Wystarczyła jedna chwila i mogło dojść do tragedii. Do 3-metrowej studni koło domu na żarskim Zatorzu wpadł niespełna 2-letni chłopiec. Jak zapewnili rodzice, zniknął im z oczu najwyżej na 3 minuty.
Wszystko wydarzyło się w środę wczesnym wieczorem, 27.07. W przydomowym ogrodzie na jednej z bocznych ulic w rejonie Komuny Paryskiej w Żarach na jedną chwilę rodzice spuścili z oczu swojego 19-mieiecznego synka. I malec wpadł do niezabezpieczonej studni. Głębokość wody sięgała tam ok. 3 metrów.
– Rodzice mówili, że nie widzieli dziecka może przez 3 minuty. Skoczył za nim ojciec. Przy wyciąganiu dziecka miał pomagać mu sąsiad. Pierwsze wezwanie mówiło o tym, że dziecko jest nieprzytomne. Potem przyszła kolejna informacja, że jest już przytomne – relacjonuje Ryszard Smyk, szef pogotowia ratunkowego.
Karetka dojechała na miejsce dosłownie 6 minut od wezwania.
– Dziecko było przytomne. Została mu udzielona pomoc. Istniało przy tym duże prawdopodobieństwo zachłyśnięcia się wodą. Dlatego został wezwany śmigłowiec Lotniczego Pogotowia ratunkowego – uzupełnia R. Smyk.
Nieszczęśliwy wypadek
Wkrótce potem wezwani zostali strażacy, których zadaniem było przygotowanie bezpiecznego lądowiska dla LPR-u.
– Zgłoszenie otrzymaliśmy o godz. 18.40. Zastęp dotarł najpierw do miejsca, gdzie doszło do wypadku, ale tam dowiedział się, że karetka pogotowia razem z poszkodowanym chłopcem znajduje się w okolicach ul. Źródlanej, gdzie jest dogodne miejsce do lądowania dla helikoptera – relacjonuje mł. asp. Dawid Lewandowski z Komendy Powiatowej PSP w Żarach.
LPR przetransportował dziecko do szpitala w Zielonej Górze.
– Chłopiec obecnie przebywa na Klinicznym Oddziale Pediatrii, jest w stanie średnim. Przebadany, na antybiotykoterapii, zostanie w szpitalu kilka dni na obserwacji. Jego stan nie zagraża życiu – informuje Sylwia Macher-Nowak, rzeczniczka szpitala w Zielonej Górze.
Tymczasem swoje czynności prowadzi policja. Śledczy mówią nie tylko o studni, co o zbiorniku na wodę deszczową na terenie posesji. Nie ma jednak wątpliwości, że znalazł się w nim malutki chłopczyk, co realnie zagrażało jego życiu.
– Według wstępnych ocen był to nieszczęśliwy wypadek. Otrzymaliśmy informację, że dziecko doznało tylko niezagrażających życiu otarć. Niemniej jednak prowadzimy czynności pod kątem spowodowania zagrożenia dla zdrowia i życia dziecka – kończy Aneta Berestecka, rzeczniczka żarskiej policji.


