybuny Ludu. No przegraliśmy(bez podania wyniku), ale to tak naprawdę wygrana, bo przecież młodzież nabierała doświadczenia… W czym? W dostawaniu lania? Panie Boże, czy ty to widzisz? I nie grzmisz?

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz