Strona główna » Dzieci poszły w las

Dzieci poszły w las

przez imperia

Czwórka dzieci z rodziny zastępczej w Iłowej uciekła z domu i ukryła się w lesie. Dzięki naszej interwencji, udało się je skłonić do powrotu. Dzieci twierdzą, że były nękane przez opiekunów.
Bracia, Andrzej  (15 l.) i Wojtek (14 l.), od kilkunastu miesięcy mieszkali w rodzinie zastępczej w Iłowej z Danielem (13 l.) i jego siostrą Agatką (15 l.). Dzieciaki bardzo się ze sobą zżyły i kiedy Andrzej wpadł na pomysł ucieczki, reszta postanowiła uciekać razem z nim. We wtorek (1.03.), cała czwórka zamiast podręczników spakowała rano do tornistrów ciepłe ubrania i kanapki. Potem uciekinierzy stanęli na wylotówce z Iłowej i zaczęli łapać „stopa”. Pech chciał, że ich opiekunowie na ten sam dzień zaplanowali wizytę u lekarza w Żaganiu i ich zauważyli. Dzieciakom jednak udało się ich dostrzec i zbiec do lasu.
 
Plan: iść przed siebie
Biegli tak długo, aż znaleźli się w oddalonych o 4 km Kowalicach. Tam, w sosnowym młodniku, rozbili tymczasowy „obóz”. Nie byli pewni, co mają robić – poddać się i wrócić do domu, czy kontynuować ucieczkę? W końcu zdecydowali, że pójdą przed siebie i potem będą się martwić co dalej. Pech chciał, że nie wzięli ze sobą żadnej mapy. Na oko wybrali trasę przez las, niestety, nie w kierunku na Żagań, ale na oddalony od Kowalic o ponad 25 km Kliczków. Przed nieuchronnym zabłądzeniem w sercu Borów Dolnośląskich uratował ich w ostatniej chwili Wojtek, który zadzwonił do wujka, aby upewnić się, czy aby na pewno dobrze robią.
 
Bo nie dawali mleka?
Wujek, Mirosław Szczepanik, po telefonie bratanka natychmiast skontaktował się z  dziennikarzem „GR”. Nie chciał powiadamiać policji ani rodziców zastępczych, żeby nie utracić zaufania bratanków. – Może gazeta tu jakoś pomoże, nie mam pomysłu, co robić – mówił. Wspólnie postanowiliśmy odszukać uciekinierów i wypytać ich, o co poszło.
Okazało się, że dzieci nie chcą już dłużej mieszkać w rodzinie zastępczej, bo jak twierdzą, czują się upokarzane przez opiekunów. – Krzyczą na nas i wyzywają od debili – opowiadał Andrzej, zapewniając, że nie pozwoli się dłużej tak traktować. – Wyżywają się na nas. Nie dają nam mleka, bo mówią, że za dużo kosztuje – dodał Wojtek. Cała czwórka zgodnie zapewniała, że na pewno nie wrócą do domu.
Wraz z wujkiem udało nam się przekonać uciekinierów do wspólnej wizyty w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Żaganiu, które ma pod swoją opieką rodzinę zastępczą z Iłowej.
 
Trafią do wujka
Andrzej i Wojtek pochodzą ze Szprotawy, a Daniel i Agatka – z Małomic. Dzieci trafiły  pod obcy dach, bo ich rodzice mają poważne problemy z alkoholem i utracili prawa rodzicielskie. Od dawna nie utrzymują z nimi bliższych kontaktów. Próbowaliśmy się skontaktować z rodzicami braci, ale bezskutecznie. Z kolei rodzice Agaty i Daniela nie chcieli z nami rozmawiać i poradzili dzieciom, aby wrócili do domu zastępczego.
W PCPR poinformowano nas, że dzieci do domów rodzinnych w żadnym wypadku nie wrócą, a w innych rodzinach zastępczych nie ma na razie miejsc. Tym bardziej, że czwórka nie chciała się rozdzielać. W końcu stanęło na tym, że Andrzej i Wojtek zatrzymają się na razie u wujka, a Daniel z siostrą wrócą do Iłowej, na co rodzeństwo się zgodziło. – O ich dalszym losie zadecyduje kurator i sąd – informuje Anna Kulczyńska, dyrektorka centrum.
 
Dobra opinia
Zastępczy rodzice nie chcieli komentować sprawy. – Czekamy, aż sąd ją wyjaśni i wtedy porozmawiamy – powiedział pan Bogusław.
Sąsiedzi z Iłowej mają o nim i jego żonie dobre zdanie. – To porządni ludzie. Najpierw przygarnęli dzieci siostry, a teraz wzięli obce – mówi jedna z sąsiadek.
– On robi jako kominiarz, ona to gospodyni domowa. Lubię Bogusia, swój chłop. Nie pije, nie pali – dodaje mieszkający w pobliżu pan Robert. Nie może uwierzyć, że dzieci uciekły z domu. – Pewnie to taki bunt, bo dorastają – zastanawia się.
Również PCPR nie stwierdziło do tej pory żadnych uchybień. – Rodzice uczestniczą we wszystkich kursach, są aktywni – przekonuje A. Kulczyńska. Zastrzega jednak, że wyjaśnieniem sytuacji musi zająć się sąd rodzinny.
 
Pierwsza taka sytuacja
Pracownicy PCPR informują, że w powiecie żagańskim ok. 170 dzieci w różnym wieku przebywa w blisko 120 rodzinach zastępczych, z których większość, bo aż 90 proc., tworzą tzw. rodziny zastępcze spokrewnione. A. Kulczyńska wyjaśnia, że dzieci raczej nie uciekają od krewnych. Z pozostałych domów – rzadko. – Jeszcze nie było przypadku, żeby była to aż czwórka – przyznaje dyrektorka PCPR. Mówi, że najczęstszym kierunkiem ucieczki jest dom rodzinny. Pomimo, że rodzice piją i nie zajmują się dziećmi, te do nich wracają.
– Problem pojawia się, kiedy nowi opiekunowie zaczynają mieć względem wychowanków oczekiwania. Każą im się uczyć i sprzątać, funkcjonować według określonych zasad – wymienia A. Kulczyńska. Wyjaśnia, że wtedy dzieci zaczynają się buntować, bo czują, że zabiera się im wolność, z której dotąd bez przeszkód korzystały. Nie chce jednak przesądzać, jak było w tym przypadku.
– Nie wierzę, że wszystko było w porządku. Wtedy mogłoby uciec jedno, dwoje. Na pewno nie cała czwórka – powątpiewa wujek chłopców.
Jak przyszłość czeka małych uciekinierów? Do sprawy wrócimy.

Tobie może spodobać się

Zostaw komentarz