Pani Janina Gmińska kończy 100 lat. Jak mówi, nigdy specjalnie o siebie nie dbała, a jedyne, bez czego nie mogła się obejść, to męskie towarzystwo.
Pani Janina urodziła się 14 maja 1911 r. w Łanczynie na obecnej Ukrainie. – Pięknie tam było. Ziemia żyzna, wszystko pięknie rosło. A powietrze takie, że człowiek nie mógł się wprost naoddychać – rozmarza się staruszka, po której w ogóle nie widać, że kończy 100 lat.
Cudem ocalała
Kiedy wybuchła II wojna światowa, ukraińscy mieszkańcy wsi zaczęli mordować polskich i żydowskich sąsiadów. – Cudem uniknęliśmy śmierci. Kryliśmy się najpierw po lasach, potem tułaliśmy się po różnych kresowych miasteczkach – pani Janina wspomina czasy okupacji. – To był koszmarny okres. Moje pokolenie było takie twarde, bo się napatrzyło na morze krwi – wzdycha. – Gdy wojna się skończyła, mogliśmy poszukać nowego domu. Wybór padł na Ziemie Odzyskane. Na żagańskim Moczyniu mieszkam już 64 lata – uśmiecha się staruszka. Zapewnia, że bardzo jej się tu podoba. – Wychowałam tu sześcioro dzieci i przeżyłam najlepsze lata – mówi.
Młodość dzięki mężczyznom
Jak zapewnia, nigdy nie stosowała żadnych diet i lubi wychylić kieliszeczek dobrego wina. – Prawie codziennie jem mięso. Lubię zupę ogórkową i rosół, często też jem ryby. Są zdrowe, bo mają dużo jodu – streszcza swój jadłospis. – Naprawdę nie wiem, dlaczego tak długo żyję – śmieje się. Po chwili jednak zdradza nam, że najprawdopodobniej w zachowaniu młodości pomogło jej męskie towarzystwo. – Do dziś wspominam pierwszego narzeczonego. Rodzice nie pozwolili nam wziąć ślubu, bo byłam za młoda – żałuje na wspomnienie miłości sprzed 85 lat. – Mój pierwszy mąż to też był chłop na schwał. Robił piękne kaflowe piece – opowiada. Po jego śmierci pani Janina jeszcze dwa razy stawała na ślubnym kobiercu.
Choć teraz zarzeka się, że po ukończeniu 100 lat nie będzie brała już żadnego ślubu, w jej domu często gości dziarski 87-letni sąsiad. – To tylko przyjaciel. Zresztą z takim młokosem bym się nie zadała – śmieje się stulatka.
21
Poprzedni artykuł